Turowski nie chce zdjęć z ławy oskarżonych
Przed warszawskim sądem okręgowym rozpoczął się proces lustracyjny Tomasza
Turowskiego, byłego ambasadora tytularnego ambasady RP w Moskwie. Turowski miał
przez 10 lat pracować jako PRL-owski szpieg w Watykanie, a rok temu jako polski
dyplomata organizować wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Proces
jest tajny, bo w jego trakcie będą ujawniane informacje objęte klauzulą
tajemnicy państwowej.
Mogą być ujawnione informacje, które ze względu na interes państwa powinny
pozostać tajemnicą – w ten sposób warszawski sąd argumentował wniosek, by proces
lustracyjny Tomasza Turowskiego utajnić. Wnosił o to oskarżony o złożenie
fałszywego oświadczenia lustracyjnego dyplomata i były funkcjonariusz wywiadu
PRL. Nie zgodził się również, by go fotografować i publikować jego wizerunek w
mediach.
– Nie jestem osobą publiczną i mój wizerunek podlega ochronie, a kwestie tu
poruszane będą dotyczyły bezpieczeństwa państwa na dziś, nie z czasów PRL –
powiedział Tomasz Turowski, wnioskując o wyłączenie jawności postępowania. Od
tej chwili toczyło się ono za zamkniętymi drzwiami i było niedostępne dla
dziennikarzy.
Po kilku godzinach posiedzenia rozprawa została odroczona do lipca.
Oskarżycielem z ramienia Instytutu Pamięci Narodowej jest prokurator Aneta
Rafałko, która domaga się od sądu uznania Turowskiego za kłamcę lustracyjnego.
Wczoraj podkreślała, że dyplomata jest osobą publiczną, dlatego jego wizerunek
nie powinien podlegać ochronie. Nie ujawniała jednak żadnych szczegółów
związanych z wątpliwościami, jakie IPN powziął wobec złożonego przez niego
oświadczenia. Turowski już raz stawił się w sądzie w lutym br. Również wtedy
zakrywał twarz przed fotoreporterami. Eskortowali go umundurowani
funkcjonariusze policji.
Tomasz Turowski stracił pracę w MSZ w grudniu ubiegłego roku po tym, jak pion
lustracyjny Instytutu Pamięci Narodowej skierował wniosek o wszczęcie wobec
niego postępowania lustracyjnego, podejrzewając go o złożenie fałszywego
oświadczenia. Złożył je prawdopodobnie rok temu, gdy po trzech latach przerwy w
trybie natychmiastowym wrócił do służby dyplomatycznej, by zająć się
przygotowaniem dwóch wizyt w Rosji premiera Donalda Tuska oraz prezydenta Lecha
Kaczyńskiego z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Pełnił wówczas funkcję
ambasadora tytularnego w Moskwie. Tytuł taki otrzymują zazwyczaj osoby zasłużone
dla służby dyplomatycznej swojego kraju. Z relacji pracowników Kancelarii
Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wynika, że odgrywał on pierwszoplanową rolę także
po katastrofie, gdy na płycie smoleńskiego lotniska pojawili się Donald Tusk i
Jarosław Kaczyński.
Według prasowych doniesień, Turowski przez lata był pracownikiem wywiadu PRL. W
1975 r., po wstąpieniu do zakonu jezuitów, jako przeszkolony funkcjonariusz
wywiadu został wysłany na misję do Watykanu. Pod przykryciem jako nielegał miał
działać tam aż przez 10 lat, dokładnie w czasie pontyfikatu Jana Pawła II. Także
wtedy, gdy doszło do nieudanej próby zamachu na życie Papieża. Z Rzymu miał
wysyłać meldunki m.in. na temat działalności Kościoła katolickiego prowadzonej w
krajach okupowanych przez Związek Sowiecki. W 1986 r. Turowski, tuż przed
święceniami, nieoczekiwanie wystąpił z zakonu. W 1993 r. został pracownikiem w
resorcie spraw zagranicznych, w departamencie zajmującym się Europą Wschodnią.
Od lutego do maja 2007 roku pełnił funkcję ambasadora tytularnego w
Departamencie Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. Prawdopodobnie w
związku z obowiązkiem lustracyjnym, jakiemu zaczął podlegać po wejściu na krótki
czas znowelizowanej ustawy lustracyjnej rozszerzającej krąg osób podlegających
lustracji, zrezygnował z pracy w MSZ. Nieoczekiwanie, i to jest najbardziej
sensacyjny wątek w jego okrytej tajemnicą karierze, 14 lutego 2010 roku powrócił
do pracy w MSZ kierowanym przez Radosława Sikorskiego i podjął się m.in. misji
przygotowania wizyt premiera i prezydenta z okazji 70. rocznicy zbrodni
katyńskiej. Wizyty, po wyraźnych sugestiach Rosji – rozdzielono na dwa wyjazdy,
w odrębnych terminach.
Maciej Walaszczyk
