Towarzysze i nowy narybek wychowanków Urbana
Niemalże co tydzień jesteśmy zasypywani przez środki masowego przekazu (czytaj: ogłupiania, manipulowania) oszczerczymi informacjami mającymi na celu ośmieszanie i dezawuowanie rządu Jarosława Kaczyńskiego. Rządu, który z determinacją porządkuje nasz wspólny dom. Środki masowej komunikacji (czy dezinformacji) robią wszystko, by odciągnąć Polaków od Kościoła katolickiego i jego hierarchów.
Wszystko, co służy naprawie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, spotyka się ze zmasowaną krytyką tych dziwnych… polskojęzycznych manipulatorów. Prym wiedzie „Gazeta Wyborcza” – własność Agory, komercyjne stacje telewizyjne TVN czy Polsat, dalej springerowski „Dziennik” i „Rzeczpospolita” – własność koncernu Mecom Group. Złośliwą propagandę, zdecydowanie szkodliwą dla naszej Ojczyzny, prowadzą przy pomocy tzw. sprawdzonych i wypróbowanych „ekspertów” i „autorytetów”. W programach telewizyjnych zawsze występują ci sami; czytamy ich wypowiedzi w dziennikach i tygodnikach. Z góry wiadomo, jakie prezentują stanowisko. Ich opinie są, według manipulatorów, niepodważalne. Natomiast celem podstawowym jest przynajmniej zrobienie ludziom wody z mózgu. Uważają „oni”, że nasza rodzina – rodzina polska – jest zbyt głupia i naiwna. Można więc wciskać nam ciemnotę. Jednak uważny odbiorca tych zmasowanych ataków musi się niejednokrotnie zastanowić i wyciągnąć właściwe wnioski.
Nie tak dawno zorganizowano olbrzymie „tsunami” na księdza arcybiskupa Stanisława Wielgusa, wręcz na kilka godzin przed ingresem w katedrze warszawskiej. Metropolicie zarzucono, że był agentem poprzedniego komunistycznego układu. Znani ze słynnej książki Torańskiej „Oni” po prostu szaleli. Czołówki polskojęzycznych brukowców, jak również komercyjne stacje telewizyjne wydały wyrok: arcybiskup Wielgus musi odejść. Zażądali tego od Stolicy Apostolskiej. Musieli arcybiskupa ukamienować. Po prostu się go bali. Bali się, by ten zdecydowany katolik i patriota nie demaskował ich perfidnych działań, by nie pomieszał ich ukrytych działań prowadzonych na szkodę naszej Ojczyzny, by nie odkrył ich twarzy. Niestety, w tę podłą nagonkę włączyły się również publiczne stacje telewizyjne i radiowe. Trudno to zrozumieć, ale niestety w tych stacjach dalej pracują weterani PRL. Czołowy „katolik”, niejaki Terlikowski, był głównym atakującym. Wszędzie go było pełno. Widać było, z jaką wyraźną zawziętością wypowiadał się negatywnie o arcybiskupie.
Dziś natomiast, odnośnie do tzw. raportu o likwidacji WSI, stanowisko „onych” jest już zupełnie inne. Biorą w obronę nie tylko agentów, ale i zawodowych, wyszkolonych w Moskwie pracowników WSI. Atakują natomiast ministra Antoniego Macierewicza, który przeciął ten wrzód toczący naszą Ojczyznę. Dziś znów wszystkie środki masowego ogłupiania wbijają na okrągło ludziom do głowy, „ile to zła przyniesie ten raport”. Jaki ten Macierewicz „jest nieodpowiedzialny”. Próbują również dołożyć prezydentowi prof. Lechowi Kaczyńskiemu. Skompromitowane już wielokrotnie „autorytety” są wszędzie. Grzmią, ile i jak się da. Najgłośniej krzyczą ci, którzy mają powody do strachu.
I tak np. w programie Olejnik „Kropka nad i” panowie z SLD – Szmajdziński, Siemiątkowski i Zemke, ubolewają, co to będzie z polskimi żołnierzami w Afganistanie, którzy – ich zdaniem – pozostają bez zabezpieczenia wywiadu i kontrwywiadu. Podobno nikt nie będzie chciał z nami w tej branży współpracować. Cieszą się, jakże by inaczej, Rosjanie i inni „przyjaciele” z odkrycia i ujawnienia współpracowników służb – wypowiadają te i inne bzdury.
