Tragedia smoleńska to nie przypadek

Z ks. prof. dr. hab. Tadeuszem Guzem, kierownikiem Katedry Filozofii
Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Adam
Kruczek

Po okresie żałoby narodowej po katastrofie pod Smoleńskiem, w wyniku
której utraciliśmy znaczącą część elity, głównie polskiej prawicy, najwyższych
dowódców sił zbrojnych, duchownych i działaczy społecznych nurtu
niepodległościowego, nadszedł czas na próbę racjonalizacji tego
bezprecedensowego w naszych dziejach wydarzenia. W ramach tej niejako narodowej
refleksji Ksiądz Profesor sformułował tezę, że do tragedii smoleńskiej by nie
doszło, gdyby nie bardzo silne w Polsce wpływy ideologiczne liberalizmu i
neosocjalizmu.
– Tak, uważam, że fakty historyczne mają swoje
uwarunkowania ideowe i tak samo jest w tym przypadku. Jeśli chodzi o usytuowanie
ideowe Polski dzisiaj, to z jednej strony jako Naród katolicki od ponad 1000 lat
znajdujemy się pod bardzo silnym wpływem nauki katolickiej i chrześcijańskiego
myślenia, ale z drugiej strony Kościół i katolicyzm polski nie są jakąś samotną
wyspą, lecz poprzez człowieka i w człowieku ścierają się tu różne prądy ideowe.
A więc prądy myślenia katolickiego, przeżywania swojej katolickości, myślenia
chrześcijańskiego, tworzenia kultury polskiej w oparciu o ideały Ewangelii
Jezusa z Nazaretu konfrontowane są z tymi wymiarami kultury, które nie są
inspirowane przez chrześcijaństwo, lecz pozostają pod silnym wpływem różnych
innych nurtów ideologicznych. Za najważniejsze z nich uważam prądy
liberalistyczne, względnie neoliberalistyczne oraz marksistowskie, ale nie w
sensie pierwotnej ideologii Karola Marksa i Fryderyka Engelsa czy też komunizmu
Lenina i Stalina, lecz w wersji rozwiniętej w kierunku nurtu neomarksistowskiego
nowej lewicy czy Szkoły Frankfurckiej. Uważam, że jeśli chodzi o geografię
ideową Polski, to stoimy na rozdrożu pomiędzy chrześcijaństwem a liberalizmem i
neosocjalizmem. To jest kontekst ideowy, w jakim należy odczytać tragedię pod
Smoleńskiem oraz to, co po niej nastąpiło.

Jak w tę mapę i w ten kontekst ideowy można wpisać katastrofę pod
Smoleńskiem?

– Myślę, że dokonanie podziału uroczystości
rocznicowych w Katyniu na celebrację z udziałem premierów rządów polskiego i
rosyjskiego i na późniejszą uroczystość z głową polskiego państwa, panem
prezydentem prof. Lechem Kaczyńskim, który nie został zaproszony na główne
obchody, wynikało stąd, że po prostu mieliśmy do czynienia już w samym
przygotowaniu koncepcyjnym ze starciem ideowym postawy narodowej, propolskiej i
prokatolickiej z tendencją zdominowaną – nazwijmy to ostrożnie – wpływem
myślenia neoliberalistyczno-neosocjalistycznego.

A więc gdyby nie było tego rozbicia uroczystości i prezydent Lech
Kaczyński wraz z Rodzinami Katyńskimi przybył na główne uroczystości 7 kwietnia,
które, jak wiadomo, przebiegły bez zakłóceń, nie doszłoby do tej
tragedii?
– Właśnie, mamy tu poniekąd dowód na to, co powiedziałem.
Pozytywny przebieg pierwszej uroczystości potwierdza słuszność mojej tezy, że
nie doszłoby do tragedii pod Smoleńskiem, gdyby nie ten spór ideowy, który kazał
prezydentowi RP wraz ze znamienitymi przedstawicielami głównie prawej strony
politycznej naszego parlamentu, kultury, życia publicznego oraz takich
pronarodowych instytucji jak choćby Kościół i wojsko, przybyć do Katynia trzy
dni po głównych uroczystościach i lądować w innych już warunkach na znacznie
gorzej przygotowanym lotnisku, na którym już zdemontowano – jak podaje prasa –
urządzenia naprowadzające samoloty w trudnych warunkach pogodowych. Wśród
hipotez dotyczących przyczyn katastrofy pojawia się nawet koncepcja zamachu,
chociaż w tej kwestii należy jeszcze poczekać na fachowe ekspertyzy.

Czy oznacza to, że tragiczne, jednostkowe wydarzenie, jakim była
katastrofa lotnicza, w kontekście starcia ideowego, o którym mówił Ksiądz
Profesor, przestaje być li tylko dziełem przypadku i wpisuje się również w cały
kontekst prób rozrachunku ze zbrodniczymi ideologiami, co niejako symbolizuje
nierozliczona dotąd zbrodnia katyńska?

– Tak uważam. Tragedia
smoleńska wyrasta z klimatu z jednej strony radykalnego liberalizmu, a z drugiej
strony nie mniej radykalnego socjalistyczno-komunistycznego kolektywizmu.
Tragedia w takim wymiarze bez istnienia tych ideologii byłaby nie do pomyślenia,
po prostu by się nie wydarzyła. Para prezydencka i wszyscy w tym samolocie
lecieli przecież, by powiedzieć światu o nieosądzonej dotychczas zbrodni
komunistycznej w Katyniu jako na wskroś ludobójczej. Do dziś osądzono zbrodnie
zaledwie niewielkiej części ruchów socjalistycznych w postaci nazizmu
hitlerowskiego, czyli niemieckiego narodowego socjalizmu. Prawodawstwo Polski,
Europy i świata nie jest zdolne do rozliczenia liberalizmu z jego wielowiekowych
antyludzkich nadużyć, podobnie zresztą jak pozostałych nurtów
socjalistyczno-komunistycznych i neokomunistycznych. I dlatego żyjemy w takiej
zasadniczo rozchwianej ideowo epoce. Jeżeli nie dokonamy rozumowego,
sprawiedliwego rozrachunku z liberalizmem i jego wszystkimi pochodnymi oraz z
socjalizmem w jego wszystkich postaciach, to nie poradzimy sobie ani z
przezwyciężeniem skutków tragedii z 10 kwietnia 2010 roku, ani z właściwym
ukształtowaniem rzeczywistości polskiej czy to w wymiarze wewnętrznym, czy w
kontekście relacji z Unią Europejską, która pozostaje pod bardzo silnymi
wpływami neoliberalnymi i nowej lewicy. Zwłaszcza ten drugi nurt ideowy jest
obecnie dominujący w myśleniu i sposobie działania instytucji europejskich. Stąd
takie uderzanie w dziecko poczęte, w rodzinę, w małżeństwo, w naród z
neolewackich pozycji ideologicznych.

W potocznej świadomości politycznej Polaków utarło się – głównie pod
wpływem mediów – przekonanie, że po 1989 r. „skończył się w Polsce komunizm” i
przynajmniej ta ideologia już nam nie zagraża. To było złudzenie?

Tak, jedną z największych iluzji, jakiej uległa większość Polaków po roku 1989,
było przekonanie, że po usunięciu zewnętrznych struktur realnego socjalizmu PRL
i po rozpadzie Związku Sowieckiego można ogłosić również rozpad ideowy
marksizmu-leninizmu. A to niestety wymaga dopiero poważnych analiz,
przepracowania i ideowego przezwyciężenia, które do chwili obecnej w dziejach
myśli ludzkiej nie nastąpiło. Z filozoficznego punktu widzenia zewnętrzne
struktury państwa czy innych instytucji są zawsze efektem wewnętrznych
przekonań. I jakkolwiek te pierwsze można stosunkowo szybko zmienić, to bardzo
żmudnym procesem jest twórcza praca nad przemianą niekiedy istotnie
zdeformowanych struktur myślenia. Ideowe przemiany, czyli przemiany myślenia,
chcenia, przeżywania i rozumienia świata, są procesem rozłożonym na dziesiątki
lat, a pewne przemiany w zakresie np. świadomości narodowej można nawet mierzyć
w wiekach. Przemiany ludzkie w sensie istotowym, a więc przemiany duchowe,
osobowe, kulturowe, trwają bardzo długo. Już szybciej dokonują się pewne zmiany
natury politycznej, ekonomicznej czy technicznej.

Tymczasem do walki o „polską duszę” przystąpiły mniej dotąd znane
nurty ideologiczne…

– Tu pojawia się dzisiaj zasadniczy problem.
Nasz Naród przez poprzednie pół wieku był konfrontowany głównie z realnym
socjalizmem, względnie komunizmem sowieckim, i przez lata wypracował wobec tego
zagrożenia właściwą pozycję. Nawet gdy uwzględnimy wszystkie działania
agresywnej agentury, wciągania różnych środowisk do współpracy, to był to jednak
problem drugorzędny wobec zasadniczej struktury myśli narodowej, która dzięki
imponującej działalności ewangelizacyjnej Kościoła katolickiego pozostała dalece
chrześcijańską. Naród zdał zasadniczo pozytywnie egzamin z konfrontacji z
marksizmem-leninizmem, choć wyszedł z tej walki – straciliśmy przecież w latach
40. ubiegłego wieku znaczną część naszej elity umysłowej – mocno poraniony.
Natomiast to, co było zaskoczeniem po 1989 r., z czym Polska nie daje sobie rady
przez całe ostatnie dwudziestolecie, to jest sprawa konfrontacji katolickiego
chrześcijaństwa w Polsce z różnymi nurtami neoliberalistyczno-neolewackimi,
pochodnymi liberalizmu i socjalizmu. Te nurty były dla Polaków dotąd w zasadzie
nieznane. Nawet polscy uczeni, poza nielicznymi, nie podejmowali badań nad nimi.
Gdy w latach 90. wyznałem jednemu ze znanych polskich filozofów, że zajmuję się
nową lewicą, odpowiedział mi: „Po co? Przecież to lata 60. Szkoda tracić czas”.
A dziś, proszę zobaczyć, jak wiele rządów państw Unii Europejskiej jest
neomarksistowskiej proweniencji.

Ksiądz Profesor poświęcił problematyce filozoficznych podstaw nowej
lewicy wiele lat studiów i pracy naukowej, głównie w Niemczech. Czy zachodzą
jakieś znaczące różnice między przejawami tej ideologii na Zachodzie i w
Polsce?
– Nie ma istotnej różnicy między nową lewicą w Polsce, w
byłych krajach satelickich imperium sowieckiego, a nową lewicą na Zachodzie. To
jest cały czas ta sama formacja umysłowa. Dla niej zarówno „Manifest
komunistyczny” Marksa i Engelsa, jak i np. komunizm w wersji Lenina to za mało.
Jeszcze w latach 30. Max Horkheimer i Theodor Adorno, prekursorzy tego nurtu,
stwierdzili wyraźnie, że trzeba napisać jeszcze bardziej radykalny manifest
neomarksistowski. Ta radykalizacja polega na tym, że o ile dla liberalizmu
istnieje absolutna jednostka ludzka jako punkt odniesienia, a dla marksizmu –
absolutny kolektyw, to nowa lewica zrywa ze wszystkim, co jest absolutne. Nie
istnieje więc żaden punkt odniesienia absolutnego. Nowa lewica zrywa wszelki
związek z czymś, co by było światem transcendentnym wobec widzialnej
rzeczywistości. I to jest wspólne dla nowej lewicy na Zachodzie – w Ameryce i
Europie, a także i u nas.

