Trybunał ochronił konfidentów
Trybunał Konstytucyjny uznał, że ustawa lustracyjna jest częściowo niezgodna z Konstytucją. Za niekonstytucyjną TK uznał między innymi lustrację wszystkich dziennikarzy, doradców podatkowych, dyrektorów i rektorów szkół niepublicznych. Trybunał Konstytucyjny zablokował również publikację przez IPN w internecie list zawierających nazwiska agentów i konfidentów SB. Tym samym swoją decyzją zagwarantował anonimowość tym pracownikom i współpracownikom komunistycznej bezpieki, którzy walnie przyczynili się do zwalczania antytotalitarnej opozycji. Wyrok Trybunału nie zapadł jednomyślnie, aż dziewięciu sędziów z jedenastoosobowego składu złożyło zdania odrębne do poszczególnych decyzji kwestionujących zapisy ustawy lustracyjnej.
Trybunał wydał wyrok w zmniejszonym składzie. Wczoraj dwóch sędziów, Marian Grzybowski i Adam Jamróz, zostało wyłączonych ze składu Trybunału Konstytucyjnego po informacji posła PiS o ich rejestracji przez tajne służby PRL.
Trybunał Konstytucyjny uznał, że objęcie lustracją ogółu dziennikarzy jest niezgodne z Konstytucją. Za niezgodną z Konstytucją uznał także lustrację rektorów, prorektorów i dyrektorów szkół niepublicznych oraz szefów spółek będących wydawcami. Co więcej, sędziowie TK uznali również za sprzeczne z Konstytucją podstawowe zapisy nowej ustawy lustracyjnej gwarantujące ujawnienie nazwisk funkcjonariuszy i konfidentów komunistycznej bezpieki. Zdaniem TK, katalogi nazwisk, jakie ma publikować IPN, są sprzeczne z Konstytucją. Decyzja Trybunału Konstytucyjnego praktycznie rozbija i uniemożliwia lustrację. To zwycięstwo skarżących ustawę działaczy SLD, które zapewni anonimowość i bezkarność oprawcom z SB.
– Zwyciężyła opcja tego, aby nie przeprowadzić procedury oczyszczenia życia publicznego w Polsce z tego wszystkiego, co jest pozostałością po dawnej służbie bezpieczeństwa – uważa poseł Zbigniew Girzyński, sekretarz PiS.
Co więcej, Trybunał, który swój werdykt wydał wczoraj wieczorem, rozpoczął już procedurę przekazywania sentencji wyroku do redakcji Dziennika Ustaw. Wszystko po to, by publikacja pojawiła się przed 15 maja, co pozwoli zablokować składanie oświadczeń lustracyjnych. Tymczasem podjęcie decyzji o publikacji leży w gestii premiera rządu, nie sędziów Trybunału.
– Lustracja musi dotyczyć świadomej współpracy, przy zachowaniu m.in. przesłanek określonych wcześniej przez Trybunał Konstytucyjny – mówił prezes TK Jerzy Stępień. W 1998 r. Trybunał Konstytucyjny określił pięć przesłanek, które muszą zachodzić łącznie, by sąd mógł uznać, że doszło do współpracy z organami bezpieczeństwa PRL: współpraca musiała być tajna, świadoma, wiązać się z operacyjnym zdobywaniem informacji przez służby, polegać na kontaktach z tymi służbami i materializować się w konkretnych działaniach.
– Ta sprawa nie jest zamknięta – tak prezydent Lech Kaczyński skomentował wczorajszy werdykt TK. Wcześniej zapowiedział, że w przypadku zakwestionowania przez Trybunał legalności ustawy lustracyjnej, doprowadzi do pełnego otwarcia archiwów IPN.
Nie czekając na decyzję Trybunału Konstytucyjnego w sprawie legalności ustawy lustracyjnej, środowiska od lat przeciwne lustracji i ujawnieniu nazwisk współpracowników komunistycznych służb specjalnych, rozpoczęły atak na zwolenników lustracji. Na pierwszy ogień poszedł poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS), jeden z autorów ustawy lustracyjnej. Choć zarzuty kierowane pod adresem młodego parlamentarzysty opierają się na fikcji – grozi mu postępowanie przed krakowską radą adwokacką. Takie działania nie zaskakują, prawnicy mieli być – co przewidywała ustawa współautorstwa Mularczyka – jedną z grup zawodowych objętych obowiązkiem składania oświadczeń lustracyjnych.
Według konstytucjonalistów, gdyby Trybunał Konstytucyjny uchylił przepisy ustawy lustracyjnej w całości lub we fragmentach, powstanie luka prawna.
Tymczasem przeciwnicy lustracji, w tym prezes Trybunału Konstytucyjnego, przystąpili do ataku na posła Arkadiusza Mularczyka, który przed Trybunałem Konstytucyjnym reprezentował Sejm, broniąc legalności ustawy lustracyjnej. I jak to w przypadku takich kampanii nienawiści, w których antylustratorzy od lat przodują – prawdy jest niewiele, pomówień i kłamstw za to nie brakuje. Krakowska rada adwokacka będzie wyjaśniać czwartkowe postępowanie Mularczyka przed Trybunałem Konstytucyjnym. Poseł oświadczył, że dwóch sędziów TK było zarejestrowanych jako źródła informacji wywiadu, ale nie podał, iż jeden odmówił współpracy, a drugiego zarejestrowano w czerwcu 1989 roku. Zdaniem prof. Andrzeja Zolla, byłego prezesa TK i byłego rzecznika praw obywatelskich, Mularczyk, występując przed Trybunałem Konstytucyjnym, dopuścił się przekroczenia uprawnień i pomówienia, czyli popełnił przestępstwa zagrożone karą do 3 lat więzienia. Tyle że przeciwnicy lustracji w swoich atakach zręcznie przemilczają fakt, iż parlamentarzysta nie wnioskował o wyłączenie sędziów z uczestnictwa w rozprawie, a jedynie informował o istnieniu w IPN dokumentów dotyczących sędziego Mariana Grzybowskiego i Adama Jamroza. Mularczyk wnosił o przerwę w rozprawie, jednak nie zgodził się na to przewodniczący TK Jerzy Stępień. Tymczasem to Trybunał Konstytucyjny powinien w takiej sytuacji wystąpić przed podjęciem decyzji o usunięciu sędziów ze składu Trybunału o kwerendę w archiwach IPN.
– Za pochopną decyzję Trybunału próbuje się teraz na mnie zrzucać odpowiedzialność. Wypowiedź profesora Zolla świadczy o tym, że nie zna on całej sprawy – komentuje Mularczyk.
Młodego parlamentarzystę w obronę wziął marszałek Sejmu Ludwik Dorn, który stwierdził, że poseł złożył tylko wniosek o odroczenie rozprawy i zbadanie sprawy sędziów. Marszałek Sejmu podkreślił, iż prezes TK pytał Mularczyka o szczegóły tego, co znajduje się w aktach IPN, już po ogłoszeniu decyzji o wyłączeniu Grzybowskiego i Jamroza.
– W procesie przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie nowej ustawy lustracyjnej mieliśmy do czynienia z szeregiem bezprecedensowych decyzji: od uchylania wniosków o odroczenie rozprawy, po wyłączenie dwóch sędziów TK bez wniosku strony i zbadania jakichkolwiek dokumentów – mówił Dorn.
