Trzeba stać po stronie życia
Z ks. Józefem Jachimczakiem CM, krajowym duszpasterzem Służby Zdrowia, rozmawia Małgorzata Pabis
Dlaczego tak ważna jest posługa osobom chorym i cierpiącym?
– Cierpienie ludzkie jest związane z miłością, którą okazał Chrystus na krzyżu. Ten fakt właśnie zmusza każdego chorego do podjęcia refleksji nad jego istotą i sensem. W cierpieniu człowiek dojrzewa, jeśli zjednoczy się z cierpieniem Chrystusa. Niekiedy zaskakuje i przychodzi ono w czasie najmniej oczekiwanym. Wówczas potrzebna jest pomoc – najbliższych, ale także kapłanów.
Problem cierpienia intrygował ludzkość od zarania dziejów. Podejmowali go filozofowie, teologowie, uczeni, ludzie prości, a przede wszystkim chorzy. Cierpienie należy do istotnego wymiaru życia człowieka. Jest zjawiskiem powszechnym i nie da się go uniknąć. Dzięki nauczaniu Jezusa Chrystusa służenie cierpiącym, chorym i umierającym w chrześcijańskim świecie nie jest jakimś mało znaczącym zajęciem, a cierpiący człowiek nie jest już tym, od którego ludzie odwracają się z pogardą. W Karcie Pracowników Służby Zdrowia Jan Paweł II nazwał personel medyczny „sługami życia”. Jest to wielki zaszczyt służyć człowiekowi choremu.
Tę pomoc najpiękniej odzwierciedla przypowieść o miłosiernym Samarytaninie…
– Dokładnie. Samarytanin pełni posługę lekarza z pogotowia ratunkowego, który równocześnie jest pielęgniarzem. Zareagował, wzruszył się, dostrzegł człowieka, zatrzymał się, spełnił doraźną pomoc, dezynfekcja ran przy pomocy wina, zalanie ich oliwą, bandaż z podręcznej apteczki, transport, pielęgnowanie, pieniądze za dalsze pielęgnowanie z zobowiązaniem, że jeśli trzeba więcej, to w drodze powrotnej wyrówna rachunki. Ta pielęgniarska posługa została przez Jezusa podana jako wzór miłości bliźniego. Taką samarytańską pomoc chorym i dotkniętym cierpieniem w szpitalach, domach opieki i hospicjach niosą lekarze, pielęgniarki i kapelani szpitalni. Z dużym uznaniem obserwuję działalność hospicjów i zaangażowanie ludzi, dla których praca w hospicjum stała się wartością szczególną. Dzięki wspólnej trosce lekarzy, pielęgniarek, kapelanów oraz rodziny umierającego można mówić o prawie do godnej śmierci.
Kiedy człowieka dotyka cierpienie, często buntuje się, kłóci się z Panem Bogiem. Jak w takiej sytuacji pomóc człowiekowi? Jak przeżyć cierpienie tak, by go nie zmarnować?
– Oczywiście, że cierpienia nikt nie oczekuje. Skoro jednak ono się pojawi, należy je przyjąć i złączyć z cierpieniem i męką Chrystusa na krzyżu. Wtedy – jak pisał Jan Paweł II w liście „Salvifici dolores” – cierpienie staje się zbawcze i pomaga chorym w dowartościowaniu cierpienia na płaszczyźnie ludzkiej, a przede wszystkim na płaszczyźnie nadprzyrodzonej.
A jednak ciągle pojawiają się głosy, by zalegalizować eutanazję, by skrócić cierpienie chorego…
– Prawo chorego do godnej śmierci nakłada na państwo liczne obowiązki, którym ma sprostać system opieki zdrowotnej. W myśl opinii zwolenników eutanazji, godna śmierć, śmierć bez bólu, czyli „dobra śmierć”, stanowi wartość, którą należy osiągnąć nawet kosztem skrócenia życia. Nie można pozostać obojętnym wobec takiego pojęcia godności i dobra, ponieważ jest to degradacja wartości życia. W myśl encykliki „Evangelium vitae” czynem, który ze swej natury powoduje śmierć w celu usunięcia wszelkiego cierpienia, stanowi poważne naruszenie Prawa Bożego. Kłóci się to również z rolą, jaką od zarania istnienia medycyny mają spełniać lekarze. Na granicy życia i śmierci lekarz musi stać po stronie życia i musi mieć prawo odmowy także wtedy, gdy działanie na rzecz śmierci jest dopuszczone przez ustawę. Stanowisko lekarza nie może być dwuznaczne.
Dziękuję za rozmowę.