Kto w Polsce reprezentuje ten nurt?
– Powiem krótko,
każde środowisko, które godzi w wartości absolutne, czyli przede wszystkim w
objawionego Boga Osobowego i Jego Słowo, a tym samym w wartość Kościoła świętego
jako rzeczywistości Bosko-ludzkiej i jego nauki. Nowa lewica w jednym z głównych
punktów swojego programu podkreśla, że trzeba skasować definitywnie Kościół. Nie
jest w tym zresztą odosobniona. Również dla neoliberalizmu związek liberałów
jest jakby nowym kościołem. Dla socjalistów takim kościołem jest partia
komunistyczna. W nowej lewicy nie może być już mowy o żadnej instytucji
zastępczej dla Kościoła, ponieważ byłby to przejaw religijnej wizji
rzeczywistości, a nowa lewica zrywa ze wszystkimi elementami religijnymi.
Wszystko, co ma związek z religią, musi zostać wyeliminowane. W ten kontekst
wpisana jest trwająca od dłuższego czasu, ale obecnie znacznie nasilona, walka z
krzyżem, Urzędem Piotrowym, osobą Ojca Świętego Benedykta XVI. Wyznawców nowej
lewicy można zidentyfikować jako tych, którzy starają się zrelatywizować w
Polsce wartość Kościoła, którzy uderzają w biskupów, kapłanów, naród
chrześcijański, a nierzadko ośmieszają i poniżają godność
katolików.
Charakterystyczną cechą tej formacji umysłowej jest również
relatywizacja bytowości człowieka. Co prawda w marksizmie również dochodziło do
tego, ale tylko wobec człowieka jako jednostki, w liberalizmie relatywizowano
człowieka jako istotę społeczną, w nazizmie mamy do czynienia z relatywizacją
człowieka nienależącego do rasy nordyckiej, tymczasem w ideologii nowej lewicy
mamy do czynienia z relatywizacją człowieka zarówno wymiarze jednostkowym, jak i
wspólnotowym, a więc w wymiarze narodowym, państwowym i każdym innym. Mamy tu do
czynienia z totalną relatywizacją człowieka jako człowieka. I dlatego też nowa
lewica angażuje się w takie destrukcyjne inicjatywy, jak kwestia dopuszczalności
zabijania dzieci poczętych, eutanazji, modyfikacji genetycznej człowieka,
zapłodnienia in vitro, a więc kampanie promujące antyludzkie praktyki, które
albo unicestwiają człowieka, albo godzą w pierwotną, wrodzoną godność osoby
ludzkiej. Sądzę, że każde środowisko akceptujące te zbrodnicze akty opowiada się
także za takimi destrukcyjnymi ideologiami jak nurt liberalistyczny,
neosocjalistyczny albo też za mieszaniną tych obydwu nurtów.

Jednak w Polsce niewiele jest dziś środowisk manifestujących otwarcie
radykalnie wrogi stosunek do instytucji Kościoła i jego nauczania.

Dzieje się tak tylko ze względu na jeszcze silny polski katolicyzm, z którym
środowiska te boją się stanąć do otwartej walki. Ale nie łudźmy się, tak będzie
tylko do czasu. Mamy już takie akty, na razie mało spektakularne, jak
zdejmowanie krzyży czy stałe zwalczanie środowiska skupionego wokół Radia
Maryja. Można powiedzieć, że „duch czasu” bada Polskę katolicką, na ile można
nią manipulować. I stara się jej dozować tę truciznę ideologiczną stosownie do
aktualnego stanu świadomości polskich katolików. Ale jeśli któryś z tych nurtów
ideologicznych rozwinąłby się politycznie, naukowo, medialnie i zadomowił w
różnych instytucjach polskiego państwa czy w Kościele, to wtedy proces
spustoszenia polskiej, chrześcijańskiej kultury będzie postępował bardzo
szybko.

Jak to wygląda na Zachodzie?
– Już w latach 60. ubiegłego
wieku zaobserwowano marsz neomarksizmu poprzez wszystkie instytucje Republiki
Federalnej Niemiec. Dzisiaj ten marsz przebiega w zasadzie przez największe
instytucje organizacji międzynarodowych i rządów w wymiarze nieomal globalnym.
Co prawda w myśli niektórych reprezentantów Szkoły Frankfurckiej, a więc
przedstawicieli neomarksizmu liberalistycznej nieco proweniencji, jak Juergen
Habermas, nastąpiło pewne złagodzenie, np. w kwestii religii, i przyznanie, że
na razie, ponieważ ludzie nie są na odpowiednim poziomie intelektualnym i
jeszcze potrzebują religii, to można ją przez jakiś czas tolerować.

Jaka perspektywa rysuje się przed cywilizacją zachodnią, jeśli nowa
lewica przejęłaby kontrolę nad jej rozwojem?
– Uważam, że jest to
kierunek bardzo destrukcyjny, znacznie bardziej niebezpieczny niż inne
ideologie, prowadzący aż do samego nihilizmu. O ile w pierwotnym liberalizmie
usiłowano, choć nieudolnie, jakoś ocalić jednostkę ludzką pojętą w sposób
absolutystyczny, w systemach socjalistyczno-komunistycznych próbowano
dowartościować społeczność, niestety kosztem jednostki, to zawsze był tam jakiś
w pewnym sensie „pozytywny” cel, do którego dążono często po trupach. Natomiast
w systemie neomarksistowskim pod szyldem nowej lewicy nie ma żadnego pozytywnego
celu. Zakłada ona, że wszystko wychodzi z nicości, która właściwie jest istotą
rzeczywistości. A więc światem rządzi bezsens, bezwartościowość i w związku z
tym celem wszelkiego działania, tej tzw. globalnej rewolucji kulturowej, która
ma być prowadzona permanentnie, jest całkowite unicestwienie wszelkich wartości,
co prowadzi do totalnej autodestrukcji naszej cywilizacji.

