Wiatr i ogień
Duch Święty, który zstąpił na Maryję i uczniów Jezusa pięćdziesiąt dni po zmartwychwstaniu, przyszedł w postaci ognistych języków. Jego przyjściu towarzyszył szum jakby potężnego wiatru.
W języku greckim to samo słowo oznacza zarówno wiatr, jak i ducha. „Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha” (J 3, 8) – mówił Jezus w rozmowie z faryzeuszem Nikodemem. Człowiek, który otwiera się na działanie Ducha Świętego, godzi się też na tę „nieprzewidywalność”, tak bardzo charakterystyczną dla wiatru. Wiatru nie można okiełznać, zamknąć w klatce, zmienić jego kierunku. Można natomiast wykorzystać jego siłę – sprawić, by wypełniała żagle okrętów, by poruszała skrzydła wiatrowych elektrowni… Podobnie jest w życiu duchowym człowieka: otwarcie się na działanie Ducha Świętego staje się źródłem niespożytej wewnętrznej energii. Człowiek, którego „motorem działania” jest Duch Święty, wymyka się schematom. Szuka ciągle nowych dróg. Patrzy nad głowami wszystkich i widzi na horyzoncie to, o czym oni jeszcze nawet nie śmieli pomyśleć.
Kolejnym symbolem Ducha Świętego jest ogień. Podobnie jak wiatr jest on żywiołem nieprzewidywalnym, który człowiek nauczył się wykorzystywać do swoich celów. Dla naszych praprzodków ogień był jedynym źródłem światła w nocy oraz ciepła. Używano go także do oczyszczania ran – choć bez wątpienia nie była to operacja przyjemna. Ogień ma to do siebie, że zetknięcie z nim zawsze pozostawia ślad. Ciekawe, że w odniesieniu do ognia używamy tych samych słów, co do miłości: mówimy o sercu, które płonie miłością, miłości, która rozgrzewa serce…
Co sprawia ogień Ducha Świętego w ludzkim sercu? Po pierwsze, oczyszcza. Nie pozostawia w nim nic, co nie jest w stanie wytrzymać jego temperatury. Jak przy wytopie metalu: zanieczyszczenia płoną, zostaje sam kruszec, który następnie można uformować w dowolne kształty. Po drugie, rozsiewa wokół światło. Człowiek, którego serce zostało rozpalone przez Ducha Świętego, jest jak lampa stojąca na świeczniku: to, co dzieje się w jego sercu, widać na zewnątrz. Jest jak punkt orientacyjny, jak latarnia morska w ciemnościach.
Prośmy Ducha Świętego, byśmy otworzyli się na Jego tchnienie. Niech Boży Ogień wypala w naszych sercach to, co słabe i grzeszne, i niech rozpala je, przemienia i oczyszcza.
