Ważna książka o ważnych sprawach
Polskie życie publiczne przybrało w ostatnich latach tak niewiarygodne rozmiary upartyjnienia, że debata polityczna przestała mieć wymiar twórczy. Dyskusje polityczne redukują się najczęściej do bardzo schematycznych wypowiedzi, dlaczego to partia „X” ma rację, a partia „Y” nie ma racji. W dyskusjach tych więcej jest chwytów sofistycznych, telewizyjnego PR, trudno natomiast dopatrzeć się istotnej treści. Wyborcy są po prostu karmieni dość miernej jakości reklamą, przypominającą telewizyjną promocję proszków do prania. Z jednej strony jałowość sporów polityków, z drugiej – bardzo intensywny sposób promocji powoduje, że politycy oraz wyborcy żyją coraz bardziej w swoistym politycznym matriksie. Tym bardziej więc należy się cieszyć, gdy pojawiają się na polskim rynku publicystycznym pozycje zawierające pogłębioną refleksję nad stanem życia publicznego w Polsce. Do takich książek należy z pewnością zaliczyć najnowszą publikację Jana Marii Jackowskiego zatytułowaną „Na tropach IV RP” (Szczecinek 2008, wyd. Fundacja „Nasza Przyszłość”).
Jest to książka wpisująca się w pewien cykl wydawniczy zapoczątkowany głośną „Bitwą o Polskę” (1993; następne pozycje tegoż autora to m.in. „Bitwa o Prawdę” 1997, „Usłyszeć głos ludzi” 2001, „Drogi i bezdroża III RP” 2004, „Polska w globalnej sieci” 2005, „Czas rodzin” 2007). „Na tropach IV RP” jest zbiorem artykułów publikowanych przez autora w ostatnich latach na łamach „Naszego Dziennika”.
Jan Maria Jackowski należy do tych publicystów, którzy w sposób jednoznaczny opowiadają się za ideą tzw. IV Rzeczypospolitej. Autor dostrzega całą złożoność różnorakich patologicznych układów, zapoczątkowanych porozumieniem okrągłostołowym w 1989 roku. Wskazuje przy tym na wspólnotę Kościoła oraz wspólnotę Narodu jako główne cele ataków nowej neoliberalnej „elity”. W ten sposób już na początku książki stara się sięgać do głębszych pokładów procesu animowanego przez tzw. michnikowszczyznę w III RP. Bardzo krytyczna ocena ostatnich dziewiętnastu lat każe mu wskazać też na ważny czynnik budzenia stłamszonej świadomości narodowej. I tutaj olbrzymie znaczenie przypisuje działalności Radia Maryja.
Sedno sprawy
W sposób naturalny Jan Maria Jackowski uznał za głównego lidera projektu IV RP Jarosława Kaczyńskiego i jego partię Prawo i Sprawiedliwość. Przyznając słuszność wielu celom stawianym przez PiS, dostrzega jednak dużą rysę. Jeszcze w lipcu 2007 roku pisał: „Kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji politycznej jest zatem spojrzenie na nią z innej perspektywy. Tak naprawdę dla Jarosława Kaczyńskiego mniej liczy się bieżące sprawowanie władzy, sytuacja w koalicji, kto będzie następnym ministrem rolnictwa i czy Gombrowicz będzie w kanonie lektur. Liczy się – czego nie ukrywa – przede wszystkim to, co sprzyja osiągnięciu celu strategicznego, jakim jest stworzenie warunków do ponownego wygrania wyborów prezydenckich przez jego brata w roku 2010. Na wielkiej szachownicy politycznej mamy więc pionki i figury, którymi toczy się gra, a obecnie odbywa się zimne kalkulowanie, czy w kontekście wyborów prezydenckich 2010 r. lepsze są przedterminowe wybory, czy też nie. Czy korzystniej będzie teraz upolować gońca czy konika, czy pozwolić im jeszcze poharcować?” (s. 25). Autor nie ukrywa, że dla realizacji tego celu poświęcane były sprawy najbardziej pryncypialne z katolickiego punktu widzenia. Chodzi przede wszystkim o brak poparcia liderów PiS dla konstytucyjnej ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Innym celem realizowanym wówczas przez PiS była likwidacja tzw. przystawek (LPR i Samoobrony). Jackowski zauważył, że właśnie tutaj tkwiło źródło późniejszej porażki wyborczej. Kalkulacja partyjna, nacechowana z natury rzeczy dużym grupowym egoizmem, prowadziła nieuchronnie do błędu w postaci decyzji o przyspieszonych wyborach. Jackowski nie daje się wprowadzić w ciąg wywodów polityków dyskutujących ze sobą na sposób wirtualnych argumentacji, mających na celu usprawiedliwienie w oczach opinii publicznej swoich makiawelistycznych poczynań. Z przenikliwością wytrawnego publicysty uderza w samo sedno: decyzję o przyspieszonych wyborach parlamentarnych podjął lider PiS i to on ponosi odpowiedzialność za ich wynik. Metodologia gry partyjnej również budzi spory dystans u autora, w szczególności wykorzystywanie przez służby specjalne różnych „haków, kwitów, taśm”. „Polityka zbierania haków i kwitów na wszystkich – pisze Jackowski – nawet na własne zaplecze polityczne, stawia pod znakiem zapytania ewangeliczną zasadę 'zło dobrem zwyciężaj'” (s. 31).
Jackowski umiejętnie dociera do ideowych podstaw Prawa i Sprawiedliwości. Z przenikliwą pewnością odnajduje ich źródło w przedwojennym obozie sanacyjnym. Pisze: „Program działania sanacji – przed wojną będącej w opozycji do obozu narodowego – zakładał odnowę moralną i uzdrowienie życia publicznego państwa. W praktyce nierzadko oznaczał niekompetentne rządy i ograniczenie demokracji, a także brutalne traktowanie przeciwników ideowych i politycznych, jak choćby krwawy zamach majowy 1926 r. w sposób oczywisty sprzeczny z konstytucyjnym porządkiem Rzeczypospolitej. Istniało też coś takiego jak mściwość władzy jako zasada działania” (s. 58). Warto dodać, że obóz sanacyjny był zasadniczo tworem bezideowym, cementowanym siłą autorytetu Piłsudskiego. Tymczasem Jackowski – w kontekście powyższych rozważań – stara się wyraźnie usytuować na pozycjach narodowych, niejako z tego punktu widzenia ocenia zarówno przeszłość, jak i współczesność polityki polskiej.
Szkodliwe partyjniactwo
Równie ciekawe wydają się rozważania na temat kampanii wyborczej 2007 roku. Jan Maria Jackowski podjął tu refleksję nad upartyjnieniem polskiej polityki. Szkodliwość partyjniactwa przejawia się z jednej strony w typowym dla takiego sposobu myślenia składaniu interesu narodowego na ołtarzu partyjnym, a także patologizacji w postaci walki na „haki”. Partyjniactwo, tak bardzo niegdyś obce polskiemu parlamentaryzmowi (I Rzeczpospolita), dzisiaj jest po prostu usankcjonowanym konstytucyjnie sposobem prowadzenia spraw publicznych (Konstytucja mówi, że partie są „podstawowym podmiotem życia politycznego”). Polska podzielona przez partie niejako na części w sposób oczywisty musi tracić z tego powodu. Świadczy o tym chociażby brzemienny w skutki brak twórczości politycznej, ale również triumf egoizmu grupowego nad dobrem publicznym. Ów egoizm wzmacnia finansowanie partii z budżetu państwa. System ten, jak słusznie dowodzi Jan Maria Jackowski, generuje postawy sprowadzające się do prowadzenia partii jako firmy zarabiającej pieniądze, a rywalizacja międzypartyjna przypomina biznesową walkę o klienta, którego zwie się elektoratem. Oczywiście autor słusznie stwierdza, że budżetowe utrzymywanie ugrupowań politycznych o tyle ma sens (walka z uzależnieniem polityki od biznesu), o ile jest dobrowolne (np. odpisy podatkowe obywateli na poszczególne podmioty).
