Umiejętności pilotów ze specpułku oceniała bardzo wysoko

Z Pawłem Twardowskim z sekcji szybowcowej Aeroklubu Białostockiego, kolegą
Justyny Moniuszko, stewardesy, która zginęła 10 kwietnia pod Smoleńskiem,
rozmawia Adam Białous

Jak zapamiętał Pan Justynę Moniuszko?
– Pierwszą cechą jej osobowości, która poruszała, była niezwykła dobroć i pogoda
ducha. Serdeczność z niej po prostu emanowała, miała zawsze uśmiech na twarzy.
Przy tym była osobą bardzo rzeczową. Kiedy rozmawialiśmy o sprawach lotniczych,
ona mówiła konkretnie, bez zbędnych emocji, które przeważnie towarzyszą
wypowiedziom kobiet. Justyna w dyskusji zawsze mówiła na temat i z dużym
znawstwem. Wśród osób, które należały do sekcji szybowcowej Aeroklubu
Białostockiego, wyróżniała się dużą wiedzą na tematy związane z lotnictwem. Jako
jedna z niewielu kursantów szybownictwa była równocześnie studentką wyższej
szkoły lotniczej, toteż wiedzą z zakresu inżynierii lotniczej innych nawet
przewyższała. Wprost chłonęła wszystko co dotyczyło lotnictwa, również w
praktyce lotów jej umiejętności nie odbiegały od tych, które posiadali
mężczyźni, adepci sztuki szybowniczej.

Czy Justyna Moniuszko dzieliła się z Państwem wiedzą, jaką zdobyła, pracując
w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego?

– O sprawach dotyczących swojej służby w tym elitarnym pułku lotniczym, to
znaczy o zadaniach, w jakich brała udział, raczej nie mówiła. Przestrzegała
tajemnicy wojskowej, jaka ją obowiązywała. My, jej koledzy z aeroklubu, znaliśmy
te realia, więc nawet nie próbowaliśmy jej wypytywać o to, o czym mówić nie
mogła. Sporo natomiast mówiła o atmosferze panującej w pułku. Tu zawsze
wypowiadała się pozytywnie. Chwaliła sobie tę atmosferę, mówiła, że jest
przyjacielska, że wszyscy tam starają się sobie pomagać.

Wypowiadała się na temat umiejętności pilotów specpułku?
– O tych ludziach mówiła w samych superlatywach. Podkreślała, że do pułku nie
trafiały osoby przypadkowe. Doboru dokonywano nie tylko na podstawie bardzo
wysokich umiejętności w sztuce pilotażu, ale zwracano też uwagę na cechy
osobowe. Do służby dobierano ludzi kierujących się w życiu osobistym prawdziwymi
wartościami, ludzi z charakterem, dla których honor nie jest pustym słowem.
Justyna mówiła, że przy wyborze kandydatów do służby w tym elitarnym pułku
"ważne są cechy, których nie zamieszcza się w CV". Jeśli zaś chodzi o opinię
dotyczącą konkretnie załogi, z którą leciała na uroczystości katyńskie do
Smoleńska, to z jej wypowiedzi wynikało, że byli to piloci superprofesjonalni. A
przy swoim ogromnym doświadczeniu w pilotażu – bardzo skromni.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj