Tusk stracił trzy lata dla gospodarki

Z posłem Mariuszem Błaszczakiem, przewodniczącym Klubu
Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Artur Kowalski

Rada Polityczna Prawa i Sprawiedliwości w przyjętej w sobotę uchwale uznała,
że trzy lata rządów koalicji PO – PSL to dla gospodarki czas stracony. Zostały
też zapowiedziane nowe propozycje w sferze polityki gospodarczej. Jakie to
propozycje?

– Stawiamy diagnozę: ostatnie trzy lata rządów PO – PSL to czas stracony dla
gospodarki. Kiedy odchodził rząd Jarosława Kaczyńskiego, gospodarka kwitła.
Mieliśmy do czynienia z wysokim wzrostem gospodarczym (ponad 6 punktów
procentowych), z niskim bezrobociem. Gospodarka była rozpędzona, konsumpcja
także, wzrastały wynagrodzenia, przybyło 1,2 miliona nowych miejsc pracy – to
dane Głównego Urzędu Statystycznego. To wszystko stwarzało warunki do tego, żeby
Polska była krajem rozwijającym się dynamicznie. Przyszedł premier Tusk i mamy
do czynienia z zastojem, wykorzystanie funduszy unijnych jest niskie, a kiedy
śp. Grażyna Gęsicka zwróciła na to uwagę, została w sposób bardzo brutalny
zaatakowana przez ówczesnego wiceprzewodniczącego klubu PO Janusza Palikota.
Oprócz propagandy rządowej, która początkowo nawet nie dostrzegała światowego
kryzysu gospodarczego, nie mieliśmy do czynienia z żadnymi zmianami, ze
wzmacnianiem tego pozytywnego efektu, jaki został wytworzony za czasów rządów
Prawa i Sprawiedliwości. Rząd jednego dnia chciał wmówić Polakom, że jesteśmy
zieloną wyspą, a następnego dnia podniósł podatki. Więc gdzie ta zielona wyspa?

Co w tej chwili można zrobić?
– Uważamy, że przede wszystkim należy znieść bariery biurokratyczne, jeżeli
chodzi o przedsiębiorczość. Mamy w tej sprawie swoje pomysły i inicjatywy. W
większym stopniu należy wykorzystywać pieniądze unijne. Ale przede wszystkim,
jeżeli już sytuacja budżetu została doprowadzona na skraj załamania – bo
niestety tak jest – należy szukać rozwiązania w głębokich kieszeniach, a nie w
płytkich, nie w kieszeniach najbiedniejszych Polaków.

Tylko gdzie są te "głębokie kieszenie"?
– Sięgnięcie do głębokich kieszeni zakłada nasz projekt złożony we wrześniu 2010
roku o podatku od banków i instytucji finansowych. Według naszych ekspertów, w
ten sposób można uzyskać 7 mld złotych. To jest podatek w wysokości 0,45 proc.
sumy bilansowej banków – 4,7 mld zł, i 5,2 proc. przypisu składki – 2,4 mld
złotych. Obliczenia zostały dokonane na podstawie danych nadzoru finansowego.
Pierwotnie postawiliśmy ten projekt jako alternatywę dla wzrostu podatku VAT, bo
podwyżka tego podatku jest sięgnięciem do płytkich kieszeni Polaków. A na to się
nie zgadzamy. Nie zgadzamy się na to, aby ludzie średnio i gorzej sytuowani
płacili za błędy rządu Donalda Tuska.

Czy te pieniądze pozyskane z podatku bankowego byłyby w jakiś sposób
rozdystrybuowane?

– Nie może być tak, że te pieniądze, wzorem państw Europy Zachodniej,
stanowiłyby jakiś fundusz pomocy dla banków. To byłoby złe rozwiązanie. Uważamy,
że te pieniądze powinny stanowić rekompensatę – w postaci dodatku drożyźnianego
– dla średnio zamożnych i gorzej sytuowanych.

Dodatek drożyźniany to jakieś nowe pojęcie. Co to takiego?
– Dodatek drożyźniany to umowne pojęcie dotyczące zmiany w dwóch ustawach:
ustawie o świadczeniach rodzinnych i ustawie o emeryturach i rentach z Funduszu
Ubezpieczeń Społecznych. Oba projekty zostały przedstawione w Sejmie. Pierwsza
zmiana dotyczy wypłaty 600 złotych rocznie na jedno dziecko dla każdej rodziny,
w której dochód w przeliczeniu na każdą osobę nie przekracza kwoty 1008 złotych.
Ta kwota to dwukrotność bazy, na podstawie której wypłacane są świadczenia
rodzinne. Tego rodzaju świadczenie wypłacane byłoby na każde dziecko w rodzinie
do 18. roku życia. Uważamy, że jest czymś niezwykle ważnym, aby w polskich
rodzinach rodziło się więcej dzieci, niż to się dzieje teraz, bo w przeciwnym
razie czeka nas zapaść demograficzna. A niestety w dzisiejszych warunkach
posiadanie wielu dzieci oznacza obniżenie stopy życiowej. Tak być nie może.
Społeczeństwu przecież się opłaci, jeśli rodzi się więcej dzieci. W tym
projekcie ustawy jest też przepis mówiący o tym, że termin wypłaty tego
świadczenia uzależniony jest od woli rodziców – w terminie 30 dni od dnia
złożenia wniosku takie świadczenie musi być wypłacone. Wypłacane jest poprzez
samorządy, które dysponują odpowiednimi instytucjami temu służącymi.
Projekt zawiera także przepis mówiący, że rada gminy – jeśli mamy do czynienia z
bogatym miastem – może podjąć uchwałę podnoszącą kwotę tego świadczenia.

Drugi projekt to pomoc dla emerytów i rencistów…
– Dotyczy on jednorazowej wypłaty dodatku dla emerytów i rencistów. Rząd
premiera Jarosława Kaczyńskiego w 2007 r. taki projekt przeprowadził. Dziś
proponujemy wypłatę w wysokości 700 złotych, kiedy emerytura lub renta nie
przekracza kwoty 800 zł, 500 zł – jeśli emerytura lub renta wynosi powyżej 800
zł, ale nie więcej niż 1300 zł i 250 złotych – jeśli emerytura lub renta wynosi
więcej niż 1300 złotych.

To nie pierwszy raz kiedy pod rządami Donalda Tuska opozycja zgłasza pomysł –
motywowany drożyzną – dodatków dla emerytów.

– W tym roku drożyzna jest faktem bardzo mocno doskwierającym nam wszystkim ze
względu na podwyżkę cen żywności. Wzrosły też ceny energii elektrycznej,
benzyny, podrożał chleb. W piekarni osiedlowej, w której kupuję pieczywo, chleb
podrożał pomiędzy grudniem 2009 r. a grudniem 2010 r. o ponad 30 procent. W
grudniu 2009 r. kosztował 2 zł i 10 groszy, w grudniu 2010 r. – 2 zł i 80
groszy. A to przecież jeszcze nie koniec, bo wciąż mamy do czynienia ze wzrostem
cen energii. Podwyżka podatku VAT to bardzo mocne, brutalne uderzenie rządu
Donalda Tuska w tych, którzy są średnio lub gorzej sytuowani. Dlatego dodatek
drożyźniany jest w naszej ocenie niezbędny.

Rząd Donalda Tuska przekonuje ostatnio, że aby ratować finanse kraju,
niezbędne są zmiany w systemie emerytalnym.

– Jeżeli chodzi o zapisy na papierze, to wszystko wygląda bardzo ładnie. Gorzej
jest w praktyce, rząd powinien się starać o to, aby poziom życia obywateli nie
spadał.
Nie ma przyzwolenia społecznego, żeby łupić ludzi średnio zamożnych i gorzej
sytuowanych. Prawo i Sprawiedliwość się temu przeciwstawia. Pokazujemy, skąd
można pozyskać pieniądze. Wbrew temu, co mówi rząd, podatek od banków i
instytucji finansowych może być neutralny dla kieszeni Polaków – dlatego że są
Komisja Nadzoru Finansowego i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, które
powinny dbać o to, by nie doszło do przerzucania tego podatku na klientów banków
i instytucji finansowych. A jeżeli nawet ta zapora nie byłaby skuteczna, to rząd
jeszcze – i mam nadzieję, że tak będzie w przyszłości – kontroluje największy
bank w Polsce – PKO BP – i jako właściciel może i powinien wpływać na to, aby
PKO BP nie przerzucał kosztów tych obciążeń na klientów.

Czy Prawo i Sprawiedliwość byłoby w stanie poprzeć pomysły rządu w sprawie
OFE?

