Umysł otwarty na wiedzę, serce – na dobro


Z księdzem kardynałem Zenonem Grocholewskim, prefektem Watykańskiej Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego, rozmawia o. Jacek Cydzik

Niektórzy może z pewną rezerwą podchodzą do zagadnień wychowania, mówiąc, że jest to domena jedynie jakiegoś wyznania, jakiejś grupy. Tymczasem wychowanie katolickie to przecież sprawa ogromnie ważna…

– Właściwie cała historia Kościoła łączy się z akcją wychowania. Gdy misjonarze jechali do Afryki, do Azji czy do Ameryki, to obok kościoła zaraz powstawała szkoła. Chodzi mianowicie o pewną integralną formację człowieka, żeby jego kultura, wychowanie, poziom wiedzy były proporcjonalne do wychowania religijnego. Im człowiek jest bardziej dojrzały, jeżeli chodzi o osobowość, tym łatwiej go ewangelizować. Dlatego Kościół był zawsze sprzymierzeńcem nauki. Jeśli weźmiemy pod uwagę historię, pierwsze uniwersytety powstawały ze szkół katolickich. Niejednokrotnie byłem zapraszany na uroczystość rocznicy utworzenia uniwersytetu, który powstał z jakiegoś liceum katolickiego. Właściwie szkoła katolicka jest obecna wszędzie, nie tylko w krajach katolickich. Mamy szkoły także w krajach, gdzie katolików jest bardzo mało. Byłem np. na Tajwanie, gdzie katolicy stanowią zaledwie 1,3 proc. mieszkańców. Prezydent dziękował mi za szkoły katolickie. Prezydent oczywiście niekatolik i w ogóle niechrześcijanin. W całym rządzie nie ma żadnego chrześcijanina, a byłem zaproszony właśnie przez rząd, żeby zwiedzić szkoły katolickie i równocześnie uniwersytety katolickie. Minister edukacji podczas akademii na naszym Uniwersytecie Katolickim Fu Jen, który zresztą jest znany na całym świecie, mówił: „Jesteśmy zachwyceni ideałami uniwersytetu katolickiego i prosimy jeszcze bardziej rozszerzać tę działalność”. Byłem też w Tajlandii. Katolicy stanowią tam mniej niż pół procent mieszkańców, czyli wszystkich katolików jest niecałe 300 tysięcy, a w szkołach katolickich mamy 465 tysięcy uczniów, czyli dużo więcej niż w ogóle katolików. Trzy lata temu odwiedziłem szkołę katolicką, w której uczy się 2,5 tysiąca dzieci. Prowadziły ją siostry. Zapytałem, ile jest wśród nich katolików. Było ich tylko trzystu. Reszta to buddyści. W zeszłym roku byłem też w Tajlandii z innej okazji, na kongresie światowym uniwersytetów katolickich. Odwiedziłem wówczas szkołę katolicką, gdzie uczy się 6 tysięcy dzieci. Była to szkoła podstawowa i średnia. To świadczy o tym, że ta szkoła jest na jakimś poziomie. Zresztą wszędzie, gdziekolwiek byłem, widziałem, że szkoła katolicka jest doceniana, szanowana. Do mnie przychodzi wielu różnych ambasadorów z różnych krajów, często niekatolików, nawet niechrześcijan, i zawsze chwalą szkołę katolicką.

W szkole katolickiej chodzi o integralne wychowanie człowieka. Nie tylko o to, by przekazać informacje, ale by wychować odpowiedzialnego człowieka, który te wiadomości mógłby wykorzystać do dobra, nie do zła. Wiemy dokładnie, że wiedza, osiągnięcia techniki zostały wykorzystane także do złych celów: do wojen – coraz bardziej okrutnych, do terroryzmu, do niesprawiedliwości. Dlatego chodzi o formację całego człowieka. Myślę, że dzisiaj ten problem jest bardziej dostrzegany niż kiedykolwiek. Chyba trzeba na to zwracać uwagę, ponieważ wiedza tak bardzo się rozszerzyła, że często wychowuje się człowieka jak robota. Chodzi o to, żeby spełnił swój zawód, ale brak mu szerszego spojrzenia i często zastanawiania się nad tym, jak wiedzę wykorzystać nie tylko do zarobienia pieniędzy, ale do ubogacenia siebie i równocześnie całej ludzkości. I to jest cel naszego nauczania. Myślę, że dzięki temu szkoła katolicka jest wszędzie szanowana.

