W stronę demokracji przewidywalnej

Wybory, jak wiadomo, służą nie tylko temu, by lud pracujący miast i wsi
wybrał sobie Umiłowanych Przywódców, i to nie byle jakich, tylko Najlepszych z
Najlepszych, ale również – a może nawet przede wszystkim – by dał wyraz swemu
bezgranicznemu umiłowaniu demokracji, zwłaszcza tej prawdziwej. A jaka
demokracja jest prawdziwa? Snop światła na tę sprawę rzucił sam Ojciec Narodów,
kiedy przemawiając w latach 30. na wiecu wyborczym I Stalinowskiego Okręgu
Wyborczego Miasta Moskwy, wypowiedział te spiżowe słowa: "Nigdy i nigdzie nie
było takiej demokracji, jak nasza!". I rzeczywiście – w tym właśnie okręgu na
Ojca Narodów wyborcy oddali grubo ponad 100 procent głosów!
Na tym właśnie polega demokracja prawdziwa, że owszem – spontan, odlot i tak
dalej – ale ktoś przecież musi tym kierować! Wprawdzie słyszymy, że tworzone są
bataliony strażników demokracji, którzy będą pilnowali uczciwości i
praworządności – ale warto też wziąć pod uwagę możliwość, iż do batalionów tych
zostaną skierowani tajni współpracownicy wszystkich 7 tajnych służb działających
w naszym nieszczęśliwym kraju – oczywiście gwoli zagwarantowania naszej młodej
demokracji jak największej przewidywalności.
Tą właśnie troską kierują się twórcy ordynacji wyborczych, dzięki czemu można
później osiągać cele nie tylko w tych ordynacjach zapisane, ale również – a może
przede wszystkim – te niezapisane, ale nie mniej ważne, jeśli nie najważniejsze.
Skoro już cytujemy Ojca Narodów, to warto zwrócić uwagę na jeszcze inne spiżowe
jego słowa – że mianowicie nieważne, kto głosuje, tylko kto liczy głosy. To
oczywiście bardzo ważne, ale jeszcze ważniejsze – o czym Ojciec Narodów
taktownie już nie powiedział – jest to, jaka alternatywa zostanie wyborcom
zaprezentowana. Jeśli prawidłowa – a jakże inaczej, w przypadku prawdziwej
demokracji kierowanej – to wybory będą zawsze wygrane, według popularnej za
moich czasów w kołach wojskowych sentencji, że "tak czy owak – sierżant Nowak".
I o to właśnie chodzi – o czym mogliśmy przekonać się na podstawie determinacji
Państwowej Komisji Wyborczej, na której nie robią najmniejszego wrażenia nawet
orzeczenia Sądu Najwyższego. Widocznie już skądś wie, że może ten cały Sąd
Najwyższy spokojnie zlekceważyć, bo bez względu na to, co się będzie działo,
Siły Wyższe nakażą Sądu Najwyższemu uznanie ważności wyborów, zaś zmotywowany w
ten sposób niezawisły sąd uzna je, i to w podskokach. Nie ma bowiem takich
poświęceń, jakich nie moglibyśmy dokonać dla demokracji, zwłaszcza tej
prawdziwej, której naturę mogliśmy poznać dzięki spiżowym słowom Ojca Narodów.
I niech nikt sobie nie myśli, że takie akty poświęcenia dla demokracji są
możliwe tylko w naszym nieszczęśliwym kraju. Na przykład ordynacja wyborcza w
takiej Francji ma na celu zablokowanie dostępu do Zgromadzenia Narodowego
działającemu tam Frontowi Narodowemu. Ten cel, ma się rozumieć, nie jest
wprawdzie w tamtejszej ordynacji expressis verbis zapisany, ale wszyscy skądś
wiedzą, o co chodzi, i powinność swojej służby doskonale rozumieją. Więc kiedy w
roku 1997 kandydat Frontu Narodowego w departamencie Var w Prowansji Jan Maria
Le Chevallier przedarł się przez wszystkie umieszczone w ordynacji zapory, to
Sąd Najwyższy unieważnił wybory w tym okręgu. Skoro bowiem demokracja, zwłaszcza
ta prawdziwa, o której spiżowymi słowy mówił Ojciec Narodów, ma być
przewidywalna, to będzie, żeby tam nie wiem co.

 

Stanisław Michalkiewicz

drukuj