Uroczystości w wymordowanej wsi
W 68. rocznicę zagłady Huty Pieniackiej szczere pole, na którym
położona była gwarna niegdyś polska wieś, znów choć na krótko zatętniło życiem.
Kilkaset osób przybyłych z różnych stron Polski i Ukrainy uczestniczyło w
modlitwie za ofiary bestialskiego ludobójstwa dokonanego tu przez nacjonalistów
ukraińskich z SS Galizien i Ukraińskiej Armii Powstańczej.
Coroczne uroczystości ku czci pomordowanych mieszkańców Huty Pieniackiej to
efekt determinacji pani Małgorzaty Gośniowskiej Koli, prezes Stowarzyszenia Huta
Pieniacka, wspieranej przez Konsulat RP we Lwowie i Radę Ochrony Pamięci Walk i
Męczeństwa.
– Ta pielgrzymka i ta wspólnota, którą tworzymy, jest wartością ogromną dla
osób ocalonych, które spalone ciała swoich bliskich rozpoznawały po oprawkach od
okularów, po niedopalonych palcach… – mówiła wzruszona pani Gośniowska Kola,
dziękując wszystkim za przybycie do Huty Pieniackiej. – Widzieli tak straszną
tragedię, a jednak wytrwali w wierze Kościoła i przekazali nam swoją pamięć,
modlitwę i wiarę w Dobro, które zawsze zwycięża.
Wśród pielgrzymów obecnych na zaśnieżonych jeszcze polach wymordowanej wsi
byli cudem ocaleli z masakry bezpośredni świadkowie zbrodni. – Ostrzegł nas
żołnierz w mundurze niemieckim mówiący po polsku z akcentem śląskim – wspomina
75-letni Franciszek Bąkowski, który wraz z bratem ukrył się w kopcu po
kartoflach. – Uratowaliśmy się tylko ja z bratem Kazikiem i siostrą Stefanią. Z
mojej rodziny zginęli: ojciec, mama, babcia, brat, wujek z żoną i trojgiem
dzieci.
– Powtórzenie się tego rodzaju wydarzeń z dzisiejszej perspektywy wydaje się
niemożliwe – stwierdził konsul Andrzej Drozd z Konsulatu RP we Lwowie. – Ale
ponieważ, niestety, są demony historii, w związku z tym ważna jest nasza pamięć
jako gwarancja, by w przyszłości nie dopuścić do nienawiści i ludobójstwa.
Na uroczystości przybył senator Stanisław Gogacz, który reprezentował Senat RP,
a także przedstawiciele Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Konsulatu
Generalnego RP we Lwowie, samorządowcy z Polski i Ukrainy, delegacje
stowarzyszeń kresowych, harcerze z Wołowa oraz Lwowa, Polacy do dziś trwający na
Kresach, motocykliści Rajdu Katyńskiego, a także związkowcy z lubelskiego NSZZ
"Solidarność".
Polska wieś została okrążona przez ukraińską dywizję SS Galizien rankiem 28
lutego 1944 roku. W ciągu jednego dnia oprawcy wymordowali strzałami z broni
palnej, ciosami siekier, noży i innych narzędzi, paląc żywcem w stodołach i w
kościele, ok. 1200 osób, głównie mieszkańców Huty Pieniackiej, a także
chroniących się we wsi Polaków z sąsiednich wsi i uciekinierów z Podola i
Wołynia. Z pogromu uratowało się zaledwie ok. 80 osób. W następnych dniach
Ukraińcy z sąsiednich wsi, Hołubicy i Żarkowa, ograbili zachowane od ognia
zabudowania. Dopiero w 2005 r. w miejscu masowego grobu ofiar zbrodni dzięki
staraniom śp. Andrzeja Przewoźnika, sekretarza generalnego ROPWiM, udało się
postawić pomnik.
Adam Kruczek, Huta Pieniacka