Podobnie było w TVN w programie „Loża prasowa”, gdzie wystąpili Mariusz Ziomecki z „Przekroju”, Janina Paradowska z „Polityki”, koleżanka pani Kwaśniewskiej, czy Jan Wróbel z „Dziennika”, który pozwolił sobie na takie oto sformułowanie: „Wałęsa dostaje furii, gdy byle kto krytykuje jego dorobek”. Oczywiście do tego jęku rozpaczy dołączają „wielcy działacze” Platformy Obywatelskiej typu Stefan Niesiołowski czy Bronisław Komorowski.
I tak np. Komorowski w „Rzeczpospolitej” z 17-18.02.2007 pisze: „Raport przyniesie ogromne szkody. Lektura nawet tak tendencyjnego dokumentu nie daje do ręki argumentu za koniecznością likwidacji WSI. Opisuje on liczne nieprawidłowości, ale ich skala nie uzasadnia zniszczenia polskiego wywiadu wojskowego. W tym momencie cała rzesza analityków rosyjskiego wywiadu analizuje każde słowo, nazwisko, datę zawartą w raporcie Macierewicza”.
Paweł Graś (PO), członek sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, w rozmowie z Anną Wojciechowską na łamach „Dziennika” mówi m.in.: „Konsekwencje tego [raportu – przyp. Z.S.] będziemy odczuwać przez najbliższe 20 lat. Pozyskanie jakiegokolwiek źródła informacji, namówienie do współpracy interesującego człowieka w jakimkolwiek kraju na świecie staje się w tym momencie dla naszych służb praktycznie niemożliwe”.
Na pytanie: „Czy uważa pan, że daliśmy na tacy wiedzę obcym wywiadom?”, Graś odpowiada: „Tak, i co więcej, podważyliśmy zaufanie do państwa”.
Dalej na pytanie: „To po co właściwie ten raport?”, odpowiada: „To kolejny element igrzysk. Nie ma chleba, to się robi igrzyska. Minister Ziobro nie może co dzień robić konferencji o złapaniu przestępcy, więc wrzucono taki pakiet, wokół którego opinia publiczna będzie się kręcić”.
Natomiast „wielcy” dziennikarze, jak np. Jacek Żakowski z „Polityki”, w „Rzeczpospolitej” z 17-18.02.2007 r. pisze: „(…) Cena, jaką zapłacimy za tę publikację, to także dekonspiracja wielu ludzi. Tracimy aktywa międzynarodowe, które zostały zdekonspirowane. Raport z likwidacji WSI powinien stać się skutecznym lekarstwem dla mitomanów, którzy uwierzyli, a być może nadal wierzą, że tajne służby rządziły Polską. To jest jedyny powód, aby go stworzyć”.
Janina Paradowska z „Polityki” m.in. stwierdza w „Dzienniku” z 17-18.02.2007 r.: „(…) Teza, że media w znacznej mierze były sterowane przez służby, nie broni się w świetle tego dokumentu. (…) Więcej w raporcie publicystyki niż dowodów. Niektóre sprawy opisywane są w przypisach, ale nic z tych opisów na ogół nie wynika. Są tu jakieś meldunki agentów, ale wszystko niezweryfikowane. Czy to była działalność przestępcza, wykraczająca poza kompetencje WSI? Nie widzę też nagłaśnianego nasycenia WSI sowiecką agenturą”.
Katarzyna Kolenda-Zaleska, reporterka TVN, w „Dzienniku” z 17-18.02.2007 r. m.in. zaznacza: „(…) nie widzę aż tak drastycznego – jak sugerowano – łamania prawa, np. handlu bronią itd. (…) Myślę, że PiS szalenie się przywiązało do idei czarnego luda, jakim jest WSI, teraz za wszelką cenę chce udowodnić, że tak właśnie było. Wojskowe służby urosły do roli czegoś najgorszego, co zdarzyło się państwu polskiemu. Nie podzielam tej czarnej wizji (…)”.
Co za potworne bzdury wygadują panowie Zemke, Szmajdziński, Olejniczak?! Wręcz szkoda papieru, by to cytować.
Z wielkim zdziwieniem notujemy, że do tego zrozpaczonego krzyku przyłączyli się panowie Roman Giertych i Andrzej Lepper. Przyznajemy, że takiego zachowania tych panów nie rozumiemy.
