Tusku, musisz! A jak nie, to cię zmusimy
Premier Donald Tusk ogłaszał niedawno, że rezygnuje ze startu w
wyborach prezydenckich, co oczywiście było dużym zaskoczeniem, bo chyba każdy
Polak wie, że Tusk pała ogromną chęcią rewanżu za wybory z 2005 roku. I dlatego
z ogromną rezerwą trzeba było traktować deklarację premiera, że to jego
ostateczna i nieodwołalna decyzja. Bo przecież można było sobie wyobrazić
„społeczną kampanię” wręcz „zmuszającą” Tuska do startu w wyborach pod znanym z
2007 roku hasłem „Tusku, musisz!”.
Nie trzeba było długo czekać… Oto pojawiają się sondaże (ostatni choćby we
wczorajszej „Gazecie Wyborczej”) pokazujące, że dwaj inni potencjalni kandydaci
PO w wyborach: Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski, nie mają już takiej
przewagi w sondażach nad Lechem Kaczyńskim jak Tusk, a co więcej – potencjalni
wyborcy PO są gotowi przerzucić swoje głosy na innych kandydatów. Słychać także
alarmistyczne wypowiedzi socjologów i politologów, zatroskanych niskim poparciem
dla „alternatywnych” kandydatów Platformy i perspektywą wzrostu notowań Lecha
Kaczyńskiego. „GW” już alarmuje, że w I turze Komorowski miałby tyle samo głosów
co Kaczyński. I jeśli kilka kolejnych sondaży tę tendencję potwierdzi, to nie
pozostanie nic innego, jak bić na alarm i wzywać Tuska do ubiegania się o Pałac
Prezydencki. Przecież premier obiecywał, że jednym z głównych celów jego
polityki pozostaje odsunięcie od władzy Lecha Kaczyńskiego.
Dlatego PO nie
powinna się spieszyć ze wskazaniem swojego kandydata na prezydencki fotel. Nie
można przepuścić takiej okazji, aby „cały Naród pokazał swoją wolę” i słał
petycje, wręcz błagalne prośby do Donalda Tuska w sprawie startu w jesiennych
wyborach. I będzie wkrótce znakomita okazja, aby to poparcie ludu pokazać. Wszak
22 kwietnia premier obchodzi urodziny – jakaż to znakomita sposobność do
wykazania się propagandzistów Platformy, pardon, Narodowi tęskniącemu znowu za
tym, aby mieć „prezydenta z Gdańska”. Przecież do życzeń, jakie zapewne będą
spływać do premiera z całego kraju, powinny zostać dołączone „apele
prezydenckie”. Co prawda, niełatwo już jest zorganizować akcję słania listów
poparcia dla Tuska od łódzkich włókniarek (których już prawie nie ma) czy
śląskich górników i hutników (ci prędzej przyjadą do Warszawy z kilofami i
oskardami), ale można sobie poradzić w inny sposób. Na pewno nie zabraknie gazet
chętnych do drukowania wkładek w postaci gotowych kart pocztowych z życzeniami i
apelem do Tuska. Nic tylko nakleić znaczek i wysłać do kancelarii premiera:
„Tusku, musisz!”, „Tusku, ratuj!”, „Donaldzie, Naród cię potrzebuje!”,
„Premierze, kto, jeśli nie ty powstrzyma Kaczyńskich?” – wariantów apelu może
być nieskończenie wiele. A pod nimi podpisy, setki, tysiące podpisów!
I
jesteśmy przekonani, że gdy rzecznik rządu Paweł Graś i „największy lizus w
Platformie” poseł Sławomir Nowak rzucą premierowi pod nogi dziesiątki worków
pocztowych z takimi przesyłkami, wzruszony Donald Tusk ledwo powstrzyma łzy i
łamiącym się głosem ogłosi: Startuję! Szkoda jednak, że ta nasza demokracja taka
niedoskonała… Bo przecież zamiast niepewnych, tradycyjnych wyborów z kartą i
urnami, można by ogłosić wybór Tuska na prezydenta… przez aklamację. Nie można
bowiem dopuścić do sytuacji, gdy słabo wykształceni, nieuświadomieni, prości
ludzie doznają zbiorowej halucynacji, ulegną manipulacji i poprą kogoś
innego.
Krzysztof Losz
