W potopie nihilizmu
Z Bernardem Antonym, publicystą, autorem książek m.in. na temat
islamizacji Europy, masonerii, przewodniczącym stowarzyszenia AGRIF czuwającym
nad poszanowaniem tożsamości francuskiej i chrześcijańskiej, rozmawia Anna
Bałaban.
Francuzi wybrali Fran÷ois Ho- llande´a na swojego prezydenta. Czego
można się spodziewać po kadencji socjalisty?
– Z pewnością niczego dobrego. Poprzedni rząd niesamowicie nas zawiódł, wiele
obiecywał, ale tych obietnic nie spełnił. Poza tym zezwolił na to, aby
ugrupowania lewicowe i skrajnie liberalne przejęły monopol, jeśli chodzi o
kulturę i media. W konsekwencji mamy dziś republikę Fran÷ois Hollande´a, tj.
bardzo pewnej siebie ideologicznej lewicy. Dopiero co mianował ministrem
sprawiedliwości Christiane Taubira, która pod względem ideologicznym
reprezentuje skrajnie antyfrancuskie podejście. Dość wspomnieć jej aktywność
jeszcze w Gujanie, gdzie promowała separatyzm, była związana z jawnie
antyfrancuskim ruchem "Moguidé", który w latach 80. dopuszczał się licznych
zamachów. Naprawdę mamy się czego obawiać. Poza tym nazwisko Vincenta Peillona w
resorcie edukacji nie wróży niczego dobrego, a Jean-Marc Ayrault jako premier to
dla Francji prawdziwe zagrożenie. To ktoś w rodzaju sankiuloty, człowiek
skrajnej lewicy. Nie wierzę, by obecny rząd dokonał czegokolwiek, co byłoby
dobre dla gospodarki, nie wspominając już o płaszczyźnie związanej z prawami
podstawowymi. Można się spodziewać, że jeśli chodzi o szacunek wobec prawa
naturalnego, wobec rodziny, w tych kwestiach będzie jeszcze gorzej. To właśnie
dlatego przed drugą turą wyborów, nakłaniając do głosowania na Nicolasa
Sarkozy´ego, użyłem sformułowania "mniejszego pogorszenia", a nie "mniejszego
zła", bo zło zawsze jest złem, nie da się go stopniować. Bardzo często "mniejsze
zło" pojmowane jest jako dobro. A trzeba stanowczo podkreślić, że poprzedni rząd
nie wniósł niczego dobrego. Mimo to była jeszcze jakakolwiek możliwość w miarę
wolnej wypowiedzi, i to pomimo konformistycznych mediów, które w 90 procentach
są marksistowskie.
A jakie aktywa reprezentuje francuska prawica?
– We Francji prawica nie ma swojej reprezentacji. Nawet gdy chodzi o Front
Narodowy. Przez pewien czas byłem w kadrze kierowniczej FN, ale musiałem się
stamtąd wycofać. Oczywiście Marine Le Pen ma odwagę, waleczność, ale kiedy
wyszła jej książka "Niech żyje Francja", byłem zmuszony napisać do niej
komentarz. Otóż w swojej książce Marine Le Pen wychwala lewicę, widoczne są u
niej akcenty jakobińskie, rewolucyjne. Poza tym z jednej strony twierdzi, że nie
chciałaby, żeby aborcja była refundowana, ale z drugiej strony mimo wszystko
jest zwolenniczką aborcji. Bardzo daleko jej do prawicy pragnącej państwa
zgodnego z prawem naturalnym, czyli de facto zgodnego z Dekalogiem.
Sądzi Pan, że wraz z wyborem Hollande´a kształt Unii Europejskiej
ulegnie zmianie?
