Ugoda tak, ale z TW „Piotr”
Z dr. Markiem Migalskim, europosłem PiS, rozmawia Marcin Austyn
Zawieszenie procesu, który wytoczył Panu prof. Jan Iwanek, nie jest rozwiązaniem komfortowym?
– Rzeczywiście nie jest. Wnioskowałem o zakończenie procesu, gdyż od pół roku strona pozywająca nie jest w stanie uczynić prostej rzeczy, tzn. przesłać do Parlamentu Europejskiego prawidłowego wniosku o uchylenie mi immunitetu. W efekcie sprawa się przeciąga, a ja dla moich potencjalnych wyborców pozostaję w świetle podejrzeń. Jestem człowiekiem „oskarżonym” i właściwie nie mam możliwości bronienia się. Proces nie może być uruchomiony, bo nie mam odebranego immunitetu.
Ta kwestia stanowi jakiś większy problem?
– By pozbawić europosła immunitetu, organ państwa członkowskiego – w tym przypadku Polska – musi wystąpić z takim wnioskiem do Parlamentu Europejskiego. Na jego podstawie wszczynana jest cała procedura, a ostateczną decyzję podejmuje PE. Istotne jest to, że ja sam nie mogę zrzec się immunitetu. Ta sprawa odbywa się niejako poza mną, ja jedynie mogę uczestniczyć w swego rodzaju wysłuchaniu przed komisją prawną Parlamentu Europejskiego, która rekomenduje mu sprawę. Tymczasem okazuje się, że przez pół roku prof. Iwanek wraz z reprezentującym go adwokatem najpierw w ogóle nie wystąpił o uchylenie immunitetu, a na ostatniej rozprawie, kiedy to mój adwokat podsunął im tę myśl, uczynili to, ale jako kancelaria prawna, która przecież nie jest organem państwa członkowskiego. Z takim wnioskiem może wystąpić albo prokuratura – jednak ta w mojej sprawie nie ma nic do powiedzenia, albo marszałek polskiego Sejmu. Spodziewam się więc, że PE ze względów formalnych uchyli wniosek kancelarii i pozywający będzie występował w tej sprawie ponownie. Wszystko to będzie się przeciągało w czasie. Dla mnie jest to sytuacja niekomfortowa. Chciałem, by postępowanie się zakończyło z uwagi na to, że strona pozywająca, tzn. TW „Piotr”, znany jako Jan Iwanek, i jego adwokat, procedując w bardzo nieudolny sposób, przeciągają sprawę. To rodzi podejrzenia, czy tak naprawdę chodzi o to, by rozstrzygnąć sprawę, czy tylko o to, bym pozostawał przez cały ten czas w świetle oskarżeń.
Rozumiem, że ugody nie bierze Pan pod uwagę?
– Mogę pana Iwanka przeprosić za to, że nazwałem go „ubeckim kapusiem”, bo w istocie był „esbeckim kapusiem”. On zresztą w swoim wniosku podnosi to, że jak rozwiązywano UB w 1956 roku, to miał zaledwie dwa lata i nie mógł donosić dla UB. To rzeczywiście jest prawda i jeśli prof. Iwanka satysfakcjonowałoby to, że nazwę go „esbeckim kapusiem”, a nie „ubeckim kapusiem”, to jest to jedyna możliwość zawarcia z nim ugody.
Dziękuję za rozmowę.
