„Trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim”


Ksiądz biskup Antoni Dydycz



W czasie jednego ze spotkań z Panem Jezusem Miłosiernym św. Siostra Faustyna usłyszała, że istnieją „trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy – czyn, drugi – słowo, trzeci – modlitwa, w tych trzech stopniach zawiera się pełnia miłosierdzia”. Jednocześnie Zbawca wyjaśnił, że „nawet wiara najsilniejsza nic nie pomoże bez uczynków” (Dzienniczek, 742).



Miłosierdzie czeka na czyn


Wszystko zaczyna się od czynu. On jest bowiem u podstaw naszego Odkupienia. Tym czynem jest przecież krzyż, Jezusowe całkowite oddanie się woli Ojca, z myślą o naszym zbawieniu.

Jest to coś zasadniczego dla naszej refleksji nad wielkością i tajemnicą miłosierdzia. Z tego to względu Kościół odwołuje się dziś do tego fragmentu Ewangelii, który bywa czytany w uroczystość św. Franciszka z Asyżu i przy wielu innych wspomnieniach mających jakieś odniesienie do miłosierdzia, dobroczynności, czyli do tego, co Jan Paweł II określił mianem „wyobraźni miłosierdzia”.

Daje ona o sobie znać, co więcej – jest ona w stanie zaistnieć tylko wówczas, gdy potrafimy zdobyć się na prostotę, gdyż ludzka jedynie mądrość i intelektualna roztropność mogą stanowić poważną przeszkodę. Tylko ludzie o prostym sercu, będąc utrudzeni i obciążeni, potrafią zbliżyć się do Syna Bożego.

Inaczej w takiej sytuacji mogą dać się słyszeć złorzeczenia, przekleństwa i pobudzanie siebie i innych do nienawiści. Chyba nam nie trzeba tego tłumaczyć! Doświadczamy tego przy wielu okazjach, również w czasie przedwyborczym, kiedy przedmiotem agresji przeciwników nie jest tak naprawdę zło, ale dobro pojawiające się czy mające szansę na zaistnienie. Dobro wytrąca argumenty z ręki, chyba że się je wykpi. I w takich sytuacjach przeciwnicy nie mają trudności, aby znaleźć wsparcie w mediach i w wielu innych instytucjach. Taka jest ludzka mądrość, taka jest rzekoma roztropność ludzi tego świata, jak ich nazywa Syn Boży.

Święta Siostra Faustyna nie lękała się brać „jarzmo na siebie” i uczyć się w szkole Pana Jezusa, jak być cichą i pokornego serca. Z tego też względu nie bała się niczego, gdyż dla niej każdy trud i cierpienie miało posmak słodyczy jarzma i lekkość brzemienia.

Wskutek tego nie dziwi nas, że Sekretarka Miłosierdzia Bożego była w stanie prosić Boga słowami: „Dopomóż nam, Panie, aby ręce nasze były miłosierne i pełne dobrych uczynków, byśmy umieli czynić dobrze bliźniemu”, zachęcona do tego przez samego Zbawiciela, który nam przypominał: „Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec wasz” (Łk 6, 36).

Jan Paweł II na krakowskich Błoniach w czasie pożegnania z Polską w roku 2002 nawiązał wyraźnie do tych myśli. „Doświadczając tajemnicy nieprawości, człowiek przeżywa lęk przed przyszłością, przed pustką, przed cierpieniem, przed unicestwieniem. Może właśnie dlatego, przez świadectwo skromnej zakonnicy, Chrystus niejako wchodzi w nasze czasy, aby wyraźnie wskazać na to źródło ukojenia i nadziei, jakie jest w odwiecznym miłosierdziu Boga. Trzeba, aby Jego orędzie o miłosiernej miłości zabrzmiało z nową mocą. Świat potrzebuje tej miłości. Nadszedł czas, żeby Chrystusowe przesłanie dotarło do wszystkich, zwłaszcza do tych, których człowieczeństwo i godność zdaje się zatracać w misterium iniquitatis. Nadszedł czas, aby orędzie o Bożym miłosierdziu wlało w ludzkie serca nadzieję i stało się zarzewiem nowej cywilizacji – cywilizacji miłości” (Jan Paweł II, Kraków Błonie, 18.08.2002 r.).


Apostolstwo Miłosierdzia


Ta zaś cywilizacja musi być coraz bardziej znana. Ludzie nie mogą chodzić w ciemnościach i dlatego należy praktykować czyny miłosierdzia, a jednocześnie stawać się apostołkami i apostołami miłosierdzia poprzez słowo. Jest ono przecież tym drugim sposobem okazywania miłosierdzia bliźnim, na który wskazuje Chrystus. Wynika to wreszcie i z tego, co polecił Syn Boży św. Faustynie: „Żądam, abyś wszystkie wolne chwile poświęciła na pisanie o mojej dobroci i miłosierdziu; jest to twój urząd i twoje zadanie w całym twym życiu, abyś dawała duszom poznać moje wielkie miłosierdzie, jakie mam dla nich, i zachęcała je do ufności w przepaść mojego miłosierdzia” (Dzienniczek, 156).

Miłosierdzie jest źródłem ukojenia i nadziei. Jednego i drugiego potrzebuje współczesność. Minione, zwłaszcza dwa, wieki wniosły tyle podziałów, tyle wojen, tyle ideologii, że mamy wszelkie podstawy ku temu, aby się lękać o teraz i o przyszłość. Zasiano bowiem w sercach ludzkich i w umysłach wiele chwastów, które zatruwają życie jednostek i całych społeczeństw, uderzając najpierw w godność człowieka, a następnie w prawo do życia, znajdując potężne wsparcie wśród mocy ciemności, którym służą nie tylko liczne jednostkowe nawoływania, ale nawet instytucje legislacyjne, zmierzające do uprzywilejowania zła zagrażającego samej naturze człowieka w jego istnieniu.

Jest więc potrzebne ukojenie. Jest potrzebna nadzieja. Nie da się odrodzić współczesnego człowieka, nie da się zaszczepić wizji cywilizacji miłości bez naszego zaangażowania, bez naszych wystąpień, bez naszych świadectw.


Miłosierdzie i modlitwa


I wreszcie nie wolno nam zapominać, że miłosierdzie powinniśmy czynić na trzech płaszczyznach, czyli czynem, słowem i modlitwą. O dwóch pierwszych sposobach była już mowa. Czas na modlitwę. O niej mówi sam Jezus, polecając szerzenie nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia, do świętowania Niedzieli Miłosierdzia. Z nią się łączy szczególny przywilej, na mocy którego, kto „przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpustu win i kar” (Dzienniczek, 699). Syn Boży zaleca również odmawianie specjalnej litanii, nowenny oraz Apelu Golgoty, czyli Godziny Miłosierdzia, łącząc ją jednocześnie o godzinie 15.00 każdego dnia z pamiątką śmierci na krzyżu. Na temat zaś odmawiania Koronki do Miłosierdzia Bożego na różańcu powiedział Pan Jezus do swojej Sekretarki: „O, jak wielkich łask udzielę duszom, które odmawiać będą tę koronkę”. A kierując się wprost do św. Faustyny, później jeszcze dopowie: „Przez nią [przez Koronkę] uprosisz wszystko, jeżeli to, o co prosisz, będzie zgodne z wolą Moją” (1731).

Miłosierny Chrystus przypomina także nadprzyrodzony wymiar sakramentu pokuty, czyli spowiedzi, mówiąc: „Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem Miłosierdzia” (1602).


Miłosierdzie otwarte dla wszystkich


Miłosierdzie Boże jest też otwarte na cały świat, na każdą i każdego z nas. Wszyscy potrzebujemy ożywczej wody miłosierdzia, ukojenia i nadziei. Tak to rozumiała dzisiejsza patronka, modląc się za pośrednictwem Matki Najświętszej za wszystkie narody świata. Polecała niejednokrotnie sprawę nawrócenia Rosji. Jest jakaś przedziwna zbieżność pomiędzy orędziem fatimskim a przesłaniem Miłosierdzia. W jednym i w drugim wypadku jest obecna Rosja. Pod datą 16 grudnia 1936 roku czytamy w „Dzienniczku”: „Dzień dzisiejszy ofiarowałam za Rosję; wszystkie cierpienia swoje i modlitwy ofiarowałam za ten biedny kraj (…). O, jak cierpię nad narodem, który wygnał z granic swoich Boga” (818).

Ale czy to oznacza, że zło wypowiedziało już swoje ostatnie słowo? Czy to oznacza, że możemy nie martwić się o inne kraje, zasypiać spokojnie? Raczej nie! Jest to apel o czujność, o nasze odważne i ofiarne, trwałe włączenie się w dzieło miłosierdzia poprzez czyn, słowo i modlitwę. A jak to jest potrzebne, widać gołym okiem na przykładzie naszej Ojczyzny. Zło się mocno usadowiło i broni się na wszelkie sposoby, strojąc się w pióra niemal anielskie.

W „Dzienniczku” czytamy także: „W pewnej chwili, kiedy się odprawiła adoracja za naszą Ojczyznę, ból mi ścisnął duszę i zaczęłam się modlić w następujący sposób: Jezu najmiłosierniejszy, proszę Cię przez przyczynę świętych Twoich, a szczególnie przez przyczynę Matki Twojej najmilszej, która Cię wychowała z Dziecięctwa, błagam Cię, błogosław Ojczyźnie mojej. Jezu, nie patrz na grzechy nasze, ale spójrz na łzy dzieci małych, na głód i zimno, jakie cierpią. Jezu, dla tych niewiniątek, udziel mi łaski, o którą Cię proszę dla Ojczyzny mojej. W tej chwili ujrzałam Pana Jezusa, który miał oczy zaszłe łzami i rzekł do mnie: – widzisz, córko Moja, jak bardzo Mi ich żal, wiedz o tym, że one utrzymują świat” (286).

Dzieci utrzymują świat. To jest oczywiste, ale dlaczego boją się dzieci ci, którzy się uważają za mądrych i roztropnych? Dlaczego nie chcą dać im równych szans? Chyba nienawidzą człowieka! A tymczasem Adam Asnyk pisał już przed laty:

„Bliższym jest bowiem dla polskiego serca

Ten, który skupia, niż ten, co rozprzęga,

Droższym, kto wskrzesza, niż ten, co uśmierca”.

Miłosierdzie Boże nie zna granic. Są one bowiem dziełem człowieka, niekiedy ustawiane misternie z odwoływaniem się do wolności, dziwnej wolności, która pozwala zabijać i niszczyć, osłabiać i zezwierzęcać. Pomieszały się w naszych czasach języki. A współczesna wieża Babel podstępnie wbija ludzi w pychę, zadufanie, chichocąc diabelsko, że coś z tego wychodzi, że chaos i zamieszanie osłabiają jednostki i całe społeczeństwa. Każda natomiast próba odnowy, odrodzenia jest przedstawiana jako zamach na rzekomą wolność, choć w rzeczywistości chodzi tutaj o pozostawienie wszystkiego tak, jak jest.

Blisko dwadzieścia lat temu, kiedy na terenie ówczesnego Związku Radzieckiego zaczęto mówić o pierestrojce, w polskojęzycznym czasopiśmie wychodzącym w Wilnie ukazał się artykuł pod tytułem „Odrodzenie miłosierdzia” („Czerwony Sztandar”, Wilno, 21.11.1988). W artykule tym wskazano na wiele zachowań i postaw dalekich od wrażliwości miłosiernej. Następnie odwołuje się do polskich doświadczeń, pisząc, że „Nie zarobki więc decydują o stosunku do chorych, do ich cierpień i bólu, lecz miłosierdzie, którego nigdy nie powinno zabraknąć. Jak nie brakuje go np. misjonarzom, o których czytałam w polskiej prasie, wyruszającym do głodnej, bezwodnej i spalonej słońcem Afryki nieść pomoc ofiarom strasznych tropikalnych chorób”. I dalej pisze: „Różnorodne na ten temat listy przychodzą do redakcji. Wspólna jest ich myśl przewodnia: obowiązkiem współczesnego społeczeństwa jest stworzenie takiej atmosfery, w której wybuchnie 'epidemia dobroci, serdecznego współczucia jednego współobywatela do innego'”.

Nie przychodzi jednak łatwo uświado mienie tego, gdyż zło potrafi być chytre. I dzisiaj ludzie, którzy w roku 1988 czytali powyższy artykuł, mogą sobie zadawać pytanie: co się stało, że wraca stare? Że zło ponownie zajmuje wcześniej posiadane pozycje? Takie pytania powinniśmy postawić i my w naszej Ojczyźnie, w Polsce, a nawet poza jej granicami! Takie pytanie powinniśmy postawić również tutaj, w Łodzi, w mieście św. Siostry Faustyny, zwłaszcza że mało jest takich miast, które doświadczyłyby w stosunkowo krótkiej swojej historii – jakże wielu dramatów bezpośrednio uderzających w człowieka, jego życie od samego poczęcia aż do późnej starości, w jego godność i możliwości rozwoju.

Martwiła się, i zupełnie słusznie, Sekretarka Miłosierdzia Bożego, gdy patrzyła na to, co się działo dawniej, ale jeszcze mocniej przeżywałaby to, że kolejny raz zło usiłuje odzyskać swoją pozycję, kryjąc się pod różnymi frazesami, czyniąc z naszej Ojczyzny „pawia i papugę narodów”, jak to przewidywał Juliusz Słowacki.


Miłosierdzie potrzebuje „więcej”


Święta Faustyna jakby w odpowiedzi na to wyznaje: „Pomnożyłam swoje wysiłki modlitw i ofiar za drogą Ojczyznę, ale widzę, że jestem kroplą wobec fali zła. Jakże kropla może powstrzymać falę?”. Tak, sam człowiek nie poradzi, zwłaszcza w pojedynkę. Dlatego powyższe pytania świętej są równocześnie wezwaniem, które kieruje do nas, abyśmy nie zapominali, i to wszyscy, jak tu jesteśmy, o czynach, słowach i modlitwach, ponieważ w tych trzech naszych możliwościach zawiera się pełnia miłosierdzia.

Chrystus zaś Miłosierny nie pozostawi nas osamotnionymi. Ileż razy dawał nam tego dowody. Skąd się więc bierze nasza małość? Czas ją odrzucić. Czas powstrzymać falę zła. Czas połączyć nasze siły z łaską Bożą. I nie oglądajmy się na innych. Nie czekajmy na przykłady naszych sąsiadów.

Postawa św. Siostry Faustyny powinna nam wystarczyć, zwłaszcza że za nią stoją słowa Pana Jezusa: „Polskę szczególnie umiłowałem… Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne moje przyjście” (1732). Z radością przyjmijmy to wyznanie Syna Bożego. Z wdzięcznością podejmijmy na nowo naszą współpracę z Nim na polu miłosierdzia: czynem, słowem i modlitwą. Przed nami bowiem jest wielkie zadanie: albo umożliwimy złu powrót na stracone pozycje, albo wzmocnimy ducha zwycięstwa dobra. Niech nam nie zabraknie nadziei!

W Pieśni nad pieśniami słyszeliśmy, że „jak śmierć potężna jest miłość… Wody nie zdołają zagasić miłości, nie zatopią jej rzeki”. Czyż może być lepsza propozycja dla Łodzi, dla nas! Z odwagą ją przyjmijmy, ale na zawsze, już na zawsze! Amen.

Łódź, uroczystość św. Faustyny, 5.10.2007 r.

drukuj