– Nie, w ogóle uważam, że Unia Europejska była i jest pomyłką. Kiedy byłem w
kierownictwie Frontu Narodowego – jeszcze przed wszystkimi tymi zmianami, które
się tam dokonały – nawoływałem do porzucenia Unii Europejskiej. Nie Europy, ale
Unii Europejskiej. Bo nie można podważyć istnienia wymiaru europejskiego,
cywilizacji europejskiej i to właśnie w tym wymiarze uważam się za patriotę
zarówno francuskiego, jak i europejskiego. Kiedy jadę do Krakowa czy Torunia –
cóż za piękne miasta! – to czuję się u siebie, w Europie. Także w tym sensie
uważam, że rzeczywistość tożsamości europejskiej jest czymś niepodważalnym. Czym
innym od takiego rozumienia rzeczy są natomiast instytucje europejskie, które w
swojej istocie są antyeuropejskie, tj. zabójcze dla tego wymiaru Europy, o jakim
wspomniałem. Bo instytucje te są w rękach ideologicznych lobby, gwałcone są
podstawowe zasady funkcjonowania polityki. Nie będę wchodził tutaj w szczegóły,
bo wymagałoby to dłuższej analizy, ale gołym okiem widać, że zasada
subsydiarności – zgodna ze społeczną nauką Kościoła – została całkowicie
odwrócona. Bo przecież zasada ta określa, że Unia Europejska powinna zajmować
się jedynie tym, co państwa członkowskie zdecydują się powierzyć jej
kompetencjom. Dzisiaj natomiast mamy taką sytuację, że suwerenne państwa mogą
zajmować się jedynie tym, co zdecyduje się im powierzyć Unia Europejska, czy
raczej tym, co im Unia narzuci. Europa w takim kształcie jest Europą na opak i
dotyczy to już samych jej podstaw organizacyjnych, nie wspominając o kwestii
szerzonych przez nią ideologii.
Wydaje się, że nowy prezydent Francji wiele zawdzięcza muzułmanom?
– Tak, to wydarzenie bez precedensu, niesamowicie niepokojące. Po raz pierwszy w
dziejach Francji jej prezydent został wybrany dzięki głosom muzułmanów. I to nie
ja tak twierdzę. Liczby wskazują na to jednoznacznie. Hollande wyprzedził
Sarkozy´ego o niewiele ponad milion głosów, czyli różnica nie była aż tak
ogromna. A jak się okazuje, imamowie w całej Francji nawoływali do tego, by
muzułmanie szli do wyborów i głosowali na Hollande´a. I to nie ja mówię o tej
islamskiej mobilizacji, ale sondaże i oficjalne dane. Według nich, 90 proc.
głosujących muzułmanów wskazało Hollande´a jako swojego faworyta. Islam we
Francji stanowi autentyczny problem polityczny. Niestety, Francja nie chciała
tego dostrzec. Wraz z przyjaciółmi, byłymi muzułmanami, staramy się pokazywać,
że islam to ideologia totalitarna. Kochamy muzułmanów jako ludzi, ale naszym
obowiązkiem jest sprzeciwiać się islamowi. Zarówno we Francji, jak i w całej
Europie mamy dwa główne wyzwania: dekadencję i islam. Francja stała się krajem
muzułmanów. Dane demograficzne w tym zakresie są przerażające. Muzułmanie we
Francji tworzą grupy, które w dalszym ciągu są bardzo mocno związane z krajami,
z jakich się wywodzą, i przesiąknięci są tymi samymi ideami, co muzułmanie z
Algierii, Maroka czy Pakistanu. To bardzo poważne zjawisko, coraz bardziej
widoczne w naszym kraju. Zresztą widać to również w strukturze rządu. Otóż jego
rzecznikiem jest Najat Vallaud-Belkacem, kobieta o podwójnej narodowości –
marokańskiej i francuskiej. Co istotne, w przeszłości z nominacji samego króla
Maroka była ona członkiem rady reprezentującej Marokańczyków żyjących poza
granicami kraju. Oczywiście zanim została mianowana rzecznikiem francuskiego
rządu, musiała zrezygnować z rady, co nie zmienia faktu, że na tak znaczącym
rządowym stanowisku Francuzi mają muzułmankę z Maroka.
