Uczelnia bardzo potrzebna Polsce

Z o. dr. Krzysztofem Bielińskim CSsR, rektorem Wyższej Szkoły Kultury
Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Dorota Zbierzchowska

Kończy
się rok akademicki 2009/2010. Dla WSKSiM to pracowity czas sesji,
egzaminów dyplomowych, ale i okazja do pierwszych podsumowań. Jak Ojciec
Rektor ocenia miniony rok?

– Na kończący się dziewiąty rok
naukowo-dydaktycznej działalności naszej uczelni patrzę przede wszystkim
z wielką wdzięcznością wobec Pana Boga, który pozwolił zaistnieć temu
ośrodkowi akademickiemu w Polsce i stale nam błogosławi, choć tej opieki
„z góry” doświadczamy pośród wielu codziennych trudności. Nie mam tu
wszakże na myśli zwyczajnego trudu, który jest konieczny, by uczelnia
dynamicznie się rozwijała: trudu podejmowanej przez nas pracy
naukowo-badawczej, dydaktycznej, wychowawczej, administracyjnej – to
wszystko czynimy chętnie i ofiarnie, chyba dlatego że wszyscy mamy
„nadprzyrodzoną motywację”. Uczelnia powstała bowiem ze względu na ideę –
powiedziałbym nawet – palącą potrzebę wykształcenia, uformowania,
przygotowania dla Polski rzetelnych, kompetentnych, kierujących się
sumieniem (ukształtowanym na katolickiej etyce i nauce społecznej
Kościoła) twórców mediów, ludzi świata polityki, kultury i szeroko
rozumianej informatyzacji. Charyzmatyczny założyciel WSKSiM, ksiądz i
zakonnik redemptorysta o. dr Tadeusz Rydzyk ideą tą potrafił „zapalić”
rzeszę wybitnych i liczących się w kraju i świecie profesorów, którzy
temu dziełu ofiarowali nie tylko swoje naukowe kompetencje i
doświadczenie zawodowe, ale także zaangażowali w nie własne
najpiękniejsze marzenia o integralnym kształceniu i wychowaniu młodego
pokolenia. Trudności, o których mówię – tak to widzę i tak tego też
doświadczam – pochodzą od ludzi zajmujących ważne stanowiska
ministerialne i urzędowe, którym przeszkadza uczelnia wyższa
nieoddzielająca dziś – zgodnie z wytycznymi unijnymi i ministerialnymi –
Pana Boga, Ewangelii, nauczania Ojca Świętego, katolickiej etyki i
nauki społecznej, a także patriotyzmu od procesu dydaktycznego. Dlatego,
ze wspomnianych względów ideowych, podejmują oni wiele wysiłków, aby
uniemożliwić nam rozwój albo też skutecznie go utrudnić.

Bez
wysoko kwalifikowanej kadry profesorów i pracowników naukowych nie
byłoby Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej…

– Jestem
wdzięczny wszystkim pracownikom uczelni za ofiarną pracę i wysoką
świadomość wspólnej misji, jaką jest przygotowywanie dla Polski
przyszłych elit. Na ten rok akademicki nie mogę nie patrzeć z
perspektywy katastrofy dziejowej, do której doszło 10 kwietnia pod
Katyniem. Wielu wybitnych Polaków, którzy wtedy zginęli, niejednokrotnie
gościło w naszej uczelni. Podczas sympozjów i konferencji naukowych, a
także wykładów gościnnych dzielili się z nami swoją ogromną wiedzą i
doświadczeniem w skutecznej służbie Polsce i Polakom. Przywracali nam
wiarę w to, że można być uczciwym politykiem. Zryw patriotyzmu, jaki w
dniach wielkiej żałoby narodowej obudził się zwłaszcza w polskiej
młodzieży, a także świadomość zafałszowania przez komercyjne media
prawdy o śp. prezydencie RP pokazały mi wyraźnie, jak bardzo potrzebna
jest nasza uczelnia, jak to dobrze dla Polski, że ona istnieje!

WSKSiM
umacnia swoje niekwestionowane pierwsze miejsce w regionie wśród
uczelni niepublicznych magisterskich. Jakie atuty uczelni zadecydowały o
tak wysokich notach w rankingu?