Jest bardzo charakterystyczne, że np. w niektórych krajach islamskich, w północnej Afryce rządy pozwalają na zakładanie szkół katolickich, ale nie pozwalają w tej szkole mówić o Chrystusie. Czy warto taką szkołę prowadzić, czy nie? My uważamy, że warto. Chociaż nie mówi się o Chrystusie, to jednak przygotowuje się te osoby, żeby miały szacunek dla innych ludzi, innych poglądów, innych religii. Gdy dzieci potem opuszczają szkołę, wiedzą, że była prowadzona przez katolików. Tworzy się pewna przyjaźń, dialog i to jest podstawa do jakiegoś ludzkiego współżycia, nie do walki – jeden przeciwko drugiemu. Starajmy się szukać prawdy, starajmy się wszyscy razem pracować dla dobra. W szkole katolickiej właśnie wpaja się te ideały – szacunku dla każdego człowieka, dla każdej religii, każdej osoby ludzkiej.


Można powiedzieć, że to taka preewangelizacja?


– Myślę, że tak. Bardzo często zdarza się, że do mojego biura przychodzą różni ambasadorzy, niekatolicy, niechrześcijanie, i mówią, że ukończyli szkołę katolicką i są za to bardzo wdzięczni. Cenią tę szkołę i popierają. Proszę sobie wyobrazić, jechałem na Tajwan, zaproszony przez rząd, w którym nie ma żadnego katolika. Zaprosił mnie do siebie ambasador, też niechrześcijanin, i mówił, żebym przypomniał prezydentowi, jak będę z nim rozmawiał, że obiecali więcej pieniędzy na nowy wydział medycyny na uniwersytecie katolickim. Czyli niechrześcijanin wstawia się za szkołą katolicką. Gdy kiedyś przyjechałem do Tajlandii, mieszkałem w nuncjaturze. Była tam książka o tym kraju wydana przez rząd. Poszukałem, co piszą o Kościele katolickim. Znalazłem pół strony tekstu. Napisano, że katolików jest bardzo mało, bo niecałe pół procent, natomiast mają najlepsze szkoły i najlepsze szpitale. Było to bardzo wymowne. Pisał to rząd buddyjski. Tam jest monarchia, a jednak król i mieszkańcy szanują szkołę katolicką.


Czy wysoki poziom szkół katolickich łatwo jest utrzymać i rozwijać?