Jak to się dzieje, że Francuzi, niegdyś katolicy, dziś głosują przeciwko
życiu, przeciwko Kościołowi?
– Niestety, już od bardzo dawna Francja nie jest katolicka. Chociaż trzeba
zaznaczyć, że od pewnego czasu widoczne są pewne zwiastuny odrodzenia, które
wlewają odrobinę nadziei. Niedawno na falach niewielkiej, choć dość szeroko
słuchanej rozgłośni Radio-Courtoisie rozmawiałem z trzema kobietami, niegdyś
muzułmankami, które przyjęły chrześcijaństwo. Ale ich droga do nawrócenia była
drogą przez mękę. W bardzo młodym wieku zostały zmuszone do zamążpójścia,
właściwie całe życie przebywały w zamknięciu, co jest niejako naturalną
rzeczywistością rodzin muzułmańskich. Jakoś niechętnie w mediach zwraca się
uwagę na to, że islam propaguje największy system niewolniczy, z jakim mieliśmy
do czynienia od początków ery nowożytnej. I to potwierdzają w zasadzie wszyscy,
którym uda się wymknąć z tego systemu. Ale wróćmy do naszych muzułmanek i ich
nawrócenia. Otóż wszystkie one były bardzo pobożne, autentycznie zgłębiały słowa
proroka zapisane w Koranie i doszły do wniosku, że prawda leży gdzie indziej. I
tak oto krok po kroku zaczęły odkrywać chrześcijaństwo.
Ich przypadek chyba nie jest odosobniony?
– Oczywiście, że nie. Niedawno miałem okazję być w Rzymie z racji organizowanego
tam przepięknego Marszu dla Życia. Spotkałem tam mojego przyjaciela Magdiego
Cristiana Allama, wspaniałego dziennikarza, obecnie deputowanego do Parlamentu
Europejskiego, który miał odwagę porzucić swoje islamskie pochodzenie i z rąk
Benedykta XVI przyjął chrzest. Jego przykład potwierdza pewne pozytywne
zjawisko. W islamie jest zbyt wiele znaków zapytania i naprawdę wystarczy
pochylić się nad tym, co jest napisane w Koranie, by przejrzeć. I na tym między
innymi polega również nasza walka, walka, która absolutnie nie wynika z postawy
nienawiści czy rasizmu, ale z chęci pomocy tym, którzy pragną uwolnić się z
islamu. Bo ich sytuacja jest naprawdę dramatyczna. Magdi Cristiano Allam bardzo
często zwraca na to uwagę, że w Europie panuje ogólne zobojętnienie na
wchodzenie islamu na nasz kontynent, co więcej – podejmuje się nawet działania
sprzyjające temu procesowi. Natomiast osoby, które wychodzą z islamu, przez co
nierzadko znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, nie mogą liczyć na
pomoc. Trzeba to powiedzieć, że w Europie prześladowania chrześcijan, w tym
tych, którzy nawrócili się z islamu, są lekceważone.
Pięć lat temu był Pan w Polsce i odwiedził m.in. Radio Maryja i
Telewizję Trwam. Jak Pan wspomina ten pobyt?