Dlaczego więc uruchomiono wszelkie możliwe kanały do zwalczania tego, który doprowadził do rozwiązania WSI i pokazał, co te służy robiły i komu służyły?
Co zdenerwowało dziennikarzy i lewicowe „autorytety”? Czego się tak bardzo boją?
Co zawiera ten słynny Raport Komisji Weryfikacyjnej WSI?
Po pierwsze: Raport ujawnia genezę obecnej struktury WSI przygotowanej w połowie lat 80. przez ówczesnego szefa wojskowych służb specjalnych gen. Kiszczaka.
Ujawnia zakres wpływów rosyjskich służb wywiadowczych, które przed rokiem 1990 ściśle kontrolowały wywiad i kontrwywiad PRL poprzez ówczesne związki tych służb z GRU i KGB. Związki wyrażały się w szczególności przez objęcie różnymi formami szkolenia w ZSRS około 800 oficerów późniejszej WSI. Z informacji przekazanych Komisji Weryfikacyjnej wynika, że w ośrodkach służb specjalnych oraz akademiach wojskowych ZSRS i innych krajów obozu socjalistycznego przeszkolono około 300 oficerów z WSW i Zarządu II SG, którzy pełnili służbę w WSI w chwili ich powstania. W 1998 roku służbę pełniła jeszcze ponad połowa z nich (tzn. 153) i w zdecydowanej większości (ok. 75 proc.) zajmowali oni eksponowane i kierownicze stanowiska. Według danych posiadanych przez Komisję Weryfikacyjną, na sowieckie kursy wysłano oficerów, co do których planowano, iż po zmianach politycznych obejmą w nowych służbach specjalnych stanowiska kierownicze – m.in. trzech szefów i trzech zastępców szefa WSI było na kursach w b. ZSRS. Raport ujawnia, że wszystkie kluczowe ogniwa wywiadu i kontrwywiadu w latach 1991-2006 obsadzone były niemal wyłącznie przez oficerów, którzy przeszli tego rodzaju sowieckie przeszkolenia.
WSI nie były więc zdolne do prowadzenia efektywnej pracy kontrwywiadowczej na kierunku wschodnim. Pomimo intensywnej infiltracji, jakiej byliśmy poddawani po roku 1989 przez wywiady krajów b. ZSRS, przez cały okres swojego istnienia WSI nie zatrzymały ani jednego szpiega rosyjskiego. Wszystkie sukcesy na tym polu były wynikiem działania służb cywilnych (np. zatrzymania ppłk. Czesława Wojtkuna, absolwenta kursu KGB). Sami przedstawiciele WSI podawali w wątpliwość wiarygodność tej służby. W jednym z dokumentów podkreślono: „z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że służby te nie są wiarygodne, a to głównie za sprawą kadry uwikłanej w niewyjaśnione kontakty ze Wschodem”. Odnotowywano trafnie, że jedną z przyczyn tej sytuacji „była i jest infiltracja WSI przez wschodnie służby specjalne, których bazę werbunkową i informacyjną mogli stanowić oficerowie szkoleni na Wschodzie”.
Po drugie: Raport wykazuje, że po roku 1990 Wojskowe Służby Informacyjne, w szczególności kontrwywiad, zaprzestały pełnienia swojej zasadniczej funkcji, jaką jest ochrona bezpieczeństwa wojska polskiego. W tym okresie – od 1990 r. do końca istnienia WSI – nie został zdemaskowany ani ujęty choćby jeden agent obcego wywiadu, chociaż służby dysponowały materiałem pozwalającym na ustalenie np. przygotowywanych planów przejęcia przez stronę rosyjską sektora energetycznego polskiej gospodarki. Plany te były przez kierownictwo WSI utajnione i nie zostały przekazane miarodajnym władzom państwowym. Dla przykładu, w trakcie realizowania czynności operacyjno-rozpoznawczych ustalono, że firma z Poznania, należąca do obywatela Ukrainy A.W. (pseudonim „Profesor”), sporządziła w maju 2002 r. – dla rosyjskiej firmy, należącej do b. szefa KGB gen. F.J. Bondarenki (pseudonim „Mały Kreml”) – analizę ekonomiczną Rafinerii Gdańskiej przed jej prywatyzacją, uwzględniającą różne aspekty jej przejęcia przez konsorcja paliwowe wywodzące się z państw b. ZSRS. Uzyskane dokumenty prezentowały plany Rosjan doprowadzenia do bankructwa polskiego sektora energetycznego i przejęcia go.