– Myślę, że tak. Na przykład, jeżeli weźmiemy pod uwagę wszystkie kraje postkomunistyczne, szybko powstają tam szkoły katolickie. Byłem niedawno w Rumunii. Katolików jest tam bardzo mało, zaledwie 7 procent. Prawosławni stanowią ponad 80 procent społeczeństwa. Współpraca katolików z prawosławnymi układa się bardzo dobrze dzięki zasługom patriarchy, który jest naprawdę otwarty. Z nim można rozmawiać, dyskutować. Mimo że katolików w Rumunii jest zaledwie 7 procent, jest tam więcej szkół katolickich niż prawosławnych. I państwo płaci tym szkołom. Gdy tam byłem, statystyki mówiły, że na 28 gimnazjów niepaństwowych 20 jest katolickich. Te szkoły są szanowane. Byłem zaproszony przez tamtejsze ministerstwo edukacji. Gdy rozmawiałem w ministerstwie na temat szkół katolickich, minister zapytał, czy nie chcemy utworzyć uniwersytetu. Świadczy to o tym, że ta działalność jest doceniana. Myślę, że doceniany jest wkład Kościoła, jeżeli chodzi o nauczanie ogólne. W zeszłym roku zorganizowaliśmy w Watykanie sympozjum w ramach Europy dla tych krajów, które reformują studia uniwersyteckie zgodnie z tzw. strategią bolońską. Poszczególni członkowie tego procesu bolońskiego pochodzący z różnych krajów byli zapraszani, by urządzać sympozja. Myśmy też urządzili takie sympozjum i to sympozjum było największe. Najwięcej było członków, zaprosiło nas wielu ministrów edukacji, mieliśmy na tym sympozjum właściwie największe autorytety. Był szef UNESCO, szef Rady Europy, który ma najwięcej do powiedzenia w tej dziedzinie, przewodniczył sesji końcowej. Byli także przedstawiciele Unii Europejskiej. Zaprosiliśmy oczywiście niekatolików, przemawiał szef Akademii Żydowskiej, były minister edukacji z Rosji (ateista), przemawiali prawosławni z Rumunii, m.in. słynny profesor Andrei Marga, protestanci. Mówiliśmy o tych aspektach, które są drogie nam, Kościołowi: o wychowaniu integralnym człowieka, o przekazywaniu wartości. Pamiętam, że po sympozjum przyszedł do mnie szef Akademii Żydowskiej i bardzo mi dziękował, że ktoś mówi o wartościach, a nie tylko o kredytach, o technicznych rzeczach. Co więcej, jedna pani prosiła, żeby zrobić z nią zdjęcie. Okazało się, że jest muzułmanką, pracuje jako profesor na uniwersytecie we Francji. Powiedziała, że to sympozjum było dla niej darem Bożym. Świadczy to o zainteresowaniu. Właśnie pod wpływem tego sympozjum prawosławni zaprosili mnie do Rumunii. Proszono o referaty na dwóch uniwersytetach. Zwiedziłem różne wydziały, oczywiście także prawosławne. Nawet UNESCO wydało materiały z tego sympozjum, po angielsku. My publikujemy te materiały w językach, w jakich były głoszone. Myślę, że nigdy nie mieliśmy takiego bliskiego kontaktu np. z UNESCO. W zeszłym roku miałem w siedzibie centralnej UNESCO referat, ciekawy był jego temat. Starałem się mianowicie zwrócić uwagę na wartość miłości w wychowaniu. Sesji przewodniczył muzułmanin z Omanu. Myślę, że wychowanie katolickie, czyli nasze szkolnictwo, to nie jest jakieś szkolnictwo sekciarskie, tylko otwarte. Otwarte na wartości, które stara się zaszczepić człowiekowi – szacunek dla każdego oraz pewien zachwyt dla wartości. Stara się też moralnie uszlachetnić człowieka. I to jest chyba bardzo ważne. My staramy się zachować tożsamość katolicką. Przekazuje się wiedzę, także o Chrystusie, ale przekazywanie wiedzy zakłada szacunek dla sumienia i wolności religii, nikt nie jest zmuszany, żeby przechodził na katolicyzm. Przekazywanie wiedzy nie jest zmuszaniem, nie jest jakimś prozelityzmem, jest ubogacaniem człowieka. Poza tym uczeń, który wybiera szkołę katolicką, wie, jaka jest tożsamość tej szkoły, godzi się na nią. Zresztą nie tylko my tak postępujemy. Gdy byłem na Tajwanie, miałem dyskutować z profesorami naszego uniwersytetu katolickiego, gdzie ponad 90,95 procent studentów to niekatolicy, na temat tożsamości katolickiej tego uniwersytetu. Na początku byłem trochę zdezorientowany, bo to było pierwsze moje zetknięcie się z taką rzeczywistością. Poprosiłem tamtejszego ministra, który organizował moją podróż, czy nie mógłbym najpierw zwiedzić jakiegoś innego uniwersytetu, na przykład buddyjskiego. Następnego dnia pojechaliśmy na uniwersytet buddyjski. Rektorem była pani, która 8 lat studiowała w Niemczech, bardzo inteligentna. Pokazała cały uniwersytet, kampus i nawet wykłady. Ale mnie interesowało jedno pytanie: co wy robicie dla buddyzmu? I wtedy ona odpowiedziała, że wszyscy studenci, niezależnie od tego, co studiują i niezależnie od religii, mają obowiązkowe dwie godziny buddyzmu na tydzień. To jest dużo. Ale potem sobie pomyślałem, że to jest uczciwe. Są buddystami, to jest pewna wartość, chcą się tą wartością dzielić, oczywiście nikt nie jest zmuszony, by stać się buddystą, jest przekazanie pewnej wiedzy, a poza tym nikt nie jest zmuszony przychodzić do tego uniwersytetu. Jeżeli chce na nim studiować, to wie, jaka jest jego tożsamość. Staram się też propagować tę ideę, gdy chodzi o nasze szkolnictwo. My musimy uszanować każdego człowieka, wolność jego religii, wolność sumienia, nikogo nie można zmuszać. Niemniej jednak to, że przychodzi niekatolik do naszej szkoły, to nie może nas zmuszać, żebyśmy zmienili tożsamość. Wybierając, wiesz, co wybierasz. Na przykład we wspomnianej już Tajlandii w szkołach katolickich ponad 90 procent uczniów stanowią niekatolicy. Wybierają właśnie te szkoły, choć nie są katolikami.

