Uzupełniamy luki Klicha

Ubiegający się o mandat senatora były minister obrony Bogdan Klich,
odchodząc ze stanowiska, publicznie sugerował, że nie miał wiedzy o stanie
zapaści w lotnictwie. Kłamał. "Nasz Dziennik" dotarł do kolejnego już dokumentu
sporządzonego przez dowódcę Sił Powietrznych, w którym ten szczegółowo wykłada
problemy, z jakimi boryka się 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego.

– Cywilny minister obrony narodowej wie o sytuacji w wojsku tylko tyle, ile mu
powie struktura dowódcza – powiedział Bronisław Komorowski, powołując na
stanowisko szefa MON Tomasza Siemoniaka i przyjmując dymisję Klicha. W ten
sposób prezydent starał się tłumaczyć rzekomą niewiedzę Klicha na temat trudnej
sytuacji w specpułku. Sam Klich twierdził po raporcie ministra Jerzego Millera,
że nie wiedział, co się faktycznie działo w 36. SPLT. Niektórzy publicyści
sugerowali wręcz, że był oszukiwany przez wojskowych, którzy mieli mu dostarczać
jakoby "mocno wygładzonych" informacji. Było inaczej. Dobitnym tego przykładem
jest pismo gen. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych, do Bogdana Klicha z
12 maja 2008 roku. Generał porusza w nim m.in. problem odchodzenia oficerów z
36. SPLT do linii cywilnych. W prawym górnym rogu Klich wymienił kilka osób, do
których pismo dalej kieruje, z dopiskiem "do służbowego wykorzystania", co
zatwierdził własnoręcznym podpisem. Trudno o lepszy dowód przeczący rzekomej
"niewiedzy" ministra. Z listu wynika, że Klich sam zwrócił się do Błasika z
prośbą o informację o stanie specpułku. "Szanowny Panie Ministrze. Zgodnie z
poleceniem pana Ministra, uprzejmie informuję o aktualnej sytuacji w 36.
Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego. W pierwszej połowie 2008 r.
obserwujemy znaczny wzrost liczby personelu latającego rezygnującego z zawodowej
służby wojskowej. Obecnie w pułku na etat 64 pilotów obsadzonych jest 57
stanowisk, z czego 6 oficerów jest w trakcie wypowiedzenia" – informuje Błasik.
"Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest oferowanie przez cywilne podmioty
lotnicze znacznie korzystniejszych warunków pracy. Nie wyklucza się również, że
powodem ubyć pilotów z 36. SPLT może być nieperspektywiczność eksploatowanych w
nim samolotów Jak-40 i Tu-154M. Resursy samolotów Jak-40 wyczerpane zostaną w
2012 roku, natomiast samoloty Tu-154M (pod warunkiem przeprowadzenia dodatkowych
remontów), eksploatować można będzie: jeden egzemplarz do 2014, a drugi do 2015
roku" – dodaje dowódca Sił Powietrznych. Błasik zwrócił Klichowi uwagę, że ze
specpułku odchodzi doświadczony, wyszkolony personel, w tym dwaj instruktorzy:
31 sierpnia 2008 roku – dowódca pułku płk Tomasz Pietrzak, i 30 września 2008
roku – dowódca eskadry ppłk Janusz Macieszczuk. Sytuacja była szczególnie
trudna, bo dwa miesiące wcześniej rozbiła się CASA z wysokimi oficerami Sił
Powietrznych, a w specpułku nie było komu latać na przestarzałych maszynach
przewożących VIP-y. Było jasne, że bez kupna nowej floty i zapewnienia pilotom
odpowiednich warunków finansowych fala odejść będzie narastać. "Pragnę
nadmienić, że niepokój budzić może fakt, iż kolejni piloci, w rozmowach ze
swoimi przełożonymi różnych szczebli, informują o możliwości ubycia do rezerwy w
najbliższym czasie. Dalsze ubycia mogą spowodować całkowitą dezorganizację
procesu szkolenia lotniczego i zabezpieczenia różnorodnych zadań na korzyść
innych rodzajów wojsk, w tym możliwość ograniczenia ilości lotów dyspozycyjnych"
– pisał Błasik, zaznaczając, że podobną sytuację odnotowuje się we wszystkich
jednostkach Sił Powietrznych. Na jego pismo nie było żadnej reakcji.

