W obliczu współczesnych zagrożeń trwajmy przy Chrystusie
Pod patronatem Naszego Dziennika
Z dr. Radomirem Maly, z Uniwersytetu w Czeskich Budziejowicach, autorem książki „Przeciwko człowiekowi, rodzinie i Bogu. Liberalizm, lewica, relatywizm, masoneria”, rozmawia Stanisław Krajski
Jest Pan adiunktem w Katedrze Historii Kościoła i Patrystyki na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu w Czeskich Budziejowicach, ale przez wiele lat pracował Pan jako sprzedawca w księgarni i archiwista w fabryce. Czy to był Pana wybór, czy zmusiły Pana do tego okoliczności?
– To było podczas reżimu komunistycznego. W 1972 r., po ukończeniu historii na uniwersytecie, zacząłem pracować w muzeum. Po krótkim czasie zostałem zwolniony z pracy. Komuniści zadecydowali też, że nie mogę wykonywać żadnej pracy zgodnej z moimi kwalifikacjami.
W jaki sposób naraził się Pan tak bardzo władzy komunistycznej? Co Pan takiego robił w tamtym okresie?
– Jako pracownik naukowy muzeum chodziłem codziennie do kościoła na Mszę św., co – jak stwierdzono – było wielką „bezczelnością” z mojej strony, bo nie odpowiadało ideologicznym wymaganiom ustroju socjalistycznego. W każdym następnym miejscu pracy, do którego się zgłosiłem, posiadano już opinię o mnie jako „religijnym fanatyku”. Ta opinia znajdowała się w mojej teczce personalnej. Skutek był taki, że nie mogłem uczyć w szkole, na uniwersytecie, pracować w naukowych albo oświatowych instytucjach.
Co Pan robił po upadku komunizmu w Czechach?
– Jeszcze przed upadkiem komunizmu byłem zaangażowany w działalność katolickiego „samizdatu” – ruchu zajmującego się upowszechnianiem książki katolickiej, przede wszystkim publikacji, które były w tzw. drugim obiegu. Publikowałem tam swoje artykuły. Byłem za to prześladowany przez StB [Státní Bezpečnost – komunistyczny czeski urząd bezpieczeństwa]. W 1990 r. zaproponowano mi, bym objął stanowisko zastępcy redaktora naczelnego chrześcijańskiego dziennika „Lidová demokracie” ukazującego się w Brnie, gdzie mieszkałem i mieszkam do dziś. Wtedy pojawiły się pewne kłopoty. Wydawcą tego dziennika była chrześcijańska partia KDU-˘CSL. Moje artykuły podobały się katolikom na Morawach, ale nie panom z kierownictwa partii. Uznali je za zbyt pobożne i antykomunistyczne. Szczególnie nie podobały im się moje artykuły przeciw aborcji i pornografii. Partia KDU-˘CSL nie miała sama odwagi zlikwidować dziennika, bo to mogłoby nastawić przeciwko niej opinię katolicką. Ogłosiła zatem, że nie ma pieniędzy na wydawanie gazety i sprzedała ją prywatnemu przedsiębiorcy o nieciekawych powiązaniach, który po pół roku czasopismo zlikwidował. To był 1994 rok. W tym okresie Wydział Teologiczny na Uniwersytecie w Czeskich Budziejowicach chciał zatrudnić historyka Kościoła. Zgłosiłem się i zostałem przyjęty do pracy na stanowisku adiunkta.
Czy mógłby Pan powiedzieć parę słów o swojej twórczości?
– Moją specjalizacją jest apologia dziejów Kościoła. Czeskie społeczeństwo jest w dużej mierze socjalistyczne i liberalne, w znacznej mierze nastawione krytycznie wobec Kościoła. Ta postawa nie jest tylko wynikiem działania komunistów, ale pochodzi jeszcze z czasów przedwojennej republiki. Podejmuję takie tematy, jak: husytyzm, rekatolizacja w czasie baroku, relacje Kościoła z Habsburgami, których wielu Czechów wręcz nienawidzi, rzekoma współpraca Kościoła z nazizmem. Ukazuję te wszystkie kłamstwa, które rozpowszechnia również współczesna „demokratyczna” propaganda w mediach i w szkole.
Konkretny przykład: w okresie nazizmu ponad 500 czeskich katolickich księży znalazło się w obozach koncentracyjnych, 60 poniosło śmierć za wiarę i ojczyznę, wszystkie katolickie szkoły zostały zamknięte, katolickie organizacje i prasa zawieszone. Napisałem o tym książkę, by ludzie wiedzieli i nie dali się zwieść kłamstwom o „kolaboracji” Kościoła z hitlerowcami. Napisałem też obszerną książkę o historii Kościoła i wiele publikacji ukazujących prawdę o inkwizycji. Trzeba przeciwdziałać oszukańczej propagandzie.
Jest Pan autorem pierwszej czeskiej książki o masonerii napisanej z katolickiego punktu widzenia. Jak to się stało, że podjął Pan ten temat?
– Kiedyś, w połowie lat dziewięćdziesiątych na uniwersytecie w Brnie wystąpił przedstawiciel francuskiej masonerii. Wygłosił cykl wykładów o wolnomularstwie jako „humanitarnej organizacji” i proponował obecnym wstąpienie do loży. Niektórzy księża mówili mi, że odwiedzali ich wtedy masoni i proponowali wstąpienie do masonerii. Do francuskiego masona zgłosiło się, jak podawała prasa, ponad 3 tysiące studentów. W tym samym czasie wielki mistrz francuskiego Wielkiego Wschodu Ragache odwiedził Moskwę i chełpił się, że to wolnomularze mają główną zasługę w legalizacji rozwodów, aborcji, wolności seksualnej i że jeszcze będą walczyć o legalizację eutanazji i „ślubów” homoseksualistów. Informacje o tym podały również czeskie media.
Już wcześniej jako publicysta i historyk Kościoła wiedziałem co nieco o wolnomularzach, ale ta ich działalność, która została przedstawiona przez Ragache’a, była dla mnie czymś wstrząsającym. Uświadomiłem sobie, jakie niebezpieczeństwa powoduje masoneria, i napisałem na ten temat książkę. Informacje czerpałem przede wszystkim z zagranicznych źródeł pisanych w katolickim duchu. Moją intencją było w pierwszym rzędzie ostrzec czeskich katolików.
Czy mógłby Pan w kilku słowach scharakteryzować rolę masonerii we współczesnym świecie i zagrożenia, jakie stwarza dla nas, dla katolicyzmu, dla Kościoła?
– Gdy ukazała się moja publikacja o masonerii, „Katolicky, ty, deník” – czeskie pismo kościelne o największym nakładzie, w którym znaczne wpływy posiadają tzw. postępowi katolicy, opublikowało materiał, w którym napisano, że cierpię na „antymasońską paranoję”, ponieważ „masoneria już nie jest tym, czym kiedyś była”.
Nie cierpię na żadną paranoję! Nigdy nie prezentowałem jakichś pogłosek czy przypuszczeń jako prawdy. Zawsze przedstawiałem fakty na podstawie publikacji samych masonów. Oni wielokrotnie przyznawali się publicznie do tego, że legalizacja aborcji i eutanazji w zachodnich państwach to ich zasługa. To oni głośno domagają się już od dawna legalizacji tzw. małżeństw homoseksualnych. To oni propagują badania na embrionach ludzkich prowadzące do ich zniszczenia. Nie tak dawno chełpił się tym francuski senator Caillavet, czołowy mason, a także senator Marsaudon, również mason, wielki mistrz Wielkiego Wschodu Ragache. Moje twierdzenia nie są zatem bezpodstawne. Nie bez powodu wielu papieży w ubiegłych stuleciach bardzo energicznie występowało przeciwko masonerii. I tak np. Leon XIII w encyklice „Humanum genus” z 1884 r. nazywa masonerię szatańską sektą. Lekceważenie jej przez współczesnych katolików jest czymś naiwnym i niebezpiecznym. Przecież Papież Jan Paweł II potwierdził wszystkie wypowiedzi Kościoła ostrzegające przed masonerią. Przypomnieć tu warto choćby Oświadczenie Kongregacji Nauki Wiary z 26 listopada 1983 r., które zabrania masonom uczestnictwa w Eucharystii. Program masonów był i jest antykatolicki. To oni przede wszystkim występują przeciwko „zabobonnej etyce Kościoła”, która nie dopuszcza aborcji, eutanazji i „ślubów” homoseksualistów. Masoneria jest tym bardziej niebezpieczna, że jest organizacją tajną i jako taka przenika do Kościoła i stara się paraliżować, co jej się często udaje, jego opór przeciw temu złu, którego ona jest przyczyną.