Tymczasem urastające do patologicznych wręcz rozmiarów polskie partyjniactwo doprowadziło do równie patologicznej kampanii wyborczej rozumianej jako ogromny medialny spektakl. Oprócz „haków i kwitów” mieliśmy do czynienia z dużą ilością tzw. transferów politycznych. Oczywiście wszystko to było istotą kampanii wyborczej, nie jej marginesem. O porażce PiS zadecydowały nie tyle przesłanki merytoryczne, ile przegrana debata telewizyjna Jarosława Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem oraz telewizyjna przegrana pt. prowokacja CBA wobec posłanki Sawickiej. I tak Polska o nastawieniu solidarystycznym darzy dziś niewiarygodnym poparciem partię liberalną. Takiej sytuacji nie ma praktycznie w żadnym z krajów europejskich. Jackowski za taki stan rzeczy obwinia PiS, gdyż to ta partia podjęła decyzję o przyspieszonych wyborach i niechcący napędziła wyborców PO poprzez rozwiniętą kampanię „haków”.
Na uwagę zasługują również teksty Jackowskiego dotyczące dekomunizacji i lustracji. Autor, zdecydowany zwolennik obu procesów w pełnym wymiarze, krytycznie odnosi się do gier politycznych, w których w sposób cyniczny wykorzystywano materiały dla brutalnej gry, również w stosunku do ludzi Kościoła. Szczególnie sprzeciwia się kreowaniu wizerunku Kościoła, rzekomo „umoczonego” we współpracę z władzą komunistyczną. Takie obrazy w sposób jednoznaczny starają się odebrać Kościołowi dobre imię, mimo że był on główną instytucją sprzeciwiającą się systemowi komunistycznemu w Polsce. Ta manipulacja ma posłużyć po prostu osłabieniu wpływów Kościoła w społeczeństwie polskim.
Medialny matrix
Ważną częścią książki Jana Marii Jackowskiego jest rozdział poświęcony „mediokracji”. Wpływ mediów na dzisiejszą rzeczywistość polityczną i społeczną dla nikogo nie jest tajemnicą. Nie znaczy to jednak, że Polacy są odporni na manipulacje idące ze świata mediów. Najlepszym tego dowodem są kampanie wyborcze, coraz bardziej przypominające medialnego matriksa, całkowicie oddalone od rzeczywistości. Oprócz kreowania pozytywnego wizerunku poszczególnych podmiotów i osób metodycznie stosowany jest tzw. czarny PR, co widać chociażby po powtarzanych z maniakalną częstotliwością atakach na Radio Maryja. „W Polsce – pisze Jackowski – od jakiegoś czasu coraz wyraźniej dostrzega się media, które specjalizują się w uprawianiu tzw. czarnego PR. Liderzy medialnych linczów, wykorzystując bogaty arsenał środków: manipulację, oszczerstwo, pomówienie, półprawdę, kłamstwo, insynuacje, prowokację czy techniki operacyjne stosowane przez służby specjalne, starają się poderwać zaufanie opinii publicznej do konkretnych osób czy instytucji. W tych mediach są zatrudniani fachowcy od brudnej roboty, zwani „kastetami”, którzy są mistrzami serwilizmu i dziennikarstwa dyspozycyjnego, którego kanon został opracowany w niechlubnych czasach stanu wojennego” (s. 164). Jackowski należy do tych nielicznych publicystów, którzy nie zgadzają się na tego typu metody. Pamiętajmy wszak, że w środowisku dziennikarskim krytykuje się różne osoby reprezentujące różne zawody. Natomiast dziennikarze pozostają niejako poza krytyką. Tymczasem brak moralności tak powszechny wśród „czwartej władzy” stanowi potężne, może największe zagrożenie dla ładu społecznego w Polsce. Powszechna zgoda na makiawelizm polityczny w środowisku dziennikarskim skutkuje np. tym, że wyborcy coraz bardziej poddawani są i ulegają manipulacjom matriksa. Ci bowiem, którzy z racji zawodu powołani są do obrony ludzi przed wirtualizacją polityki, sami dają się manipulować i manipulują.
