Wakacje, czyli… ofiary upałów
Problem z pomysłami na wakacje mają nie tylko dziennikarze, ale także politycy, którzy już na sam widok redaktorów wykazują niezdrowe podniecenie. Być może to nie ADHD, tylko skutek wakacyjnych upałów. Pierwszą ofiarą własnej nadpobudliwości padł minister Piotr Kownacki, który po rozmowie z publicystą „Dziennika” wyleciał z hukiem z pracy. Oto kolejne ofiary upałów.
* Tygodnik „Polityka” poszedł na maksymalną łatwiznę i po raz kolejny „obrobił” temat nie do zdarcia, czyli opisał „Dzieła zebrane ojca Tadeusza”. Wielki, pięciokolumnowy tekst, który miał być bolesnym uderzeniem w Ojców Redemptorystów, okazał się jednak tragicznym niewypałem, gdyż czyta się go jak czystej wody… kryptoreklamę. Redaktorzy „Polityki” winni w końcu zdecydować się, czy Radio Maryja to perła w koronie toruńskich zakonników, z profesjonalnymi studiami emisyjnymi, czy ledwie dysząca inicjatywa.
* Świeżo upieczony polski mędrzec w NATO Adam Rotfeld, postawiony na czele polsko-rosyjskiej grupy ds. trudnych (czytaj: beznadziejnych), przypomniał powiedzenie rosyjskich redaktorów z czasów ZSRS, że jak dobrze „podredagujesz, to z kija od szczotki wyjdzie choinka” („Gazeta Wyborcza” 5 bm.). Szkoda, że nie dopowiedział, iż obecnie funkcjonuje ono przede wszystkim w świecie polityków.
* Z informacji innego polityka Pawła Piskorskiego na temat pochodzenia jego majątku wynika – jak obliczyli dziennikarze – że aby go zdobyć, grając w ruletkę, musiał 138 razy rozbić bank. A resztę fortuny – z tego, co mówi – zgromadził na… ulicy. Tak, gdyż tam spotkał człowieka, który oddał mu za pół darmo worek cennych starodruków z autografami.
* „To nie do pomyślenia, by w 1989 r. jakieś bydlaki z SB śledziły człowieka stojącego tak blisko mnie i blisko Rakowskiego” – zapewniał Wojciech Jaruzelski, gdy okazało się, że Służba Bezpieczeństwa sprawdzała kontakty Aleksandra Kwaśniewskiego z „kręgiem osób narodowości żydowskiej” („Dziennik” 5 bm.). Z zapewnień gen. Jaruzelskiego wynika, że SB działała nie tylko poza jego plecami, ale też poza plecami gen. Czesława Kiszczaka. Już wcześniej dowiedzieliśmy się, że bez wiedzy generałów strzelano także w kopalni „Wujek”, porwano i zamordowano ks. Jerzego Popiełuszkę. Teraz pewnie niedługo dowiemy się, że bez ich wiedzy i zgody przez pół wieku mieliśmy PRL.
* Wakacyjny nastrój udziela się też innym peerelowskim tuzom. Gdy Andrzeja Olechowskiego jego dawny partyjny kolega z PO Rafał Grupiński nazwał „czerstwym pieczywem”, ten nie stracił rezonu. „Jesienią ruszę w Polskę na spotkanie z Polakami i zorientuję się, czy chcą ze mną rozmawiać. Czy będzie elektryczność? Wie pan, to się czuje” – zapewniał dziennikarza „Gazety Wyborczej” TW „Must” („GW” 5 bm.).
* Z elektrycznością jednak może być różnie. Bo jak pisał „Nasz Dziennik” (1-2 bm.), nawet najmniejsze zaległości w płatnościach za energię skutkować mogą odcięciem prądu. W Krakowie może się tak stać, gdy zaległość wyniesie złoty pięćdziesiąt. W podróże pan Olechowski winien więc zabierać – jak Madonna – całe awaryjne zaplecze.
* Wakacje to czas, gdy duchota szczególnie dokucza kierowcom. Poseł PO Sławomir Nitras, ledwie wyjechał na niemiecką autostradę, już postanowił z niej uciekać, i to na wstecznym. Te straszne niemieckie autostrady. Dobrze, że u nas ich nie ma. Bo i po co komu takie drogi, z których nawet poseł PO (!) nie umie zjechać?
* Opinię publiczną niedawno zelektryzowała wiadomość portalu internetowego Gruzija-Online o tym, że Adam Michnik może wystartować do konkursu na szefa mediów publicznych w Gruzji. No jasne, to bardzo dobra kandydatura. Cóż tam, Gruzja. Redaktor Michnik na pewno świetnie kierowałby jeszcze mediami publicznymi, np. w Kazachstanie czy Peru. Oczekujemy więc z niecierpliwością przekładu „Dzieł zebranych Adama Michnika” na język gruziński.
* Jeszcze coś o mediach. Światły medioznawca prof. Janusz Majcherek na łamach „Gazety Wyborczej” porównał artystów i twórców występujących w obronie telewizji publicznej do robotników państwowych gospodarstw rolnych. Profesor podczas upałów wciąż pracuje. I pewnie niedługo pracownikom publicznych mediów ogłosi akcję omłotów i kampanię buraczaną.
* Upały źle wpłynęły na dwóch politycznych emerytów – Lecha Wałęsę i Tadeusza Mazowieckiego. Pomylili oni sanatorium w Polanicy Zdroju z Kostrzynem nad Odrą. Byłego premiera słuchać przyszło – jak odnotowuje „Gazeta Wyborcza” – 1,5 tys. osób na 400 tys. (to szacunki „GW”) przybyłych. Gazeta zdała wierną relację z wystąpienia Mazowieckiego. Z wypowiedzi Lecha Wałęsy nie dała nawet słowa. A szkoda, znów jesteśmy ubożsi o kilka złotych myśli do zeszytu. Zaproszone na Woodstock zespoły na pewno wiedzą, że najważniejsza jest świadomość tego, kiedy zejść ze sceny. Musiał ją mieć nawet zespół Guano Apes (G…niane Małpy), który grał na finał. Niestety, świadomości tej całkowicie zabrakło emerytowanym politykom.
Hanna Karp
