Trzy dni mgły
Z Wasilijem Pietuchowem, naczelnikiem Obwodowego Centrum Hydrometeorologii
w Smoleńsku, rozmawia Piotr Falkowski
Jak zorganizowana jest praca cywilnych służb meteorologicznych w Smoleńsku?
– W całym obwodzie jest ponad 20 stacji. Każda pracuje w ten sposób, że
wszystkie obserwacje są przekazywane operatywnie telegramem co trzy godziny.
Poza tym są książki, w których się je odnotowuje. One są u nas zarchiwizowane.
Mamy na przykład książkę z kwietnia ubiegłego roku i zaraz panu pokażę, jak
wyglądają zapisy z 10. dnia tego miesiąca. Nie ma tu żadnej tajemnicy. A tutaj
jest nas dziesiątka w centrum, zbieramy informacje z terenu obwodu smoleńskiego
i tworzymy prognozy. Robimy też sondaże wysokościowe, analizy zanieczyszczeń
atmosfery i sytuacji hydrologicznej. Jest w Rosji taka organizacja Rosgidromet,
nasza narodowa służba hydrometeorologii, która zajmuje się wieloma rzeczami, w
tym obserwacjami i prognozami pogody. Dzięki niej następuje wymiana informacji
pogodowej w całym kraju.
A z zagranicą?
– Oczywiście też. Wszystkie odczyty i prognozy dotyczące Rosji są dostępne
poprzez systemy międzynarodowej wymiany informacji meteorologicznej. I nasze
stacje w całym obwodzie są w tych systemach widoczne. Istnieją takie światowe
centra przetwarzania danych meteorologicznych i prognozowania pogody. Jedno z
nich jest w Moskwie. Tam następuje obróbka danych i przygotowanie map pogody,
które są następnie udostępniane wszystkim innym centrom i stacjom. Rosgidromet
współpracuje ze służbami całego świata, w tym i z Polską, i z Białorusią, i z
państwami bałtyckimi. Proszę zobaczyć, na tym ekranie jest pokazana aktualna
mapa sytuacji pogodowej w naszej części Europy. Tu jest Smoleńsk, tu Moskwa, a
tu Warszawa… W ogóle map mamy tu bardzo dużo. Metody gromadzenia i
przetwarzania informacji są coraz lepsze, zwłaszcza dzięki współpracy
międzynarodowej na poziomie całego świata. I w efekcie trafność prognoz jest
coraz lepsza. Dla najbardziej typowej prognozy trzydniowej wynosi około 97
procent.
Ale lotnisko Siewiernyj ma własną stację meteo, wojskową, która już w tej
międzynarodowej wymianie nie uczestniczy.
– Przede wszystkim – myślę, że to nie jest tajemnica – u wojskowych jest tylko
obserwacja, ograniczająca się do rejonu lotniska i jest ona zadaniem stacji
meteorologicznej, która tam jest. Oni potem te informacje przekazują swoją
łącznością. Nie wiem, czy przez całą dobę, czy tylko według zapotrzebowania.
Wojskowi dysponują wszystkimi danymi cywilnych stacji, ale nie na odwrót. Nasza
służba pracuje na wszystkich lotniskach cywilnych, jak na przykład na Wnukowie,
Domodiedowowie. O tym, jak się to odbywa w odniesieniu do lotnisk wojskowych,
nie mogę nic powiedzieć, bo to zupełnie oddzielna służba. Ostatnio była u nich
duża reorganizacja, więc zupełnie się nie orientuję. Naszym głównym celem jest
praca dla społeczeństwa, u wojskowych wszystko przebiega według trochę innych
zasad.
Skąd wynika to zjawisko wyjątkowo gęstej, nagłej mgły w północnej części
Smoleńska?
– Jeśli chodzi o statystykę, to według danych wieloletnich w kwietniu mgła jest
średnio trzy dni. Najdłużej utrzymywała się siedem dni. W tym miejscu dużą rolę
odgrywa ukształtowanie terenu. Dolina położona przy lotnisku zatrzymuje mgłę. O
tym wie każdy kierowca. Kiedy się jedzie po sfałdowanym terenie nad ranem, to na
dole jest mgła, a u góry jej nie ma. A tam właśnie jest obniżenie.
Ale podobno ta mgła smoleńska jest wyjątkowo silnym miejscowym zjawiskiem.
– Trudno mówić o jakiejś osobliwości tej mgły. Na pewno ma ona znaczenie dla
samolotów. Ale coś panu opowiem, zupełnie szczerze. Ja sam byłem kiedyś
nawigatorem na An-12. To bardzo duże transportowe samoloty. I na lotnisku
Sieszcza w obwodzie briańskim nas posadzono dokładnie w taką właśnie mgłę. Kiedy
dolatywaliśmy, nie było widać z góry mgły, ale kierownik lotów zdecydował, żeby
lecieć na lotnisko zapasowe. Po wykonaniu kręgu poprosiliśmy jeszcze raz o
możliwość wylądowania. Kierownik odpowiedział: "Jeśli będzie zła widoczność,
odejdźcie na zapasowe". Jeszcze na wysokości 50 metrów nie było widać żadnej
mgły. A kiedy samolot już bezpiecznie znalazł się na ziemi, to okazało się, że
jest widoczność zerowa, podczas gdy z góry widoczność była doskonała! Więc to,
co nazywamy widocznością meteorologiczną i co ma takie znaczenie dla
bezpieczeństwa lotów, to jest kwestia bardzo złożona i może być bardzo różnie.
Wracając do naszej pracy i mgły, która wystąpiła 10 kwietnia ubiegłego roku, to
w naszych prognozach jest zapisane, że takie zjawisko może wystąpić.
A co Pan osobiście myśli o przyczynach tej katastrofy?
– Ja nie mam praktycznie żadnych informacji. Jako nawigatora zastanawia mnie
kwestia przestawienia wysokościomierza na ciśnienie standardowe 760 mmHg. To
bardzo dziwne. Ale więcej na ten temat nie mogę powiedzieć, bo musiałbym znać
więcej faktów.
Czy jakieś organy badające katastrofę zwracały się do Pana?
– Tak, była tu dłużej jedna pani meteorolog z MAK, na jednym oficjalnym
spotkaniu poznałem nawet gen. Tatianę Anodinę. Poza tym przesłuchiwali mnie
śledczy z prokuratury. W zasadzie chodziło w tym o to samo, o co pan pytał,
czyli o dostęp do informacji. Tylko problem był nie w ich braku, ale w tym, że
na czas nie przekazano ich do samolotu, gdy on już był w drodze.
Dziękuję za rozmowę.
