Walczyła o każde życie

Z Marią Stachurską, reżyserem filmu "Matka z Auschwitz-Birkenau", rozmawia
Bogusław Rąpała
 




W swoim najnowszym filmie dokumentalnym "Matka z Auschwitz-Birkenau" opowiada
Pani o Stanisławie Leszczyńskiej, która uwięziona w czasie II wojny światowej w
obozie koncentracyjnym pracuje jako położna i wbrew rozkazowi zabijania ratuje
życie ponad trzech tysięcy noworodków. Co Panią skłoniło do nakręcenia tego
filmu?

– Na V Światowym Kongresie Modlitwy w Obronie Życia, który odbył się w
październiku ubiegłego roku w Rzymie, spotkałam się z dr. inż. Antonim Ziębą,
prezesem Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka. To on zaproponował
mi nakręcenie tego filmu. Składając tę propozycję, powiedział: "Najpierw
zapytałem Pana Boga, czy mam się tego podjąć, a potem z kim mam to zrobić".
Wybór padł na mnie. Zgodziłam się.

Co Panią zafascynowało w osobie Stanisławy Leszczyńskiej?
– Stanisława Leszczyńska jest moją cioteczną babcią. Zmarła w 1974 roku, kiedy
jeszcze chodziłam do liceum. Dopóki żyła, w domu nie mówiło się o tym, co
przeżyła w obozie. Dopiero później zaczęły do nas docierać informacje na temat
tego, czego dokonała. Muszę się przyznać, że do momentu pracy nad filmem nigdy
wcześniej nie byłam w Auschwitz-Birkenau. Starałam się uciec przed tym
okrucieństwem, do którego tam doszło. Fakt, że realizowałam ten film,
spowodował, że się z tym zmierzyłam, a przez to głębiej poznałam życie mojej
cioci, to, co przeżyła i jak przetrwała, będąc w obozowym piekle. Zaczęłam o
wiele lepiej rozumieć jej zachowania, które zapamiętałam.

Czego dowiedziała się Pani o głównej bohaterce swojego filmu?
– Stanisława Leszczyńska była bardzo cichą, powściągliwą i wymagającą osobą.
Kiedy wyszło na jaw, że jest bohaterką i rozpoczyna się jej proces
beatyfikacyjny, przyglądałam się temu z boku. Natomiast kiedy przystąpiłam do
pracy nad filmem, chciałam wiernie oddać jej charakter. Była niesamowicie
wrażliwa na sprawę ratowania życia, ale również na walkę w obronie rodziny. Tak
ją zapamiętałam. W Auschwitz-Birkenau byłam jeden dzień i miałam wrażenie, że
nie wytrzymam ani chwili dłużej. Ona musiała tam wytrzymać dwa lata. Była z nią
jej kilkunastoletnia córka, która katowana przez Niemców bez przerwy chorowała.
Ratując niemowlęta, Stanisława Leszczyńska miała więc świadomość, że nie tylko
jej, ale również córce grozi za to śmierć.

To doświadczenie musiało mieć ogromny wpływ na jej późniejsze życie…
– Najbardziej zaskakujące jest to, że pomimo piekła, przez które przeszła, nie
straciła wiary i potrafiła przekazać swojemu potomstwu wrażliwość na piękno i
sztukę: przyrodę, muzykę i malarstwo. Swojej obozowej traumy nie przekazała
młodemu pokoleniu. Nie zachowała w sobie również wrogości do narodu
niemieckiego. Dla mnie jest to nieprawdopodobne i w tym odkryłam wielkość jej
charakteru, a przede wszystkim jej wiarę, bo jestem pewna, że bez łaski Bożej
nie stawiłaby czoła doświadczeniom obozowym.

Bóg pomógł jej przetrwać?
– Całe jej życie było ułożone przez Pana Boga, a ona spokojnie odpowiadała Bogu:
"tak". Przez całe życie przyjmowała taką postawę. Zarówno wtedy, gdy jako młoda
dziewczyna wyjechała do Brazylii, gdzie uczyła się języka niemieckiego, jak i
wówczas, gdy mając już własne dzieci, podjęła studia położnicze w Warszawie, na
które dojeżdżała z Łodzi. Obie te umiejętności okazały się potem bardzo
potrzebne. Była niezwykle pobożna, przede wszystkim oddana Matce Bożej; dużą
część swego życia spędziła w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
przy placu Kościelnym w Łodzi. Miała swoją ulubioną modlitwę, jakby kod
porozumienia z Najświętszą Panienką. W nagłych przypadkach wołała: "Maryjo,
załóż jeden pantofelek i spiesz mi z pomocą!". Wiedziała, że Matka Boża to
uczyni. Sama zresztą odmawiałam tę modlitwę, kiedy rodziłam moje dziecko i…
urodziłam bez bólu w ciągu 30 minut. W jej życiu widać plan Pana Boga, któremu
się poddała.

Do kogo skierowany jest film?
– Przede wszystkim do ludzi młodych. Cieszę się, że tym, którzy już go zdążyli
obejrzeć, bardzo się podobał.

Nie da się go potraktować wyłącznie jako dokumentu historycznego, ponieważ
porusza problem aktualny w dzisiejszym świecie: konieczność walki o każde życie.

– W tak ekstremalnych warunkach Stanisława Leszczyńska potrafiła przeciwstawić
się zabijaniu dzieci. Mówiąc stanowcze "nie" temu procederowi i narażając własne
życie, opowiedziała się za wyznawanymi przez siebie wartościami: wiarą w Boga i
miłością do drugiego człowieka. Rzeczywistość, w której żyła, była koszmarem
niedającym nadziei na lepsze jutro, a mimo to podjęła walkę o każde rodzące się
dziecko. To musi poruszać nasze sumienia i dawać do myślenia, zwłaszcza w
zderzeniu ze współczesną rzeczywistością, w której dąży się do tego, aby można
było swobodnie decydować o tym, czy ktoś może żyć, czy też nie. Skoro ona wtedy
potrafiła stanąć po stronie życia, to tym bardziej dziś powinniśmy zadać sobie
pytanie, jakie jest nasze zaangażowanie w sprawie obrony dzieci poczętych.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj