Trudne ciąże, ryzykowne wybory i absolutna wartość niewinnego życia

Są schorzenia, na które zajście w ciążę może wpływać ujemnie. Należy do
nich np. tętnicze nadciśnienie płucne, które zaostrza się w okresie ciąży:
dodatkowa objętość krwi obciąża osłabione serce matki, a w skrajnych przypadkach
może doprowadzić do jego niewydolności i spowodować śmierć tak matki, jak i
dziecka.
Choć kobietom w obliczu tego zagrażającego życiu problemu radzi się czasem
dokonanie bezpośredniej aborcji, rozwiązania tego nie można uważać za moralne. W
takich okolicznościach należałoby raczej szukać pomocy w zabiegach medycznych
zapewniających opiekę matce i dziecku, gdyż często przynoszą one rezultaty dla
obojga satysfakcjonujące.

Ostatnie osiągnięcia w położnictwie i medycynie prenatalnej wraz z tzw.
prowadzeniem porodowym (ang. expectant management), polegającym na ścisłym
monitorowaniu przebiegu ciąży z indywidualnie dostosowanymi interwencjami,
umożliwiły udane prowadzenie nawet większej liczby ciąż wysokiego ryzyka,
przynajmniej do momentu osiągnięcia przez dziecko zdolności do samodzielnego
przetrwania. Poród można wywołać lub ustalić datę cięcia cesarskiego. Tym
sposobem zwykle ratuje się i matkę, i dziecko. 
Badanie z kwietnia br. wykazało imponujący współczynnik przeżycia ciężarnych z
nadciśnieniem płucnym. Osiągnięto to dzięki połączeniu współpracy specjalistów z
różnych dziedzin z porodem prowadzonym i planowanym. Wyniki opublikowane w
"British Journal of Obstetrics and Gynecology" ("BJOG" 
– brytyjskie czasopismo na temat położnictwa i ginekologii) pokazały, że
wszystkie dziewięć pacjentek w tej niewielkiej grupie stanowiącej przedmiot
badań przeżyło wraz ze swoimi pociechami.
Zdarzają się jednak przypadki, w których wszelkie starania ze strony lekarzy o
ocalenie matki i dziecka zawodzą i znajdujemy się w bolesnej sytuacji, kiedy
natura bierze górę. Wtedy pada pytanie: czy w celu ocalenia matki nie można by
dozwolić wykonania bezpośredniej aborcji (np. w postaci częstej procedury
polegającej na wyssaniu i wyłyżeczkowaniu, kiedy to dziecko zostaje
poćwiartowane na kawałki, które zostają usunięte z macicy)? 
Poniższa analogia pomoże nam zrozumieć niedopuszczalność stosowania
bezpośredniej aborcji w tego typu sytuacjach.
Wyobraźmy sobie kilku strażaków wchodzących do budynku, aby uratować dziecko
uwięzione na trzecim piętrze. Zauważają oni, że budynek uległ częściowemu
zawaleniu w rejonie jedynej klatki schodowej, a ciężkie, nie do ruszenia podpory
ze zbrojonego betonu blokują wejście na wyższe kondygnacje. Została jedynie
wąska przestrzeń pomiędzy podporami, przez którą strażacy mogliby się
przecisnąć. Jednak przesmyk ten został zablokowany przez ciało mężczyzny, który
utracił przytomność z powodu nadmiernej ilości dymu. Klina utworzonego przez
jego nieprzytomne, choć nadal żywe ciało, nie da się, niestety, przepchnąć ani
odsunąć.
Płomienie stają się coraz bardziej niebezpieczne i wygląda na to, że jedynym
sposobem na szybkie dotarcie strażaków do dziecka byłoby rozpiłowanie mężczyzny
na kawałki – co spowoduje jego śmierć – a następnie usuwanie poszczególnych
fragmentów ciała do momentu utworzenia przejścia umożliwiającego przedostanie
się przez nie strażaków. Ich obowiązkiem, rzecz jasna, byłoby wypróbowanie
wszelkich innych rozwiązań w celu ratowania zarówno nieprzytomnego mężczyzny,
jak i dziecka (przesunięcie ciała w którąś stronę, próby ocucenia itp.), ale
nigdy nie zdecydowaliby się na odebranie mężczyźnie życia przez poćwiartowanie,
nawet gdyby przyświecał temu szlachetny cel uzyskania dostępu do wyższego piętra
i ocalenia uwięzionego dziecka.
Przytoczona ilustracja przywołuje na myśl stare porzekadło, cytowane czasem
przez moralistów: "Lepsze dwa zgony niż jedno morderstwo". Znajdą się i tacy,
których zdaniem użycie tu słowa "morderstwo" nie pasuje, zwykle bowiem terminem
tym określa się bezduszny, niepohamowany i zamierzony akt zabójstwa, a nie
pilną, trudną decyzję podejmowaną pod wpływem emocji, w obliczu niewielu bądź
żadnych innych rozwiązań. Nawet najsilniejsze emocje i największe trudności
towarzyszące tego typu przypadkom należy przepuścić przez obiektyw podobnego
stwierdzenia, iż "Lepsze dwa zgony niż bezpośrednie odebranie życia niewinnej
istocie".
Bezpośrednie zabicie niewinnej istoty ludzkiej, nawet w nadziei ocalenia życia
jej samej lub jej matki, jest przykładem zaangażowania się w inherentne czy też
absolutne zło, nawet jeśli miałoby wyniknąć z tego coś dobrego. Stałe wyrzekanie
się bezpośredniego zabijania niewinnych istot i uznanie, że stanowi to normę, od
której nie ma wyjątku, tworzy ramowe podstawy do ochrony godności ludzkiej w jej
zalążku. Przyjęcie tej najbardziej podstawowej normy odwodzi nas od
niesprawiedliwości, jaką jest odgrywanie roli Boga w odniesieniu do życia
innych. Tego typu przypadki chęci "ocalania życia matki" umożliwiają nam uznanie
własnych ograniczeń oraz tajemnicy roztaczającej się nad nami Opatrzności Bożej,
gdy uświadomimy sobie, że nie jesteśmy w stanie "poprowadzić" lub "naprawić"
każdego trudnego wyzwania medycznego, które napotkamy.

Ks. dr Tadeusz Pacholczyk

Ks. dr Tadeusz Pacholczyk otrzymał doktorat w dziedzinie neurologii na Yale
University i kontynuował pracę naukową na Harvardzie. Jest kapłanem diecezji w
Fall River (Massachusetts) oraz dyrektorem do spraw nauczania i oświaty w
Narodowym Katolickim Ośrodku Bioetycznym (National Catholic Bioethics Center) w
Filadelfii. Zob. www.ncbcenter.org.

drukuj