Nie było czym latać
Ale to nie wszystko. Dwa miesiące wcześniej na biurko Klicha trafił szczegółowy
raport przygotowany przez Dowództwo Sił Powietrznych o tragicznym stanie
rządowej floty. Sprawa była tak pilna, że dowódca Sił Powietrznych zaadresował
je w imieniu Bogdana Klicha do premiera Donalda Tuska. Pismo czekało tylko na
podpis ministra obrony. Czy Klich wysłał je do Tuska, nie wiadomo. W dokumencie
z 26 marca 2008 roku znalazły się kwestie przywołane przez Błasika w liście z 12
maja 2008 roku dotyczące sytuacji kadrowej w 36. SPLT i sprawności statków
powietrznych, ale opisane bardziej szczegółowo. Dowódca informuje w nim, że z
powodu odejść pilotów z 36. SPLT od września 2008 roku pozostanie w pułku
jedynie 50 pilotów, co stanowić będzie 78 procent jego ukompletowania. "Równie
trudna jest sytuacja w zakresie utrzymania sprawności technicznej statków
powietrznych. Wynika ona w dużej mierze z przestarzałych statków powietrznych
oraz dużego nawisu remontowego. Powoduje to coraz większe trudności (…) w
utrzymaniu wymaganej sprawności technicznej. Ogółem, sprawność techniczna w
jednostce kształtuje się okresowo na poziomie 20-30 procent. Aktualnie w 36.
SPLT eksploatowanych jest 20 statków powietrznych, z tego w dniu dzisiejszym
(26.03) sprawne są tylko cztery – 20 procent (sytuacja ta zmienia się każdego
dnia)" – czytamy. Dowództwo Sił Powietrznych zwraca w nim Klichowi i Tuskowi
uwagę na fakt, że 2 samoloty Tu-154M często się psują, a brak w kraju systemu
serwisowego powoduje konieczność wykonywania obsług okresowych w zakładach
remontowych WARZ-400 w Moskwie. Sytuacja ta wpływa na ograniczenie dostępności
samolotów. Natomiast samoloty Jak-40 wyprodukowane w latach 1979 i 1980 mają
znacznie przekroczony pierwotnie nadany 18-letni resurs kalendarzowy
(całkowity). Dodatkowo z 7 śmigłowców Mi-8 tylko dwa są sprawne. Pismo kończy
apel o pilne kupno nowej floty. "Panie Premierze, mimo ogólnie trudnej sytuacji
w jednostce, spowodowanej rezygnacją ze służby wojskowej doświadczonego
personelu latającego oraz starzejącą się flotą statków powietrznych, Dowództwo
Sił Powietrznych oraz 36. SPLT robią wszystko, aby zapewnić przewóz
najważniejszych osób w państwie na wymaganym poziomie. Jednocześnie należy
zaznaczyć, że jest to zadanie coraz trudniejsze. Prowadzone remonty statków
powietrznych, mimo podejmowanych wysiłków, nie dają gwarancji zachowania
wymaganej sprawności technicznej, co często skutkuje koniecznością braku
możliwości podstawienia na czas statku powietrznego. W związku z powyższym, dla
zabezpieczenia przewozu najważniejszych osób w państwie, koniecznym jest objęcie
najwyższym priorytetem procesu pozyskania nowych samolotów i śmigłowców". Po
kompromitującej wypowiedzi Klicha, że o pewnych rzeczach nie wiedział, nie
powinno być już dla niego miejsca w życiu publicznym.
– Co to znaczy, że nie wiedział? O dramatycznej sytuacji w specpułku mówiło się
od lat. Nie wyobrażam sobie, żeby minister osobiście czy poprzez szefa Sztabu
Generalnego nie miał pełnej informacji o tym, co dzieje się w poszczególnych
rodzajach Sił Zbrojnych – podkreśla były wiceminister obrony Jacek Kotas. –
Minister Klich sam siebie przekreślił jako osobę godną zaufania publicznego.
Moje zdanie o nim jako ministrze obrony narodowej jest jak najgorsze. Wiem od
wielu szefów jednostek podległych Ministerstwu Obrony Narodowej – nie dotyczy to
tylko dowództwa Sił Powietrznych – że wielokrotnie wysyłali oni pisma do
ministra obrony narodowej, które zostawały bez żadnej odpowiedzi. Wydaje się, że
to świadczy o tym, iż wszelkie niewygodne sprawy były przez ministra Klicha
przemilczane, odsyłane ad acta, nie zajmował się nimi – mówi Kotas. – Klich
powinien za to zostać postawiony przed Trybunał Stanu. Gdyby poważnie
potraktował monity z dowództwa Sił Powietrznych i sfinalizował przetarg, którego
warunki podpisał minister Aleksander Szczygło, z pewnością nie doszłoby do
katastrofy smoleńskiej – mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" jeden z oficerów
Sił Powietrznych.
Potwierdzenie zapoznania się przez Klicha z dokumentami dotyczącymi stanu
ukompletowania personelem latającym 36. SPLT oraz działań podjętych przez
dowództwo Sił Powietrznych w celu kontynuacji szkolenia lotniczego i
zabezpieczenia transportu najważniejszych osób w państwie znajduje się na
wspomnianym dokumencie. – Adnotacje na pismach kierowanych do Klicha, w których
przedstawiona jest dramatyczna sytuacja w 36. SPLT, świadczą o tym, że gdy
minister mówi, że o tym nie wiedział, kłamie. Chyba że źle pracował, tzn. dawał
adnotacje bez czytania tych pism, wówczas brak wiedzy o czymś jest przyznaniem
się do niekompetencji i indolencji w zakresie zarządzania ministerstwem –
podkreśla Kotas.

 

Piotr Czartoryski-Sziler

drukuj