– Po raz kolejny wzięliśmy
udział w przygotowanym na potrzeby tegorocznych maturzystów rankingu
uczelni wyższych w Polsce. To, moim zdaniem, bardzo ważne i praktyczne
przedsięwzięcie, bo z jednej strony pomaga abiturientom w trudnym
wyborze miejsca i kierunku studiów, z drugiej jest szansą – a tak było z
nami – by niektórym opiniotwórcom zamknąć usta pełne kłamliwych opinii.
Badania są wspólnym projektem Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy” i
gazety „Rzeczpospolita”. Wśród uczelni wyższych w Polsce tzw.
niepublicznych i posiadających prawo nadawania tytułu magisterskiego
kolejny raz znaleźliśmy się w czołówce, a w regionie jesteśmy najlepsi.
Badania pokazały, że w roku 2010 jesteśmy uczelnią o największej sile
naukowej, tzn. posiadającą najwyższy procent wysoko kwalifikowanej kadry
nauczającej (ze stopniem doktora habilitowanego lub tytułem
profesorskim), a także uczelnią dającą studentom najlepsze możliwości
rozwijania zainteresowań naukowych i kulturalnych. Wymienię tylko te dwa
kryteria, bo one wystarczająco podkreślają markę WSKSiM. Przecież
najważniejszy dla studenta powinien być mistrz – my takich oferujemy!
Przecież istotą studiów jest wszechstronny, integralny rozwój – my taki
zapewniamy!

Uczelnia nieustannie się rozwija. W nowym roku
akademickim proponuje studentom kolejną specjalność na politologii –
marketing polityczny. Skąd taka propozycja kształcenia?

– WSKSiM
stawia sobie ambitny, ale realny cel: proponować „coś więcej”. Wiele
uczelni w Polsce oferuje dziś studia dziennikarskie. My takie mamy, ale
proponujemy na nich „coś więcej”. To „coś więcej” nie oznacza tylko
najlepszych praktyk w kraju, choć mamy najlepsze praktyki! Która bowiem z
polskich uczelni ma taki codzienny dostęp do radia czy telewizji? My
pracę przy mikrofonie w radiu czy za kamerą w studiu telewizyjnym
oferujemy naszym studentom od pierwszego roku studiów. Ale owo „więcej”
dotyczy też, a może przede wszystkim, etyki dziennikarskiej i etosu tego
popularnego dziś zawodu. My uczymy, że dziennikarstwo to misja
społeczna i służba prawdzie, a dziennikarz to nie jedynie zbieracz
informacji, które dobrze się potem sprzedają.
Podobnie jest z
politologią, tzn. z innym kierunkiem studiów, które prowadzimy. Chcemy
kształcić ludzi znających się na polityce. Ale także tu jest owo
„więcej”. Nie chcemy kształcić graczy ani też produktów marketingu
politycznego. Na różnych uniwersytetach na zajęciach z politologii mówi
się dzisiaj bowiem o polityku jako produkcie marketingu politycznego.
Polityk widziany jest jako wytwór kogoś, kto stoi jakby z drugiej
strony, z tyłu, i manipuluje sceną polityczną. My rozumiemy, że trzeba
formować polityków, którzy stawiają sobie za cel dobro wspólne. Ludzie,
którzy przyjdą do naszej uczelni studiować politologię, mogą się spotkać
z innym, rzetelnym, bo klasycznie rozumianym sposobem spojrzenia na
politykę. Jestem przekonany, że nowa specjalność, jaką jest marketing
polityczny, jest ze wszech miar potrzebna w Wyższej Szkole Kultury
Społecznej i Medialnej, bo Polsce potrzebni są politycy, którzy
profesjonalnie nie tylko będą służyć wartościom takim jak dobro
społeczne i prawda, ale też umiejętnie będą te wartości promować i do
nich przekonywać.

Dużym zainteresowaniem cieszą się nie tylko
propozycje kształcenia na studiach licencjackich, inżynierskich,
magisterskich i podyplomowych, ale także kursy dokształcające. Jak
oceniają je sami uczestnicy, którzy często po raz pierwszy stykają się z
WSKSiM?

– Jesteśmy Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej
nieobojętne są nam zatem zagadnienia i problemy społeczne. Jednym z nich
zaczyna być tzw. wykluczenie społeczne, polega ono na braku określonych
możliwości czy umiejętności korzystania z nich. Okazuje się, że aby
korzystać z praw przysługujących formalnie wszystkim członkom
społeczeństwa, należy spełniać określone warunki, np. umieć posługiwać
się komputerem. Zauważyliśmy to i nie chcemy być obojętni.
Postanowiliśmy wykorzystać nasze możliwości. Prowadzimy studia
inżynierskie informatyczne, mamy zatem wykładowców informatyki,
posiadamy znakomite laboratoria komputerowe. Uruchomiliśmy więc dzienne i
weekendowe kursy komputerowe dla starszych. Pomysł spotkał się z
wielkim zainteresowaniem.
Podobnie było z wykładami on-line. Dlaczego
wiedzy, którą otrzymują nasi studenci, nie przekazać dalej i nie
rozpowszechniać? Posiadamy duże możliwości techniczne. Zakupiliśmy nowy
serwer i raz w tygodniu zapraszamy dosłownie wszystkich, którzy tylko
mają dostęp do komputera i internetu, na wykład na żywo z naszej auli.
Jesteśmy przekonani, że w ten sposób robimy coś dobrego dla Polski.
Wierzymy też, że będzie się dzięki temu obficie realizowało hasło: „daj,
a otrzymasz!”.

Za kilka dni mury uczelni opuści kolejny
rocznik absolwentów studiów magisterskich. Jak – po ukończeniu WSKSiM –
wygląda ich przygotowanie do podjęcia pracy zawodowej? Czego Ojciec
Rektor chciałby im życzyć?

– Nieukrywaną radością uczelni – a to
przecież ludzie ją tworzący: wykładowcy, pracownicy administracji,
władze – są absolwenci, zwłaszcza ci studiów II stopnia, magistrzy.
Widzimy, jak wzrośli i rozwinęli się przez pięć lat nauki i formacji!
Chętnie przeglądam ich prace magisterskie, bo cieszę się tematami, które
podejmują u boku naszych profesorów. Wybierają ambitne i ważne
zagadnienia. Tu weryfikuje się ich „intelektualne przebudzenie”, które
jest przecież zasadniczym celem studiów wyższych. Zwracam też uwagę na
tzw. realizm życia. My stwarzamy możliwości rozwoju pod każdym względem,
ale ostatecznie od każdego ze studentów zależy, z czego i w jakim
stopniu skorzysta. Doświadczenie pokazuje, że ci, którzy chcieli się
wszechstronnie rozwijać i inwestowali w to czas studiów – nie stroniąc
też od roztropnie „dozowanej” zabawy i odpoczynku (studenci lubią np.
wspólną zabawę w jednym z toruńskich klubów) – rozwinęli talenty i nie
boją się ani mikrofonu w radiu, ani reportażu w terenie, ani też stażu w
parlamencie polskim czy europejskim. Wielka to także zasługa
duszpasterstwa akademickiego, które jest codzienne i na miejscu.

I
ostatnie pytanie. Co poradziłby Ojciec Rektor młodemu człowiekowi,
który staje teraz przed dylematem nie tylko wyboru kierunku studiów, ale
i miejsca kształcenia?

– Odpowiem, przywołując sytuację sprzed
roku. O chwilę rozmowy poprosił mnie młody człowiek. Z twarzy
inteligent, z wypowiedzi jeszcze bardziej. Interesował się historią
sztuki, ale bardzo spodobała mu się nasza uczelnia: warunki,
profesorowie i studenci, których poznał. Tylko że u nas nie ma jeszcze
historii sztuki. Co zrobić? Powiedziałem mu, że ważne jest też
środowisko, w którym będzie studiował! Bo studia to czas najbardziej
intensywnego rozwoju w życiu człowieka. Takiego drugiego etapu już w
życiu nie będzie. Ważne zatem, wśród kogo będzie ten czas przeżywał,
jakim profesorom pozwoli się kształtować, w jakiej atmosferze będzie
wzrastał. W WSKSiM nie ma schizofrenii: katolik w domu i kościele, za
drzwiami sali wykładowej „neutralny światopoglądowo”. U nas tego nie ma!
Naszym wykładowcom z tytułem profesora belwederskiego Pan Bóg zupełnie
nie przeszkadza. Wspomniany młody człowiek przyszedł na
dziennikarstwo… Pewnie wybór nie był taki łatwy. Po dwóch tygodniach
zatrzymał mnie na korytarzu: „Dziękuję za tamtą rozmowę! Chciałem
powiedzieć, że dobrze wybrałem!”.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

drukuj