Tych pieniędzy nie można zmarnować
Z Izabelą Kloc, poseł na Sejm RP, członkiem Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej oraz Komisji Finansów, rozmawia Dorota Zbierzchowska
Do końca 2008 roku wykorzystano jedynie ułamek procenta z funduszy unijnych dostępnych na lata 2007-2013. Jakie są główne przyczyny takiego stanu rzeczy?
– Oficjalnej informacji przedstawiającej stan wykorzystania środków unijnych na koniec grudnia 2008 roku nie ma jeszcze na stronie internetowej Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, ale możemy posiłkować się danymi z listopada 2008 roku, czyli jest to dokładnie 0,28 procent. Pani minister Grażyna Gęsicka, gdy pokazywała dane na konferencji prasowej, zaokrągliła je w górę do 0,3 procent. Ten stopień zaawansowania prac jest fatalny, tym bardziej że plany finansowe na rok 2008 były jednak dość spore. W samej rezerwie celowej budżetu państwa było to ok. 17 mld, które miały być przeznaczone na inwestycje unijne. Niestety, wykonanie jest marne. Inwestycji nie ma. Zaledwie pięć dokumentacji projektowych na duże inwestycje trafiło do Brukseli. Dlaczego tak się dzieje? W moim przekonaniu, główną przyczyną jest bariera urzędnicza. Mamy raporty Najwyższej Izby Kontroli, które to potwierdzają. Niewydolność systemu, słabe przygotowanie nowej kadry, decyzje personalne na najwyższych stanowiskach odpowiedzialnych za fundusze unijne są partyjne i nie mają nic wspólnego z fachowością. Osoby bez doświadczenia w zarządzaniu projektami europejskimi podejmują decyzje w najważniejszych programach unijnych. To nie może się dobrze skończyć.
Ponadto można wymienić szereg przyczyn o charakterze instytucjonalnym, brak umiejętności w planowaniu, koordynowaniu i egzekwowaniu zadań w poszczególnych resortach odpowiedzialnych za wykorzystywanie funduszy.
Jak zatem Pani Poseł ocenia możliwości wykorzystania środków w całej perspektywie finansowej 2007-2013?
– Gdyby kontraktowanie środków unijnych w ramach perspektywy 2007–2013 miało odbywać się w tak wolnym tempie, to potrzebowalibyśmy na to 33 lat. Miejmy nadzieję, że Ministerstwo Rozwoju Regionalnego po burzy, która się ostatnio przetoczyła za sprawą pokazania opinii publicznej faktycznych danych odnośnie do wykorzystania środków unijnych, zabierze się po prostu do roboty, bo czas nagli, szczególnie że mamy do czynienia z narastającym kryzysem. Środki unijne muszą stać się teraz kołem zamachowym, pewnym lekarstwem na stan finansów i gospodarki. To powinien być priorytet tego rządu. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdybyśmy je zmarnowali. Jeśli szybko nie zostaną uruchomione środki unijne na ogromną skalę, rząd powinien się podać do dymisji.
Najważniejsze w chwili obecnej jest szybkie i sprawne przygotowanie dokumentacji na duże projekty infrastrukturalne w dziedzinie transportu, ochrony środowiska, nauki, energetyki itp. Jeżeli to się szybko nie stanie, to możemy znaleźć się w niezłych opałach. Stracimy środki unijne z obecnej perspektywy finansowej, stracimy szanse na rozwój, ale też nie dostaniemy odpowiednich środków po 2014 roku. Już w Unii Europejskiej toczy się debata o przyszłości polityki spójności w kolejnych latach. Jeżeli rząd polski nie radzi sobie z kwotą 67 mld euro, to kraje bogate – szczególnie w obliczu kryzysu – mogą nie chcieć finansowania naszych projektów w kolejnej perspektywie finansowej. Na taką sytuację dzisiaj naraża nas ekipa Donalda Tuska.
Jakie działania powinny zostać podjęte, żeby usprawnić proces dofinansowania projektów z funduszy UE?
– Przede wszystkim należy rozpocząć „dobre zarządzanie projektami unijnymi” na każdym etapie: od Ministerstwa Rozwoju Regionalnego do poszczególnego beneficjenta realizującego projekt. By dobrze zarządzać, trzeba mieć kompetentne kadry. Przykładowo: w samym województwie śląskim, jak stwierdził marszałek województwa, brakuje około 300 wykwalifikowanych pracowników w urzędzie marszałkowskim, by podołać zadaniom związanym z wdrażaniem regionalnego programu operacyjnego. Dlaczego tak się dzieje? Wykorzystanie funduszy jest tutaj na poziomie 0,03 proc. przy średniej krajowej 0,08 proc. dla regionalnych programów operacyjnych, a więc tych, za które odpowiada władza regionalna. To sytuacja zatrważająca.
Większość prac legislacyjnych umożliwiających wykorzystanie funduszy została wykonana przez posłów i senatorów. Teraz ruch należy do ministerstw. Należałoby zapytać, dlaczego tak długo trzeba czekać na wejście w życie poszczególnych rozporządzeń. To już rola rządu, który pracuje bardzo powoli.
Co takie opóźnienia i bariery oznaczają dla potencjalnych beneficjentów, którzy chcieliby skorzystać ze środków unijnych?
– Potencjalni beneficjenci nie mogą korzystać ze środków, ponieważ ciągle przesuwane są terminy ogłaszania konkursów. Nie ma rozporządzeń wykonawczych, więc instytucje wdrażające stoją w miejscu i nie ogłaszają naborów. Przykładów jest wiele. Do dziś nie został wyznaczony termin ogłoszenia konkursu na inwestycje w infrastrukturze lecznictwa zamkniętego, który pierwotnie planowano na czerwiec 2008 roku. Ważne jest teraz, aby wszystkie planowane konkursy w programach operacyjnych zostały jak najszybciej rozpoczęte i ocenione. Niestety, proces oceny projektów też się przedłuża. Czas od złożenia wniosku do ostatecznej oceny i podpisania umowy wydłuża się nieraz do ponad ośmiu miesięcy.
Brak efektów w ubieganiu się o pomoc z funduszy UE może zniechęcać. Czy w takim razie warto uczyć się przygotowania wniosków na warsztatach i studiach podyplomowych z tego zakresu?
– Jak już wcześniej powiedziałam, największym obecnie mankamentem w wykorzystaniu funduszy jest brak dobrze przygotowanej kadry. Na każdym poziomie wdrażania brakuje fachowców. Studia podyplomowe z zakresu pozyskiwania funduszy unijnych dają udokumentowaną wiedzę na ten temat. To powinno być jednym z elementarnych warunków przy naborze pracowników. Często jednak dzieje się tak, że przyjmowane są osoby z przypadku, „po partyjnej znajomości”, czego efekty niestety możemy obserwować, analizując tabele wykorzystania środków unijnych.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