Mówił Eminencja o szkołach w krajach postkomunistycznych, na pewno jednym z takich krajów, które oswobodziły się spod totalitarnej ideologii komunistycznej, jest nasza Ojczyzna. W tamtych czasach zdominowanych przez totalitarne państwo dało się zaobserwować raz bardziej, raz mniej elementy niekiedy sekciarstwa, narzucania ideologii, obcinania tej perspektywy uniwersalistycznej i redukowania jej do ideologii marksistowskiej. To już się skończyło, powstają szkoły katolickie. Jakie teraz przed nimi stoją szczególnie wyzwania?

– Myślę, że główna trudność polega na tym, że po długim okresie komunizmu szkoła katolicka w Polsce jest pewną nowością. Często problem stanowi przygotowanie ludzi do nauczania w tej szkole. W placówce katolickiej staramy się, żeby nauczyciel był równocześnie świadkiem tego, co mówi. Każdy przedmiot, który chce formować postawę człowieka, jego zachowanie, musi być poparty świadectwem. Czy może być taki ktoś profesorem deontologii medycznej, czyli etyki medycznej na uniwersytecie, o kim wszyscy wiedzą, że on tak nie postępuje, jak uczy? Jego nauczanie nie będzie miało wówczas sensu. Albo, powiedzmy, nauczyciel deontologii prawnej. Uczy na wydziale prawa profesor, o którym wszyscy wiedzą, że jest nieuczciwym adwokatem. Jego nauczanie nie będzie miało żadnego wpływu na uczniów. Jeszcze bardziej dotyczy to religii. Ten, który uczy, powinien dać świadectwo. Chcemy w tym wychowaniu integralnym człowieka, żeby nie tylko ci, którzy uczą religii, dawali świadectwo, ale by wszyscy profesorowie, wszyscy nauczyciele w szkole katolickiej byli w jakiś sposób przykładem dla uczniów. Chcemy wychować człowieka integralnie i dlatego mają oni prawo w profesorach, nauczycielach zobaczyć także wzór swojego postępowania. Nie znaczy to, że w naszych szkołach katolickich nie ma nauczycieli niekatolików. Na przykład w takiej Tajlandii trudno sprawić, by wszyscy nauczyciele byli katolikami. Podobnie na Tajwanie czy w innych krajach. Ale szkoła domaga się wówczas, żeby nauczyciel się zdeklarował, że nie będzie szkodził katolickiej tożsamości szkoły. Ci ludzie się często godzą, nawet się bardzo cieszą, że mogą być nauczycielami w szkole, która jest poważana, szanowana… i tak postępujemy.

Najpierw Ojciec Święty Jan Paweł II, a teraz Papież Benedykt XVI kontynuuje tradycję Światowych Spotkań Młodzieży. To, co na tych spotkaniach z młodzieżą się dzieje, ma niewątpliwie przełożenie na codzienność w szkołach katolickich?