Zagrożenia dla suwerenności
Jan Maria Jackowski nie ucieka też od tematyki międzynarodowej. Szukając metodą staroendecką definicji polskiego interesu narodowego w dobie dzisiejszej, bardzo krytycznie odnosi się do sposobu realizacji naszego sojuszu z USA. Wojna w Iraku, fiasko tzw. offsetu (F-16), a nawet bezkrytyczne podejście wielu polskich polityków do instalacji tarczy antyrakietowej to dla Jackowskiego niezwykle niepokojące zjawiska, świadczące o braku niezależności naszej polityki wobec Waszyngtonu. Czytamy: „Polska przy swojej dysproporcji do USA tak naprawdę, zdając się na tarczę, dawałaby Ameryce instytucjonalny instrument do usankcjonowania na stałe naszego całkowitego uzależnienia od USA” (s. 183).
Jeszcze bardziej dobitnie
Jackowski opisuje nasze relacje z Niemcami i niebezpieczeństwo powrotu naszego zachodniego sąsiada do strategicznego sojuszu z Rosją kosztem interesów Polski. Słusznie zauważa, że posiadając piastowskie ziemie, powinniśmy nade wszystko zwracać uwagę na zagrożenia idące z Zachodu. Małym brakiem tych rozważań jest pominięcie szerszego spektrum zagadnień polskiej polityki wschodniej, co myślę, autor pokaże w następnej swojej publikacji. Natomiast jego krytyczne podejście do tzw. traktatu lizbońskiego pokazuje ogrom zagrożeń dla suwerenności oraz dla ładu moralnego zarówno w Polsce, jak i w Europie. Jeszcze we wrześniu 2007 r. pisał na łamach „Naszego Dziennika”: „Rządząca partia na użytek wewnętrzny głosi propagandowe hasło 'nie oddamy guzika’, ale godząc się w ogóle na traktat konstytucyjny, daje zielone światło dla utraty suwerenności. Jest to dziwne, bo jeszcze niedawno, w trakcie kampanii wyborczej do parlamentu w 2005 r., PiS głosiło sprzeciw wobec konstytucji europejskiej i obiecywało twardą walkę o zapisanie chrześcijańskiej tożsamości Europy w dokumentach unijnych. Dziś o wartościach chrześcijańskich nawet się już nie mówi” (s. 205).
Jana Maria Jackowski z niezwykłą przenikliwością wskazuje na kluczowy czynnik siły Narodu Polskiego. Idąc tropem myśli Prymasa Wyszyńskiego, pisze: „Czynnik demograficzny od wieków odgrywa kluczową rolę w stosunkach międzypaństwowych. Ksiądz kardynał Stefan Wyszyński powtarzał, że aby na arenie międzynarodowej liczono się z Polską, to musi nas być 60 milionów. Ten wielki Polak w trudnych powojennych czasach komunistycznego reżimu bronił szczególnie rodziny jako podstawowej substancji Narodu. Był wówczas nie do końca rozumiany nawet w kręgach katolickich. Dziś – gdy jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i trwa ożywiona debata na temat konstytucji europejskiej oraz sposobu liczenia siły głosów poszczególnych krajów członkowskich – w całej pełni widać, jak bardzo Prymas Tysiąclecia miał rację” (s. 202).
Mam nadzieję, że moja analiza książki Jan Marii Jackowskiego zachęci Czytelników do lektury. „Na tropach IV RP” to książka pisana językiem prostym i przejrzystym, podejmuje jednakże tematy niezwykle ważne, wobec których żaden Polak nie powinien pozostać obojętny. Jest to więc ważna pozycja traktująca o ważnych sprawach.
Mieczysław Ryba
Jan Maria Jackowski, „Na tropach IV RP”,
Fundacja „Nasza Przyszłość”, Szczecinek 2008.