– Do dziś wspominam tę wizytę! Byłem tam razem z przyjaciółmi i naprawdę byliśmy
pod niesamowitym wrażeniem całego przedsięwzięcia – radia, telewizji, szkoły
kształcącej dziennikarzy i ludzi mediów. To miejsce łączące nowoczesność z
katolickością. Byłem rzeczywiście wzruszony, bo zostaliśmy przyjęci wręcz po
królewsku, mimo że przecież byliśmy tam po raz pierwszy. To niesamowite
wspomnienie. A chciałbym przypomnieć, że w czasie kiedy byłem w Radiu, trwała
akurat kampania wyborcza i mieliśmy okazję uczestniczyć w doskonale prowadzonej
debacie wyborczej. Poza tym sam mogłem zabrać głos zarówno w Radiu, jak i w
Telewizji i muszę powiedzieć, że zarówno pytania, jakie mi stawiano, jak i
sposób prowadzenia dyskusji były naprawdę profesjonalne. Być gościem w takim
środowisku to zaszczyt! Z chęcią przyjechałbym jeszcze raz! Tym bardziej że we
Francji trudno znaleźć media, które prezentowałyby tak wysoki poziom.
A mimo to media te są stale atakowane. Dlaczego tak się dzieje?
– Myślę, że to nie jest nic nowego, w świecie panuje niesamowita nienawiść do
Kościoła katolickiego. Podejrzewam, że w grę wchodzą potężne siły, także te
ekonomiczne, które zwalczają wszystko, co nosi znamiona katolicyzmu, co zgodne
jest z nauką Chrystusa. To bardzo przykre, że do tego rodzaju sytuacji dochodzi
właśnie w Polsce, bo co do Francji, no cóż… To kraj, który zrodził potworną
rewolucję francuską, której "owoce" niestety zbieramy do dziś.
Czy we francuskich mediach można usłyszeć, przeczytać cokolwiek na temat
Radia Maryja?
– Bardzo niewiele, oczywiście wszystkiego nie czytam, na bieżąco śledzę krajowe
dzienniki. Od kilku miesięcy tematem numer jeden jest u nas sytuacja bieżąca,
tj. nowa prezydentura. Czasem, głównie przy okazji wyborów w Polsce, coś gdzieś
można przeczytać o Radiu, ale to przeważnie w prasie konformistycznej, tzn. tej
marksistowskiej. Rzecz jasna nie są to artykuły, które ukazywałyby to Radio w
sposób odzwierciedlający prawdę. A co do Telewizji Trwam i afery koncesyjnej, to
dopiero niedawno się o niej dowiedziałem i bardzo mnie ta sytuacja niepokoi.
W najbliższy wtorek w Parlamencie Europejskim odbędzie się publiczne
wysłuchanie w sprawie dyskryminacji Telewizji Trwam. Niektóre media w kraju już
nazywają tę inicjatywę skandalem.
– A jakie to są media? Podejrzewam, że nie te, którym bliskie są wartości
katolickie. Jeśli pisma antykatolickie piszą w ten sposób, to w pewnym sensie
można się z tego cieszyć. Bo przynajmniej wiadomo, kto ma rację.
Walec postmodernizmu miażdży też katolików we Francji. Odwracane są
podstawowe pojęcia, rozmyciu ulega tożsamość chrześcijańska.
– Jeśli ktoś mówi, że kocha swoją ojczyznę, że jest patriotą – co przecież wcale
nie oznacza, że nienawidzi ludzi innych narodowości – to paradoksalnie
przyczepia mu się łatkę "rasisty". Jeśli ktoś mówi, że dumny jest z naszej
kultury, z naszej cywilizacji – w tym przypadku mówię o kulturze łacińskiej,
cywilizacji chrześcijańskiej – również potępiany jest za rasizm. Jeśli ktoś
ośmieli się powiedzieć, że społeczeństwa, w których praktykuje się np.