Nie jest to porywająca wizja społeczna. Jak znajduje ona
zwolenników?
– Metodą tworzenia iluzji i za pomocą precyzyjnie
przemyślanych manipulacji. Już w latach 30. zastosowano przewrotną argumentację,
że skoro ludzkości nie wyzwoliły z biedy ani liberalizm rewolucji francuskiej,
ani rewolucja bolszewicka, to trzeba postawić na światową rewolucję kulturową.
To ona wyzwoli ludzi z ich trosk. Niestety, wielu ludzi uwierzyło w tę iluzję.
Każda ideologia w odróżnieniu od prawdziwej nauki, religii i sztuki bazuje
właśnie na iluzjach. Ale te iluzje mają określoną celowość. Mogą wprowadzić
człowieka w błąd, ale mogą go także uśmiercić. W świetle moich badań źródłowych
dzieł filozoficzno-socjologicznych nowej lewicy ośmielam się stawiać tezę, że
radykalizacja socjalizmu i komunizmu w Szkole Frankfurckiej ma za zadanie
pozbawienie ludzkości jakiegokolwiek pozytywnego celu i sensu jej istnienia oraz
twórczego działania.

Jak w kontekście tych tarć ideologicznych w Polsce widzi Ksiądz
Profesor spontaniczną ludzką reakcję po katastrofie smoleńskiej? Ogromna część
Polaków zademonstrowała przywiązanie do wartości narodowych i religijnych, które
były dotąd spychane gdzieś na margines naszego publicznego życia.

Odczuwam najwyższy szacunek wobec tej części mojego Narodu, która wykazała się
wspaniałym poziomem chrześcijańskiej postawy wobec tragedii w Katyniu i pod
Smoleńskiem. Chciałbym oddać hołd tym ludziom, którzy w tak wielkiej liczbie
oparli się potężnej, zmasowanej, zaprogramowanej w szczegółach manipulacji
medialnej, intelektualnej, politycznej i potrafili poprzez tę podwójną tragedię
Katynia i Smoleńska zdobyć się na wręcz heroiczną postawę godną pamięci polskich
oficerów zamordowanych przez komunistów 70 lat temu i ofiar niewyjaśnionej
jeszcze tragedii pod Smoleńskiem. W tym kontekście ideologicznym, jaki mamy dziś
w Polsce, gdy przez nową lewicę programowo kasowany jest każdy prawdziwy
autorytet, bardzo trudno jest być Polakiem manifestującym swą wiarę katolicką,
patriotyzm, przywiązanie do wartości rodzinnych i narodowych. Najważniejszym
bowiem narzędziem metodologicznym neomarksizmu jest krytyka, która ma za zadanie
unicestwienie człowieka nie tylko w sensie moralnym, politycznym, kulturowym czy
religijnym, ale w konsekwencji – wręcz bytowym. Tragedia w Smoleńsku jest taką
wypadkową ścierania się tych przeciwstawnych nurtów ideologicznych w Polsce, tak
zresztą jak tragedia katyńska też była wypadkową ścierania się ideologicznego
ówczesnego świata. Żyję nadzieją, że Naród Polski, który zdobył się w dniach
żałoby na taki heroizm ducha, wiary, szacunku i prawdziwej miłości
chrześcijańskiej, nie podda się także w przyszłości żadnej manipulacji
ideologicznej w różnych swoich decyzjach osobistych oraz mających wpływ na dobro
wspólne Rzeczypospolitej. Daj Boże, by nasz Naród postawił świadomie na opcję
wyrastającą z naszej ponadtysiącletniej wielkiej kultury polskiej, tzn. z
naszego ducha polskiego i katolickiego, bo tylko ta jedyna „Droga”, której na
imię Jezus Chrystus, była, jest i z całą pewnością będzie zarówno dla Polski i
Polaków, jak i dla całej rodziny ludzkiej zwycięska.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj