U progu II dekady

Czy to nie paradoksalne, że pisarz i publicysta political fiction Amerykanin
George Friedman, autor prognozy na XXI wiek zawartej w książce "Następne 100
lat", jako motto swojej pracy przytacza zdanie Georga W.F. Hegla: "Temu, kto
spogląda na świat racjonalnie, świat ukazuje swoje racjonalne aspekty". Mimo że
nie jesteśmy w stanie przewidzieć czekającej nas przyszłości, a taką potrzebę
odczuwamy teraz, gdy wkraczamy w drugą dekadę XXI wieku, odwoływanie się do
racjonalnych argumentów wydaje się jedynym możliwym sposobem szukania odpowiedzi
na pytania o przyszłość, a przy okazji najprostszym narzędziem komunikowania się
ludzi. Co charakterystyczne, dla chrześcijanina, o czym pisał w swojej encyklice
"Fides et ratio" Jan Paweł II, rozumne postrzeganie rzeczywistości nie tylko nie
kłóci się z wiarą w Boga, ale nadaje ludzkiemu losowi głębszy sens i cel, przez
co jego wiara staje się bardziej dojrzała. "Wiara i rozum to dwa skrzydła
unoszące człowieka ku kontemplacji prawdy".

Uważa się dość powszechnie, że nasze doczesne życie zawiera w sobie pewną
cykliczną prawidłowość, poczynając choćby od historii współczesnego świata
dzielonego na ery. Za terminami "przed naszą erą" (p.n.e.) czy "nasza era"
(n.e.) kryją się świeckie współczesne terminy odpowiadające dawnym łacińskim:
"AC" (Ante Christum), oznaczający czas "przed narodzeniem Chrystusa", i "AD"
(Anno Domini), czyli "po narodzeniu Chrystusa" lub w roku Pańskim takim to, a
takim.
Uważa się też, że na nasze życie mają wpływ okresy aktywności życiowej i
zawodowej człowieka. Zwykle jest to cykl 20-25-letni, obejmujący okres pomiędzy
młodością a wiekiem dojrzałym. Historia Polski lat 1918-2011 szczególnie pasuje
do tych rozważań.
II Rzeczpospolita to 21 lat niepodległego bytu. O sile tamtej Polski
zadecydowały roczniki urodzone w wolnym już kraju. Zrealizowały i wypełniły
treścią marzenie starszych pokoleń o wolności i wolność tę, rozumianą jako
uniwersalną ideę, przeniosły w dalsze lata historii. Zapłaciły za to ogromną
cenę. PRL dzielić można nietypowo na cykle często krótsze od 10-letnich,
oddające dramatyczne zmagania Narodu z narzuconym mu sowiecko-azjatyckim
systemem władzy. Są to daty-symbole: 1956, 1968-1970, 1976, 1980-1981, 1989. Na
te okresy przypadały wyże demograficzne. III RP, choć instytucjonalnie nie
nawiązała do tradycji II RP, zapewniła w miarę stabilny 20-letni cykl
funkcjonowania państwa polskiego. Próbę modernizowania Polski pod szyldem IV RP,
Polski solidarnej i sprawiedliwszej, tzw. elity III RP jednak zanegowały,
zainteresowane restauracją zdominowanego przez siebie państwa.
Rok 2010 naznaczony tragedią smoleńską wydaje się datą schyłkową, a nawet
graniczną III RP. Rok ten zapoczątkował zwrot w polskiej polityce wewnętrznej i
zagranicznej. Mimo uruchomienia wielu programów inwestycyjnych
współfinansowanych przez Unię Europejską ujawnił skalę zapaści cywilizacyjnej,
wieloletnich zaniedbań i zaniechań w infrastrukturze materialnej decydującej o
poziomie życia przeciętnego obywatela. Przykładem jest stan polskich dróg i
kolei, dekapitalizacja budynków mieszkalnych czy zagrożenie powodziami jako
skutek zaniedbań w gospodarce wodnej państwa. Do tego trzeba dodać zdecydowane
osłabienie naszego potencjału militarnego. Rok 2010 ujawnił słabość państwa
budowanego na iluzjach, zakłamywaniu rzeczywistości (tzw. PR) i braku
autentycznego, opartego na realizmie i prawdzie, dialogu ze społeczeństwem.
Parafrazując znane za komuny powiedzenie: władza udaje, że nam płaci, my
udajemy, że pracujemy, można dziś powiedzieć: władza udaje, że rządzi, a
społeczeństwo udaje, że ma własny rząd. Tak tylko można interpretować wysokie od
trzech lat notowania rządowej koalicji PO – PSL.
Rok tragedii smoleńskiej, odbierany przez większość Polaków jako najważniejsze
wydarzenie minionej dekady, zbiegł się w czasie z osłabieniem amerykańskiej
obecności w Europie, odbudowywaniem imperialnej pozycji Rosji względem swoich
dawnych zachodnich kolonii oraz powrotem najsilniejszych państw Unii
Europejskiej do polityki własnych narodowych interesów. Polska nie może się już
czuć tak bezpieczna, jak się jej to do niedawno wydawało. Taka jest właściwa
ocena rzeczywistości, gdy spojrzy się na nią racjonalnie, a nie przez pryzmat
polityczno-medialnego przekazu określanego mianem postpolityki.
Cywilizacyjnym wyzwaniom, jakie stoją przed Polską, musi teraz sprostać
pokolenie Polaków, które urodziło się tuż przed 1989 rokiem i po nim. Mimo
prawie 2-milionowej emigracji, która wyrzuciła to pokolenie z kraju w
poszukiwaniu lepszego życia, jest ono jeszcze na tyle liczne, aby swoim
naturalnym dynamizmem (po prostu młodością) wywierać wpływ na rzeczywistość. Na
rzeczywistość, a nie na jej fałszywe odbicie, czyli tzw. kreację czy – jak się
teraz mówi – "narrację". Wspomniana na początku książka George´a Friedmana, choć
to polityczna fikcja, zawiera dla nas dużą dozę optymizmu. W następnych dekadach
XXI wieku Polska powróci do swojej dawnej historycznej wielkości, ale nie będzie
to wcale takie łatwe.

Wojciech Reszczyński
 

drukuj