Dioksyny na wolności
Federalne ministerstwo rolnictwa i ochrony konsumentów przyznało, że
zagrożenie wynikające ze skażenia pasz dla zwierząt jest większe, niż
przypuszczano. Firma z miejscowości Uetersen, zanim przestała istnieć, zdążyła
rozdystrybuować co najmniej w czterech landach ponad 3 tys. ton
zanieczyszczonego tłuszczu technicznego, który dodano do pasz.
Skażony techniczny tłuszcz między 12 listopada a 23 grudnia 2010 roku trafił
do 25 zakładów produkujących pasze, które następnie zostały dostarczone do
gospodarstw dostarczających jaja, trzodę chlewną oraz do farm drobiowych. Według
pierwszych danych skażonych w ten sposób zostało około 150 tys. ton pasz. Co
prawda Federalny Instytut Oceny Ryzyka (BfR) zapewnia, że na razie nie ma
poważnego zagrożenia dla ludzi, ale jednocześnie przyznaje, że badania są ciągle
w toku, a ich wynik jest jeszcze nieznany. Na razie ujawniono, że w kilku
próbach pobranych pasz wykryto ponad 120 nanogramów dioksyn na kilogram
tłuszczu, a dozwolona norma to jedynie 5 nanaogramów na kilogram. Z powodu
zagrożenia skażeniem zamknięto ponad tysiąc gospodarstw. Ministerstwa rolnictwa
i ochrony konsumentów w Dolnej Saksonii, Nadrenii Północnej-Westfalii i
Szlezwiku-Holsztynie postanowiły opublikować numery jaj, które mogą być
zanieczyszczone. Minister rolnictwa w Szlezwiku-Holsztynie wstrzymał wczoraj (do
odwołania) ubój trzody w całym landzie. Lekarze odradzają spożywanie jaj.
Zareagowała także federalna minister rolnictwa, zapowiadając zaostrzenie sankcji
karnych wobec osób dopuszczających się przestępstw polegających na celowym
zanieczyszczaniu żywności lub działaniu, które w konsekwencji prowadzi do
takiego skażenia. Kodeks karny przewiduje za to karę do trzech lat pozbawienia
wolności i karę grzywny. Ministrowie rolnictwa wszystkich landów już teraz
zapowiedzieli, że przy okazji odbywających się od 21 stycznia w Berlinie targów
rolniczych (Zielony Tydzień) zamierzają debatować, jak uniknąć skażenia
dioksynami. Niewykluczone są też konsultacje z ministrami rolnictwa państw UE,
tematem rozmów ma być problem szybkiej wymiany informacji i usprawnienie metod
postępowania w razie zagrożeń skażeniem dioksynami. Po ujawnieniu informacji, że
firma Harles & Jentzsch produkująca komponenty paszowe oraz pasze zwierzęce w
podhamburskiej miejscowości Uetersen (Szlezwik-Holsztyn) z premedytacją dodawała
do nich szkodliwe odpady (pochodzące z produkcji ekologicznego paliwa),
wstrzymano całą produkcję. Wczoraj szef firmy Klaus Voss poinformował, że
najprawdopodobniej zakład zostanie zlikwidowany. Właściciele gospodarstw, do
których trafiła skażona pasza, a z tego powodu ponieśli i nadal ponoszą straty,
zamierzają skarżyć truciciela o odszkodowania. Zachowanie producenta pasz z
Uetersen sprowokowało społeczne protesty. Jednym z protestujących jest Peter
Heyckendorf, który zamierza codziennie minimum godzinę manifestować przed bramą
wjazdową do zakładu w Uetersen. Jak powiedział "Naszemu Dziennikowi" Heyckendorf,
właściciele takich zakładów, jak firma Harles & Jentzsch, którzy świadomie
dodają do środków spożywczych trujące i rakotwórcze substancje, powinni wziąć na
siebie współodpowiedzialność za liczne przypadki zachorowań na raka.
Waldemar Maszewski, Hamburg