kanibalizm, niewolnictwo, są cywilizacjami niższymi, to oczywiście też rasizm…
To nieprawdopodobne. To tak jakby ludzie, instytucje państwowe kierowały się
instynktem śmierci, kulturą śmierci, o której mówił i przed którą przestrzegał
Jan Paweł II, a teraz Benedykt XVI. Instynkt śmierci przejawia się w
relatywizmie, w postawie, która mówi, że wszystko jest równe. Bardzo widoczne
jest to chociażby w sztuce współczesnej, w jej upadku. To, co dziś nazywane jest
sztuką, jest czymś uwłaczającym, wstrętnym. Dzisiaj niedopuszczalnym byłoby
stwierdzenie, że np. Chopin jest subtelniejszy od jakiejś piwnicznej rąbanki. Bo
przecież wszystko jest równe. Stąd uważam, że niezbędna jest walka przeciwko
instynktowi śmierci, jaką podejmujemy wszyscy – zarówno środowiska w Polsce
skupione wokół Radia Maryja, jak i my, we Francji. Stajemy wobec zjawiska
skrajnego nihilizmu, wielkimi krokami zbliża się perspektywa gejowskich układów
określanych mianem "małżeństw", adoptowanie przez nich dzieci. To zresztą
paradoksalne – z jednej strony nikt już dzisiaj nie chce mówić o małżeństwie, bo
to niby takie nienowoczesne, odbierające wolność, a z drugiej strony aktywiści
gejowscy domagają się legalizacji ich "małżeństw". Jesteśmy w fazie radykalnego
przewrotu. Chyba nawet większego, niż to miało miejsce w zbrodniczym systemie
komunizmu, który przecież tak bardzo was doświadczył i zniewolił. Ale wtedy
chociaż starano się utrzymać pozory, że przestrzegane są jakieś wartości
obywatelskie. Teraz postąpiono o krok dalej. Do tandemu Jan Jakub Rousseau –
Karol Marks dołączył markiz de Sade, chyba najbardziej odrażający autor w
dziejach literatury. Ta radykalna rewolucja, której jesteśmy świadkami, jest
rewolucją antropologiczną, wymierzoną przeciwko człowiekowi, przeciwko jego
godności. Stąd tak wielka potrzeba solidarnego działania przeciwko tym zmianom.
Można coś zrobić, by wpłynąć na zatrzymanie szerzących się w Europie
tendencji wrogich chrześcijaństwu, godzących w wartość małżeństwa, życia,
tożsamości narodowej?
– Tak! Jako Polacy sami daliście i w dalszym ciągu dajecie tego przykład swoją
nieugiętą postawą sprzeciwu wobec śmiercionośnych ideologii. Przykład
niegasnącej nadziei, mimo że po ludzku wydawałoby się, że tej nadziei już być
nie powinno. Dlatego dzisiaj naprawdę nie wolno ustawać w walce, trzeba się
organizować, tworzyć grupy, ruchy społeczne, dzielić się doświadczeniami z
podobnymi ugrupowaniami działającymi w innych państwach Europy. Często borykamy
się z podobnymi problemami, więc warto się konsolidować i nawzajem wspierać. Na
swoim polu staramy się to realizować, ale niestety to, czego brakuje nam
najbardziej, to środki materialne. Raczej nie jestem za tym, aby tworzyć partie
katolickie z nazwy, ale partie, których członkami są katolicy – jak najbardziej.
Nie może być mowy o separacji polityki od religii, od chrześcijańskich wartości.
Pismo Święte, jak zresztą we wszystkich innych kwestiach, jest tu najlepszym
doradcą: "Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga". Nie
chodzi tu o rozdział między jednym a drugim, ale o rozróżnienie. Doskonale
rozumieją to niektórzy nasi biskupi, którzy dostrzegają niebezpieczeństwa
obecnego kształtu Europy i nie boją się o nich mówić. Podsumowując, sądzę, że
konieczne jest organizowanie się ruchów, które broniłyby podstawowych wartości
wypływających z nauki Kościoła katolickiego, podnoszenie świadomości społecznej,
odpowiednie kształcenie dzieci i młodzieży. Zarówno na poziomie krajowym, jak i
międzynarodowym ważna jest współpraca prawdziwie europejskich, tj. katolickich
środowisk, twórcza wymiana między nimi. Stąd też myślę, że Polska i Francja
miałyby sobie dużo do zaoferowania.
Dziękuję za rozmowę.
