Wiara bez pancerza

Ewangelia


IV niedziela zwykła

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.


Mt 5, 1-12a


Wiara bez pancerza


Wiara bez zbroi, naga w swojej bezradności i słabości, odziana tylko w prawdę, miłość i miłosierdzie, to takie małe „nic” – ale przecież Jezus już kiedyś porównał Królestwo Boże do innego małego „nic”, do ziarnka gorczycy. Próżno szukać gdzie indziej analogii z tak paradoksalnym systemem myślenia, ale to jest właśnie siła chrześcijaństwa i atrakcyjność Boga, który swoją „innością” w ten właśnie sposób pociąga do siebie.

To bardzo trudna logika – w kontekście współczesnych ludzkich dążeń z pewnością paradoksalna i praktycznie nie do przyjęcia. Tak jak błogosławieństwa, wedle których ubodzy, krzywdzeni, czyniący pokój, miłosierni mają pierwszeństwo przed silniejszymi, sprytniejszymi i uzbrojonymi w dziesiątki argumentów uzasadniających brutalnie ich racje. Ale przecież po dziś dzień brzmią mi w uszach słowa Jana Pawła II z Toronto z 2002 r.: „Błogosławieni, to znaczy szczęśliwi…” (greckie słowo „makarioi” ma zapisane w sobie oba te znaczenia). Dlaczego więc stanie na końcu szeregu ma być powodem mojego szczęścia? A może jeszcze o coś innego tu chodzi?

Jednym z podstawowych zarzutów, jakie można usłyszeć w kontekście wymowy całej dzisiejszej Liturgii Słowa, jest przypięcie chrześcijaństwu łatki, że sankcjonuje ono nieudolność i niezaradność, jest przystanią dla przegranych, tchórzliwych i chętnych do odegrania się: – Teraz to wy jesteście górą, ale zobaczycie kiedyś, kara was nie ominie! To nieprawda. Wystarczy przypomnieć sobie, jak surowo Jezus traktuje człowieka, który zakopał swój talent, i jak hojnie nagradza tego, który go pomnożył. Pokazuje też, że nie każde ubóstwo jest dobre, tylko to, które daje człowiekowi wolność; nie każdy płacz jest błogosławiony, tylko ten, który oczyszcza pole widzenia i pozwala dostrzec nowe perspektywy działania; nie ciche i potulne chowanie się za plecami się liczy, lecz siła ducha, która brzydzi się przemocą. Samo miłosierdzie to za mało – trzeba świat tak urządzić, aby był on sprawiedliwy, by nie zabrakło nikomu niczego, co nie pozwoliłoby mu godnie żyć. Ważny jest pokój, ale jeszcze ważniejsza miłość, bez której pokój zamienia się w obojętność i stagnację. Oto pełny wymiar lektury błogosławieństw. Chrystus nie gloryfikuje stagnacji i wycofywania się ze świata – wręcz przeciwnie: nakazuje aktywną w nim obecność, współuczestniczenie w „creatio continua” – dalszym współstwarzaniu rzeczywistości; podążanie ku jasnemu celowi: ku Królestwu Bożemu, które tu i teraz ma mieć swoje początki. Mamy być solą ziemi i światłem świata! Tu nie ma alternatywy i miejsca na tanie usprawiedliwienia. Jak zatem połączyć ów ewangeliczny radykalizm z tak odpowiedzialną misją w świecie? Jak ją realizować bez pomocy środków, które zapewnią właściwą nośność ideom Dobrej Nowiny i nadadzą odpowiednią moc świadectwu apostolskiemu? Te środki są potrzebne, konieczne. Zaniechanie byłoby wielką winą. Odpowiedź jest bardzo prosta: nasza obecność w świecie ma być obecnością Miłości, Prawdy i Pokoju. Ma rodzić Życie, porządkować świat, uczyć przyjmowania cierpienia świata i właściwej jego interpretacji. Będzie ona tym owocniejsza, im mniej będzie w jej przesłaniu nas, a całą przestrzeń wypełni sobą Bóg; im bardziej będzie sługą Prawdy, a mniej jej kreatorem i właścicielem. To jest istota chrześcijańskiej obecności w świecie. I taki jest wykład Kazania na Górze.


Marcin Jasiński
drukuj