W polskim grajdole
Uważa się, że główną przyczyną strajku robotników na Wybrzeżu w grudniu
1970 roku była decyzja komunistów o wprowadzeniu podwyżek na podstawowe artykuły
żywnościowe, głównie na mięso i jego przetwory. Decyzję podjął osobiście
Władysław Gomułka, I sekretarz PZPR, przekonany, że "struktura wydatków w
budżecie rodzinnym przeciętnego Polaka jest niewłaściwa".
W "Zwierzeniach Władysława Gomułki" – opublikowanych na początku lat
siedemdziesiątych przez izraelskie pismo w języku polskim "Nowiny-Kurier", a
wznowionych w stanie wojennym przez "Wydawnictwo im. Legionów Polskich", Gomułka
zapewnia, że "długo ślęczał nad tablicami statystycznymi". Autentyczność
"zwierzeń Gomułki" nie jest do dziś w pełni udowodniona, można jednak z dużą
pewnością przyjąć, że oddają one mentalność tego polskiego genseka, szczególnie
gdy wyjaśnia, dlaczego ogłoszono podwyżkę tuż przed świętami. "Z punktu widzenia
gospodarki okres przedświąteczny był najkorzystniejszy właśnie dlatego, że wtedy
są największe zakupy i z tego tytułu przewidywaliśmy kilka dodatkowych milionów.
Że niektórzy będą skazani na skromniejsze święta? Nie widziałem w tym nic złego.
Myślę, że każdy zgodzi się ze mną, że w Polsce w czasie świąt to się nie je,
tylko żre. Taka tradycja".
Oczywiście Gomułka nie poczuwał się do winy za strzelanie do robotników.
Obciążał Zenona Kliszkę, sekretarza KC PZPR, swojego najbliższego
współpracownika, który "źle zinterpretował" jego słowa o kontrrewolucji i
podjęciu "energicznych działań" na Wybrzeżu. O to samo oskarżył też Stanisława
Kociołka, gdańskiego genseka partii, który razem z gen. Tadeuszem Tuczapskim i
gen. Wojciechem Jaruzelskim dopiero w 1995 roku zostali oskarżeni o sprawstwo
kierownicze masakry na Wybrzeżu w 1970 roku. "Kat Trójmiasta", jak nazywano
Kociołka, winę przerzucał na nieżyjącego już gen. Grzegorza Korczyńskiego,
dowodzącego wojskami na Wybrzeżu, ten zaś podlegał Jaruzelskiemu, ówczesnemu
ministrowi obrony narodowej.
Tok myślenia polskich komunistów po wojnie był wciąż ten sam. Rządzimy Polską
sami, jak chcemy, ale kiedy już będzie bardzo niebezpiecznie, to towarzysze
radzieccy przyjdą nam z pomocą. Wszak władzę sprawujemy w ich imieniu. Taką też
ewentualność – zwrócenia się o pomoc do ZSRS – przewidywał Gomułka, więcej,
próbował nawet wprowadzić ją w życie. Na pytanie anonimowego interlokutora ze
"Zwierzeń Gomułki", czy wejście Rosjan w grudniu 1970 nie doprowadziłoby do
jeszcze większego rozlewu krwi, Gomułka miał odpowiedzieć: "To zależy od tego,
jak by się tymi siłami posłużyć. Siły te niekoniecznie musiałyby wyjść na ulicę.
Sam fakt, sama wiadomość o tym, że mam je do swojej dyspozycji, byłaby
wystarczająca do tego, żebym opanował sytuację w aparacie rządowym. Usunąłbym
wtedy prowokatorów, zrobił porządek. (…) ale towarzysze radzieccy nie przyjęli
mojego planu. Być może niedokładnie zrozumieli, o co mi chodzi, lub po prostu
uważali, że zmiana na stanowisku pierwszego sekretarza lepiej gwarantuje
rozwiązanie napiętej sytuacji".
Tą samą kalkulacją kierował się gen. Wojciech Jaruzelski po powstaniu
"Solidarności" w sierpniu 1980 roku. Stłumię protesty, spacyfikuję społeczeństwo
sam, a jak mi się to nie uda, to towarzysze ze Wschodu przyjdą z pomocą, bo nie
będą mieli innego wyjścia.
Ofiara, czyli polskie społeczeństwo pod rządami komunistów od 1945 roku,
daremnie czeka na rozliczenie krzywd i na sprawiedliwość. W grudniu 1970 roku
Związek Zawodowy Metalowców wśród swoich 82 postulatów do władz domagał się
wskazania winnych strzelania do robotników i ukarania ich. Oprócz tego
zwolnienia z odpowiedzialności żołnierzy i funkcjonariuszy MO, którzy odmówili
użycia broni wobec demonstrantów.
Po 40 latach wiemy znacznie więcej o mechanizmach rządzących państwem
komunistycznym. Grudniowa podwyżka cen żywności była prowokacją tych komunistów
na szczycie władzy, którzy protesty, zamieszki i uliczne walki postanowili
wykorzystać do własnych wewnętrznych czystek w kierownictwie partii. Na fali
protestów w grudniu 1970 roku, po Gomułce, doszedł do władzy Edward Gierek.
Negocjacje w sprawie objęcia przez niego rządów w Polsce prowadził z Rosjanami
Józef Tejchma. W końcu, jak wspomina Edward Gierek w "Przerwanej Dekadzie",
Rosjanie nawet "byli gotowi poprzeć każdego, kto zapewniłby spokój w Polsce".
Na spotkaniach ze strajkującymi stoczniowcami w Szczecinie i Gdańsku Edward
Gierek usłyszał żądanie postawienia Gomułki przed sądem wojennym. Było to dla
niego, jak wspominał po latach, najtrudniejsze żądanie. Dlatego odradzał "złe
emocje" i "pochopne decyzje". W końcu powiedział to, co zwykle mówił każdy
następca komunistycznego genseka: "Nie można człowieka kierującego państwem
przez 14 lat oceniać przez pryzmat tej tragedii".
Do dziś krwawy Grudzień na Wybrzeżu roku 1970, który pochłonął życie ponad 40
niewinnych ludzi, pozostaje nieosądzony, a sprawcy mordu znajdują się na
wolności. Po 11 latach, w grudniu 1981 roku, w atmosferze buntującego się przed
komunistyczną dyktaturą, tęskniącego wciąż do wolności polskiego społeczeństwa,
kolejny gensek wprowadza stan wojenny.
Ta tragedia pochłonęła życie ponad 100 niewinnych ofiar, a jej mechanizm był
podobny do grudniowego na Wybrzeżu. Następca Edwarda Gierka gen. Wojciech
Jaruzelski broni aparatu władzy komunistycznej, zdobyczy socjalizmu i zabiega o
pomoc wschodniego sąsiada.
Dziś od urzędującego prezydenta społeczeństwo usłyszało, że "czas wyjść z
grajdoła", i odpowiedzialny za dwie masakry grudniowe w 1970 i 1981 roku gen.
Jaruzelski może doradzać w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego.
Wojciech Reszczyński