– Tak, ma przełożenie. Oczywiście wiele zależy od konkretnych szkół, nauczycieli. Są szkoły, które budzą naprawdę szacunek, które są twórcze, ale są również słabsze. Myślę, że te spotkania z młodzieżą są też jakimś wyzwaniem dla tych szkół katolickich, żeby tę tożsamość zachowywały. Przecież na te spotkania młodzieży przychodzą nie tylko katolicy. Przychodzą często inni, szukający, niektórzy wtedy nawracają się czy rozpoczynają życie religijne w pełnym tego słowa znaczeniu. Myślę, że to był wielki charyzmat, że Jan Paweł II wystąpił właśnie z taką inicjatywą. Nikt się nie spodziewał, że tyle młodzieży będzie przyjeżdżać na te spotkania. Pamiętam spotkanie w Rzymie w 2000 roku. Najpierw mówiono o 700 tysiącach, potem o milionie młodzieży, później okazało się, że było 2,5 mln uczestników. Czyli w każdym przypadku było ich dużo więcej, niż przewidywano. Świadczy to o tym, że młodzież potrzebuje pewnych ideałów. Zawsze mówię, że jeżeli Pan Bóg istnieje, to w każdym człowieku musi być potrzeba Boga. I wszystkim mówię, że to jest nasz największy sprzymierzeniec, to jest potrzeba Boga, która jest w każdym człowieku. Oczywiście, że można ją zagłuszyć, można ją zabić, można ją odepchnąć, ale jest w każdym człowieku. W moim życiu często, mówiąc szczerze, doświadczałem tego. Byłem kiedyś na Syberii, gdzie zorganizowano sympozjum na temat rodziny oraz otwarcie katedry w Nowosybirsku. Postanowiliśmy z kolegą nawiązać kontakt z tymi ludźmi. Poszliśmy coś zjeść do restauracji, nie byliśmy w sutannach, mieliśmy jedynie koloratki. Byliśmy ciekawi, jak będą reagować, kiedy nas zobaczą. Reakcje były bardzo ciekawe. Podszedł do nas pewien pan i pyta: „Wy jesteście księżmi?”. My mówimy: „Tak”. Pyta, czy może porozmawiać. Powiedział m.in.: „Ja nie jestem ochrzczony, bo u nas nie było ani księży, ani kościołów, ale Pan Bóg istnieje”. Dodał też: „Gdy teraz trochę powiało wolnością, kupiłem sobie Pismo Święte, czytam je i cieszę się, że spotkałem księży, chciałem z wami porozmawiać”. Pytał, jak rozumieć to, jak rozumieć tamto, potem ten człowiek ze łzami w oczach uściskał nas i podziękował za rozmowę. Byłem też na tamtejszym uniwersytecie, tam jest całe miasto uniwersyteckie, sowiecka Akademia Nauk, wszystko ateistyczne. Zawiózł mnie tam pewien ksiądz, który wykładał socjologię na wydziale nauk ekonomicznych. Powiedział, że na początku, gdy zaproszono go z wykładami, pomyślał, żeby zorganizować wystawę Biblii. Spodziewał się, że będzie duża opozycja, a okazało się, iż nikt nie oponował, wszyscy profesorowie ateiści byli zainteresowani tą wystawą. Przychodzili, pomagali mu, dopingowali. Powiedział też: „Dla mnie największą radością jest to, że ja zawsze chrzczę profesorów, studentów”. Nawet nie miał kościoła, w bibliotece odprawiał Msze Święte, ale był zadowolony, że może tych ludzi ubogacać. Gdy wracaliśmy z uniwersytetu, zawiózł mnie do policjanta, który był na emeryturze i budował domek, a niedaleko domku, 500 metrów dalej – kapliczkę. Ten człowiek nigdy jako policjant nie słyszał dobrego słowa o Panu Bogu, nigdy nie miał żadnej katechizacji. Mimo to poczuł nagle potrzebę zrobienia czegoś dla Pana Boga. Zbudował tę kaplicę, choć rodzina mówiła mu – przecież ty nie masz wystarczająco pieniędzy na ten dom. Najpierw wybuduj dom, potem będziesz dla Pana Boga coś robił. Mówił jednak – nie, równocześnie z tym domem buduję kaplicę. Była to po prostu potrzeba Boga, która się wyzwala w człowieku. My sobie nie zdajemy sprawy, że ta potrzeba jest wszędzie. Ja uważam, że to jest największy nasz sprzymierzeniec. Czasem widzimy, że ludzie bardzo krytycznie nastawieni w jednym momencie się zmieniają, i ten człowiek się otwiera i wyznaje, że właściwie to zawsze we mnie coś tkwiło i miałem ten niepokój. Później odchodzi zadowolony, że dochodzi do Pana Boga. Dlatego nasze szkolnictwo jest zawsze otwarte dla wszystkich, z szacunkiem dla każdego, ale też formuje całego człowieka i to jest chyba wartość szkoły katolickiej.

Szkoły katolickie na świecie mają różne profile, różne specjalności. Chciałbym zapytać, w jakiej kondycji są szkoły, które uczą zaangażowania katolików w mass media, szkoły dziennikarskie?