– Nie. Uważamy, że te propozycje do niczego dobrego nie prowadzą. Mamy własną
propozycję. Złożyliśmy projekt ustawy dający obywatelom naszego kraju wybór: czy
chcą oszczędzać na emeryturę w ZUS i wtedy mają pewną emeryturę, czy też w OFE –
a wtedy poddają swoje oszczędności ryzyku giełdowemu. Bo w zależności od
koniunktury na giełdzie albo te pieniądze zostaną pomnożone, albo nie.

Rząd motywuje zmiany w OFE chęcią obniżenia obliczanego nam przez Unię
Europejską zadłużenia. Jeśli mówi się "nie" dla tych propozycji rządu Donalda
Tuska, to jakie działania należałoby podjąć, aby ten wyliczany nam dług obniżyć?
A może nie powinniśmy się tym w ogóle przejmować?

– Rząd powinien przede wszystkim działać w interesie obywateli naszego kraju, a
nie mechanicznie przystosowywać się do wskaźników, o których mówi Bruksela.
Proszę zwrócić uwagę na to, że deficyt w Niemczech czy we Francji jest dużo
wyższy od tego, jaki został przyjęty w Maastricht. Te kraje i rządzący nimi nie
działają w ten sposób, że stawiają jako priorytet regulacje unijne. Priorytetem
są dla nich interesy obywateli. I takim przykładem złego podejścia rządu Donalda
Tuska i rządu PO – PSL do reprezentowania interesów narodowych jest kwestia
przeniesienia produkcji fiata panda z Polski do Włoch. Wyraźnie stało się tak ze
względów politycznych, bo przecież produkcja fiata w Polsce była i tańsza, i
bardziej efektywna. Ale premierowi Berlusconiemu zależało na tym, aby pod
Neapolem Włosi mieli pracę. I doprowadził do tego, że prywatna firma, jaką jest
Fiat, tak zadziałała. A więc mieliśmy do czynienia z przykładem mówiącym o tym,
że to nieprawda, iż kapitał nie ma narodowości. A w interesie naszego kraju jest
to, aby zakłady przemysłowe działały w Polsce. Spotkałem się z bardzo dziwną
reakcją ze strony rządu Donalda Tuska na moje monity w sprawie żerańskiej FSO.
Tam produkcja została w zasadzie wygaszona. Firma praktycznie upadła, a rząd w
reakcji na moje pytanie w Sejmie odpowiedział, że to jest firma prywatna i nic
mu do tego. Premier Berlusconi widzi w tym interes dla swojego kraju, aby
wpływać, by firma produkowała samochody we Włoszech, a nie w Polsce, a rządowi
polskiemu nie zależy, by było 1800 miejsc pracy w Warszawie.

Ekipa Donalda Tuska bardzo widowiskowo walczyła z biurokracją. Istniała nawet
specjalna komisja, powołany został nawet pełnomocnik do spraw walki z
biurokracją. Pan mówił o pomysłach PiS na odbiurokratyzowanie gospodarki. Kiedy
je poznamy?

– Rząd premiera Tuska skompromitował się w tej sprawie. Była teza o jednym
okienku – okazało się, że jest ona fałszywa. Była komisja "Przyjazne państwo",
która miała być sztandarowym projektem PO i działać na rzecz odbiurokratyzowania
gospodarki – okazała się kompletną porażką. My mamy konkretne pomysły. Zostaną
przedstawione na naszej konferencji gospodarczej w poniedziałek.

Czy ta konferencja to jakaś ofensywa gospodarcza Prawa i Sprawiedliwości i
możemy się spodziewać kolejnych projektów ustaw dotyczących tej dziedziny?

– Przedstawiliśmy już wiele projektów. W zamrażarce marszałka Sejmu bądź szefów
komisji tkwi 66 projektów Prawa i Sprawiedliwości dotyczących również kwestii
gospodarczych. Wbrew temu, co mówią nasi przeciwnicy polityczni i środowiska nam
nieprzychylne, jesteśmy aktywni, jeśli chodzi o pomysły gospodarcze. To
nieprawda, że skupiamy się tylko na jednym temacie. Sprawa smoleńska jest dla
nas bardzo ważna i będziemy zabiegali o wyjaśnienie przyczyn katastrofy, ale to
nie znaczy, że koncentrujemy się tylko na niej.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj