Ucieczka od polskości
Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o powstaniu Ruchu Autonomii Mazur, ja,
urodzony i wychowany w Olsztynie w połowie ubiegłego wieku, nie mogłem w to
uwierzyć, myślałem, że to jakiś ponury żart. A jednak separatystyczna zaraza,
której daje początek Ruch Autonomii Śląska, dziś oficjalny koalicjant Platformy
Obywatelskiej we władzach Górnego Śląska, rozszerza się.
RAM powstał w Mrągowie i został zarejestrowany przez sąd 2 września br. Liczy
50 osób, a liderem ruchu jest Zbigniew Paliński, przedsiębiorca z Mrągowa,
właściciel firmy ogrodniczej. Jego zastępca, Roman Koziatek, na co dzień
kierownik Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, już zapowiada rozmowy
z Litwinami, Rosjanami i Niemcami, bo tylko oni mogą zapewnić rozwój Mazurom,
ale także współpracę z Warmią, gdyby wybiła się na autonomię. A to już jest
prawdziwy szok, gdyż jako olsztynianin, historyczny Warmiak, nigdy bym nawet nie
pomyślał, że ten region należący w odległej przeszłości do papiestwa, zawsze
wierny Kościołowi i Rzeczypospolitej, może tworzyć dziś jakieś autonomiczne
porozumienia i jeszcze prowadzić własną politykę z Mazurami, a nawet z
ościennymi, obcymi państwami.
Oto, do czego doprowadziły nas rządy Donalda Tuska, który, co trzeba koniecznie
przypomnieć, w 1992 r. na II Kongresie Kaszubskim głosił zdumionym jego
uczestnikom, że Kaszuby powinny mieć własną autonomię, w tym wojsko, walutę i
stolicę w Toruniu. Założyciele RAM mają, jak widać, te same problemy z
polskością co Donald Tusk w latach 80., kiedy określał nasz kraj jako
"nienormalność". Czy nie okazuje się, że po dwudziestu dwóch latach III RP – w
tym czterech latach rządów Platformy Obywatelskiej – mamy nowych, wyobcowanych z
polskości Polaków, którzy najchętniej uciekliby jak najdalej od własnej
Ojczyzny, gdyż kojarzy im się ona ze złą gospodarką, dyskryminacją, biedą i
zacofaniem, a schroniliby się pod skrzydłami innych, lepszych, choć obcych?
Oczywiście twórcy RAM nie mówią jeszcze o pełnej autonomii i uniezależnieniu się
od państwa polskiego, tak samo zresztą jak założyciele RAŚ, ale już spotkali się
razem, by od tych ostatnich otrzymać pomoc w założeniu stowarzyszenia. Zapewne
jeszcze przez jakiś czas będą się odżegnywać od programu oddzielenia Mazur od
Polski, bo dziś najważniejsze są problemy gospodarcze, a nie pełna autonomia, a
poza tym najpierw trzeba budować struktury, przyciągać hasłami poprawy bytu
kolejnych członków Ruchu, zyskiwać przychylność mediów. Będzie więc ucieczka od
politycznych i separatystycznych haseł, które mogą zrazić współobywateli, ale za
parę lat, kto wie, jakie apetyty i jakich sponsorów będą miały obecne władze
RAM. Dziś jest to tylko stowarzyszenie, ale jutro RAM jak RAŚ może stać się
silnym ugrupowaniem politycznym sięgającym po realną władzę w regionie. Nie
wiemy też, jak mocno w tym czasie rozwinie się w swoim separatyzmie RAŚ,
struktura wytyczająca dziś drogi przeróżnym cwaniakom do tworzenia nowych bytów
"zawiedzionych polskością". Może być i tak, o czym mówił prezes PiS Jarosław
Kaczyński, przy akompaniamencie syczących z wściekłości polskojęzycznych mediów,
że górę weźmie "zakamuflowana opcja niemiecka". Nic przecież realnego nie wiemy
o planach, jakie UE, przy głównym współudziale Niemiec i Rosji, kreśli dla
rozwoju enklawy królewieckiej w dawnych Prusach Wschodnich, tuż przy naszej
granicy.
Nie da się zakwestionować uprawnionego niezadowolenia mieszkańców Warmii i Mazur
z ich drugorzędnego względem reszty kraju usytuowania i marnego poziomu życia.
To z pewnością jeden z wielu fatalnych efektów rządów PO i PSL, zajętych
bardziej likwidowaniem polskości niż jej budowaniem. To trzeba jak najszybciej
zmienić, inaczej zmieni to za nas plebiscyt, w którym niezadowoleni Polacy
zagłosują za silnym, dobrze zarządzanym państwem, nie polskim.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w Programie 3 Polskiego Radia SA.