O czym opowiada Pana książka pt. „Przeciwko człowiekowi, rodzinie i Bogu”, która trafia w tych dniach do rąk polskiego czytelnika?
– Jest to książka przede wszystkim o wartościach, tych, które są dziś najbardziej zagrożone. Ta praca przybliża też współczesne ideologie, które najbardziej atakują wartości. Cechą charakterystyczną katolików z byłych krajów komunistycznych jest, moim zdaniem, to, że zauważają tylko zło, które niósł ze sobą komunizm. Zrodził on wiele przerażającego zła, które do dziś wydaje zatrute owoce, ale takim samym złem jest liberalizm, masoneria, postmodernistyczny relatywizm i inne prądy myślowe, które są wymierzone w katolicką wiarę i moralność.
Jakie dostrzega Pan największe dziś zagrożenia dla wiary, dla Kościoła?
– Za największe zagrożenie uznałbym to, co nazywam katolickim neomodernizmem. Jak wiadomo, Papież św. Pius X potępił na początku XX wieku herezję modernizmu. Ta herezja jest w ostatnich dziesięcioleciach obecna w bardziej niebezpiecznej formie niż wtedy. Francuski filozof Jacques Maritain napisał przed swoją śmiercią, że modernizm potępiony przez Piusa X ma się tak do współczesnego modernizmu jak katar sienny do raka.
Neomodernizm jest dzisiaj obecny na zdecydowanej większości zachodnioeuropejskich uczelniach teologicznych. Dotarł także do nas, do Czech i jest tu bardzo agresywny. Z tego, co wiem, w Polsce jest pod tym względem dużo lepiej. Współczesny neomodernizm już nie ukrywa, że odrzuca dogmaty i naukę moralną Kościoła. Papieże Jan Paweł II i Benedykt XVI są przedstawiani przez jego reprezentantów jako zacofani dyktatorzy, którzy siłą narzucają swoje poglądy całemu Kościołowi. Relatywizuje się na przykład Zmartwychwstanie Pańskie, realną obecność Chrystusa w Eucharystii itd. Najgorzej jest z etyką. Młodzi ludzie, katolicy, zmanipulowani przez neomodernistów, nie widzą powodów, by zachowywać czystość przedmałżeńską i nie stosować środków antykoncepcyjnych. Niektórzy z nich nawet nie rozumieją, dlaczego aborcja jest grzechem. To jest współczesna tragedia Kościoła.
Co mamy robić, by się ratować, by trwać przy Chrystusie, by budować królestwo Boże na ziemi?
– To, co powiedziałem wcześniej, brzmi pesymistycznie. Ale nie jestem pesymistą. Ostatnie słowo będzie miał, tak jak zawsze, Bóg. Nie wolno nam rezygnować i popadać we frustrację. Myślę, że jest niezbędne, abyśmy trwali przy nauce św. Pawła: „Wiem, komu uwierzyłem”. Dlatego, według mnie, wystarczy, by katolik trwał słowem i czynem przy swojej wierze, przy nauce Kościoła i był zdolny tej nauki bronić przed wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi.
Dziękuję za rozmowę.