Po trzecie: Raport ujawnia zaangażowanie tych służb w największe afery, np. FOZZ, czy nielegalny handel bronią.
Tę działalność uwypukla Piotr Semka w „Rzeczpospolitej”: „(…) O wiele ważniejsze w raporcie są jednak konkretne przykłady tworzenia przez służby firm wydmuszek, w których – pod pozorem dbania o interesy państwa – bez żadnej kontroli krążyły pieniądze. Charakterystyczne jest też wyjątkowe nasycenie agentami resortu spraw zagranicznych i placówek handlu zagranicznego. Raport wskazuje, jak łatwo było w tym zaklętym kręgu pod osłoną tajemnicy państwowej prowadzić nielegalne gry przy przetargach na zakup uzbrojenia oraz przy handlu bronią. Dopiero teraz widać, jak niebezpiecznym zaniechaniem był brak weryfikacji WSI po upadku PRL. Wystarczy wspomnieć choćby jedną historię z raportu – gdy oficerowie WSI planowali wykorzystanie niezweryfikowanych esbeków pod płaszczykiem firmy ochroniarskiej. Tak tworzyło się bezpieczniackie państwo w państwie (…)”.
Po czwarte: W raporcie określona została odpowiedzialność prawna konkretnych ogniw i osób w kierownictwie samych służb, jak również odpowiedzialność kolejnych ministrów i wiceministrów obrony narodowej sprawujących nadzór nad tymi służbami. Dotyczy to także odpowiedzialności dwóch kolejnych prezydentów RP sprawujących funkcję najwyższych zwierzchników WP.
Po piąte: Raport dokumentuje ingerencję WSI w media. Dziś wiemy, dlaczego podporządkowane media zatruwały umysły Polaków. Wiemy, jak nimi manipulowano.
I po szóste: Raport ujawnia agentów WSI.
Obserwowany obecnie gwałtowny atak medialny na treść przedstawionego raportu Komisji Weryfikacyjnej przypomina nieodparcie podobne zjawisko z roku 1992, kiedy z okazji ujawnienia tzw. listy Macierewicza udało się obalić rząd Jana Olszewskiego, którego polityka kolidowała z interesami środowisk zainteresowanych w kontynuowaniu systemu przejmowania majątku państwowego w ramach tzw. transformacji ustrojowej określonej przez układ Okrągłego Stołu. W tamtym okresie ujawnił się po raz pierwszy w sposób tak oczywisty wspólny front postkomunistów oraz tzw. nurtu liberalnego dawnej opozycji. Podobne zjawisko występuje obecnie w postaci zsynchronizowanej kampanii, w której uczestniczą zarówno środowiska SLD-owskie, jak i kręgi działaczy dawnej Unii Wolności (Demokraci.pl) oraz Platforma Obywatelska, która odrzuciła własne hasło konieczności zlikwidowania WSI, które stanowiło jedno z ważnych elementów jej programu wyborczego. Zjawiskiem równie charakterystycznym jest włączanie do wspólnej walki z raportem Komisji Weryfikacyjnej przywódców dwóch ugrupowań koalicyjnych: wicepremierów Leppera i Giertycha. Nieodparcie narzuca się tu analogia z „koalicją strachu” z czerwca 1992 roku.
Jedno jest natomiast pewne – że po opublikowaniu tego raportu WSI na pewno nie odrodzą się w starych komunistycznych strukturach.
Jak widać z powyższych dwóch przykładów, w zależności od potrzeb te tzw. środki przekazu, ziejąc nienawiścią, wlewają do naszych umysłów truciznę.
Jeśli więc, Czytelniku, czujesz się Polakiem i pamiętasz o tym, że żyjesz i nie jesteś niewolnikiem dzięki tym, którzy przelali swoją krew za ciebie – nie pozwól, by zatruwano cię trucizną. Nie kupuj, nie dawaj ogłoszeń, nawet tych małych, do tych środków masowego ogłupiania i nie oglądaj tych stacji telewizyjnych, a kieruj się tylko swoim rozumem. Wyciągaj właściwe wnioski, oddzielając prawdę od fałszu. Kieruj się miłością bliźniego, a odrzucaj nienawiść.
Róbmy więc dalej swoje według znanego powiedzenia: „Psy szczekają, karawana idzie dalej!”.
