Ubek do laboratorium
Sąd Rejonowy w Jarosławiu zbada, czy Łukasz K., były funkcjonariusz
Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Jarosławiu, który nie stawia się
na rozprawy, jest chory czy tylko chwyta się tego pretekstu w celu przedłużenia
postępowania.
Pierwotnie proces 87-letniego ubeka oskarżonego o popełnienie 197 zbrodni
komunistycznych i zbrodni przeciw ludzkości w latach 1946-1948 miał ruszyć 27
marca br. Ale Łukasz K. przebywał wówczas w szpitalu w Łodzi, skąd wyszedł
zaledwie dwa dni później. Sąd wyznaczył następną rozprawę na 18 bm., ale i tym
razem zamiast oskarżonego na salę rozpraw dotarło jedynie ksero kolejnego
zaświadczenia o chorobie, jakie K. przesłał drogą elektroniczną swojemu obrońcy.
Nie zważając na to, że zaświadczenie mówi, iż oskarżony nie będzie mógł
uczestniczyć w procesie do końca maja br., sąd następną rozprawę wyznaczył na 8
maja, wychodząc z założenia, że do tego czasu uda się przeprowadzić niezbędne
badania potwierdzające bądź wykluczające chorobę K. Badania stanu zdrowia
oskarżonego przez biegłych sąd zarządził już w marcu, po pierwszej nieobecności
ubeka. Jednak wtedy nie udało się ich przeprowadzić, ponieważ nie ustalono
miejsca pobytu Łukasza K.
Jak informuje prowadzący sprawę sędzia Rafał Puchalski, już wiadomo, że
oskarżony Łukasz K. przebywa w Łodzi. – Wcześniej tamtejszy NFZ jako miejsce
zamieszkania K. podał Rzeszów, odmówił jednak informacji o stanie jego zdrowia,
które może udostępnić jedynie szef resortu zdrowia – wyjaśnia sędzia Puchalski.
Problemy z ustaleniem adresu Łukasza K. miała też Komenda Miejska Policji w
Rzeszowie, do której sąd zwrócił się o pomoc, a której dotychczas nie otrzymał.
Ta sprawa, jak zapowiedział sędzia Puchalski, także zostanie zbadana przez sąd.
Prokuratorzy rzeszowskiego Instytutu Pamięci Narodowej zarzucają Łukaszowi K.
m.in. bezprawne przetrzymywanie blisko 200 osób, przez co oskarżony chciał
wywrzeć wpływ na sposób głosowania w referendum w 1946 roku i wybory do Sejmu w
1947 roku. Ponadto były szef jarosławskiego UB jest oskarżony o to, że wraz z
innymi, nieustalonymi funkcjonariuszami, fizycznie i psychicznie znęcał się nad
swoimi ofiarami, a do tego zezwalał im na stosowanie tortur wobec bezprawnie
przetrzymywanych. Śledztwo wykazało, że byli oni bici, rażeni prądem,
umieszczani w karcerze, grożono im śmiercią i znieważano. Ponadto ograniczano im
racje żywnościowe, a także dostęp do toalety. Łukasz K. w toku śledztwa nie
przyznał się do zarzucanych mu czynów. Akta liczą 46 tomów, a w sprawie
występuje przeszło 400 poszkodowanych i świadków.
Mariusz Kamieniecki