– To nie jest najsilniejszy punkt na naszych uczelniach wyższych, z tym że ja jako prefekt Kongregacji właśnie bardzo nalegam na to, żeby te wydziały wzmocnić, żeby kształcić dziennikarzy uczciwych, kochających prawdę. Bo można mówić prawdę, która jest równocześnie kłamstwem w pewnym sensie. Przeczytałem niedawno w jednej z tutejszych gazet, że w jakiejś katolickiej szkole w Australii nie przyjęto kogoś, bo nazywał się tak, a nie inaczej. Może się zdarzyć taki przypadek w jednej z 200 tysięcy szkół katolickich. Jednak gdy eksponuje się tylko ten przypadek, a nie pisze się o szkołach katolickich oraz roli, jaką spełniają w świecie, wówczas podważa się zaufanie do nich na zasadzie: „proszę, jakie są szkoły katolickie, patrz, nie przyjmują o takim nazwisku…”. To jest obraz fałszywy. To tak, jak dostrzeżenie na ogromnym obrazie jakiejś muchy i podkreślenie tylko tej muchy, a nie zobaczenie całego obrazu. Ja osobiście jestem ze szkół katolickich dumny. Kiedy rozpocząłem pracę w Kongregacji Edukacji Katolickiej, nie myślałem, że spotkam się z tak piękną rzeczywistością szkół katolickich oraz uczelni. Podczas pontyfikatu Jana Pawła II powstało ponad 200 nowych uniwersytetów katolickich. Cieszę się, że powstają też w krajach postkomunistycznych. Myślę, że w przyszłym roku rozpocznie działalność uniwersytet katolicki w Zagrzebiu w Chorwacji. Byłem tam w zeszłym roku, po raz drugi. Raz spotkałem się z ministrem edukacji, z komitetem, który zakłada ten uniwersytet. Byłem też na uniwersytecie państwowym, gdzie wygłosiłem referat. Rozmawialiśmy na temat uniwersytetu. Widzę, że są przychylnie ustosunkowani. 17 gmachów jest przeznaczonych na potrzeby tego uniwersytetu. W tym roku byłem też w Chorwacji i miałem okazję spotkania się z rektorami wszystkich uniwersytetów. Nie jest ich dużo, bo Chorwacja jest mała, ma 6 uniwersytetów państwowych. Spotkałem się z rektorami i widzę, że bardzo przychylnie są nastawieni do tego, iż nowy uniwersytet wejdzie w rodzinę ich uczelni z pewną specyfiką, no i będzie gotowy do jakiejś współpracy, dyskusji. Pamiętam, kiedyś ateista, rektor pewnego uniwersytetu, mówił: „Wydział teologiczny jest ubogaceniem dla uniwersytetu, wnosi coś do dyskusji, i to jest dobre”. Uniwersytet powinien być właśnie miejscem jakiejś wymiany zdań, dyskusji, poglądów, i my chcemy, żeby uniwersytet katolicki miał taki wymiar. Ma być otwarty, zapraszać profesorów z różnych uczelni, ma być przyjacielem całego świata kultury i nauki w konkretnym kraju.

Eminencjo, mam też prośbę z naszego własnego podwórka – Radia Maryja, Telewizji Trwam. Otóż we wrześniu mamy Pielgrzymkę Młodych Słuchaczy Radia Maryja na Jasną Górę, wszystkich ludzi młodych, którzy w jakikolwiek sposób – luźniejszy czy ściślejszy – czują się słuchaczami Radia Maryja. Ksiądz Kardynał z racji przewodniczenia Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego ma kontakt z wieloma milionami ludzi młodych na całym świecie, którzy uczęszczają do szkół katolickich. Jakie słowo pokrzepienia wygłosiłby Ksiądz Kardynał do tych młodych ludzi, którzy przyjadą na Jasną Górę na Pielgrzymkę Młodych Słuchaczy Radia Maryja we wrześniu?

– Przede wszystkim chciałbym zaapelować, żeby mieli otwarty nie tylko umysł na wiedzę, ale także otwarte serce na dobro. Bo tylko wtedy można budować przyszłość, można przyczyniać się do postępu ludzkości, jeżeli wraz z wiedzą jest wola czynienia dobra. Niestety, często jest odwrotnie: duża wiedza wykorzystywana do zła. Dla każdego katolika to powinna być radość, że może wykorzystać swoje umiejętności do tego, żeby ubogacić nie tylko siebie, ale społeczeństwo, całą ludzkość. I tego życzę właśnie tej młodzieży.

Dziękuję bardzo. Szczęść Boże.

Rozmowa przeprowadzona dla Telewizji Trwam i Radia Maryja

drukuj