Totalitaryzm puka do naszych drzwi

Upływają dwa miesiące od powołania nowego gabinetu, a już jesteśmy świadkami niezwykle istotnych przeobrażeń systemu rządów. Skończyła się niespełna dwudziestoletnia epoka rządów liberalnych; rozpoczęła się nowa epoka rządów totalitarnych w Polsce.

Zainteresowanie opinii publicznej mechanizmami sprawowania władzy nie prowadziło w poprzednich latach do głębszych refleksji. Towarzyszyło temu zjawisko, które Rosjanie określają mianem „smuty”, czyli połączenia nostalgii, bierności i pesymizmu. Jednakże od niedawna daje się zauważyć bardziej refleksyjny (krytyczny) stosunek do systemu rządów w Polsce. Zwłaszcza w atmosferze ostatnich wyborów parlamentarnych i niepokoju związanego z podpisaniem tzw. traktatu reformującego UE pytanie o specyfikę systemu rządów zyskało na znaczeniu.

Jednak najmocniejszy impuls do przemyślenia odpowiedzi na to pytanie dostarczyły pierwsze akcje funkcjonariuszy rządowych i partyjnych rządzącej koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Mówią one więcej o systemie rządów aniżeli werbalne zazwyczaj deklaracje rządowe. Wśród wspomnianych akcji najbardziej spektakularne i najwięcej dające do myślenia są z pewnością rozwinięte szeroko i wyjątkowo natężone represje wobec Radia Maryja.

Termin „represje” trafnie oddaje istotę rzeczy. Chodzi bowiem o takie spektrum przemyślanych i skoordynowanych posunięć, które kwalifikują się nie tylko jako dyskryminacja Radia Maryja (również dzieł i środowisk z nim związanych), lecz także które są wykorzystaniem posiadanej władzy do bezwzględnej walki z nimi. Dyskryminację można uznać za łagodną formę represjonowania, czyli ograniczenia praw, które przysługują innym. W obserwowanych obecnie akcjach rządowych widoczna jest nieskrywana wrogość i chęć walki, motywująca wysiłki dalej idące: wyeliminowania Radia Maryja z życia publicznego. Widać usilne poszukiwanie sposobów tego wyeliminowania, nie wykluczając insynuacji i nadużywania stanowisk służbowych. Nie kryje się za tym bynajmniej (jak wielu naiwnie sądzi) zwykły brak kompetencji. Kryją się za tym ambitne motywy polityczne: narzucenia pełnej kontroli życia publicznego. To jest już totalitaryzm.


Rządy pozornie liberalne


Nie zdołaliśmy sobie jeszcze wyjaśnić, czy dotychczasowe rządy były rzeczywiście, czy pozornie liberalne. Czy więc doszło do ich nadzwyczajnej metamorfozy (w system rządów totalitarnych), czy raczej do zrzucenia maski? Jakkolwiek sformułowane tutaj pytanie zanadto upraszcza dokonujące się od 1989 roku przemiany polityczne, obfitujące w liczne zwroty i powroty, jest ono ważne dla prawidłowego rozeznania obecnej sytuacji. Papierkiem lakmusowym może być właśnie kwestia represyjności sprawowania rządów.

Represyjność sprawowania rządów nie jest czymś naturalnym, a tym bardziej drugorzędnym. Warto o tym wspomnieć, gdyż pół wieku życia pod totalitarnymi rządami komunistycznymi zrodziło przyzwyczajenie, by zawężać pojęcie represji do sytuacji ekstremalnych (wyroki śmierci, akcje pacyfikacyjne, brutalne traktowanie więźniów itp.), a zatem zbyt wyrozumiałego traktowania pozostałych form represji. Gorzej, że przyzwyczajenie to rozciąga się również na traktowanie represji jako rzekomego „konfliktu” między stosującą represje władzą i jej ofiarami, co ma usprawiedliwiać brak zaangażowania. Nie można też pominąć faktu, iż praktyka represjonowania stanowi nadal istotny czynnik „doświadczenia” zawodowego, zakodowanego nie tylko w mentalności i zachowaniach starej kadry kierowniczej w wielu instytucjach publicznych, ale także zarażania nowego pokolenia.

W ostatnich osiemnastu latach doświadczyliśmy wielu przykładów represyjnego działania władzy, chociaż starano się je zamazywać przez ciągłe powtarzanie haseł o wolności i prawach człowieka (do czasu również przez nawoływanie do pluralizmu, który teraz stał się niewygodny). Przecież kolejne rządy czyściły służby specjalne i rzucały je do rozbijania niewygodnej opozycji oraz nękania jej działaczy. Urzędnicy państwowi podrzucali „papiery” dziennikarskim hienom, aby skompromitować swych adwersarzy. „Układy” kreowały postępowania prokuratorskie i sądowe. Wszystko to niby mieściło się w ramach procesu wychodzenia z komunizmu, który dopiero z czasem wyzbywa się reliktów. Jednak czas ten mija, a represyjność władzy kwitnie.

Wiele wskazuje na to, że „polski liberalizm” miał słabe uzasadnienie intelektualne i społeczne. Raczej służył za listek figowy lekceważeniu moralnych i prawnych obowiązków władzy.


Metody walki politycznej


Prześladowania, które obecnie dotykają Radio Maryja, a także powiązane z nim dzieła i środowiska społeczne, mają dwojakie znaczenie. Z jednej strony (a trudno tego nie zauważyć) są one zorientowane na zniszczenie dorobku duchowego i materialnego wybitnych ludzi Kościoła oraz powołanych przez nich organizacji. Uderzają bezpośrednio w Kościół powszechny. Mogłoby się wydawać, że te prześladowania są tylko jednym z licznych w świecie współczesnym przejawów agresji wobec Kościoła albo odpryskiem schyłkowych tendencji cywilizacji łacińskiej. Prześladowania, z którymi obecnie mamy do czynienia, mają jednak szczególny charakter. Rozbijają polskie społeczeństwo, podważają jego kulturę i tożsamość, narzucają mu totalitarny system rządów. Skoro rząd chce zniszczyć Kościół, będzie też chciał zniszczyć społeczeństwo.

Okazuje się więc, że niby „niezręczne” akcje przeciw Radiu Maryja (a w istocie rzeczy prześladowania) są jaskrawym symptomem zmian zachodzących obecnie w systemie rządzenia. Są czerwonym sygnałem ostrzegawczym: rząd stosuje i zamierza nadal stosować bezwzględne i groźne dla rozwoju Polski metody walki politycznej. Staje się zagrożeniem dla życia publicznego i prywatnego obywateli.

Jest to zjawisko ostrych, bezwzględnych represji politycznych, które wymaga pełniejszego rozpoznania i głębszych refleksji. Przede wszystkim warto przyjrzeć się, w jaki sposób rząd wymyka się wszelkiej kontroli publicznej (dzięki czemu otworzyły się przed nim możliwości władzy totalitarnej). Warto również ukazać, jak rząd powiela stworzoną na potrzeby „dyktatury proletariatu” i kultywowaną w latach 1990-2005 praktykę represjonowania niewygodnych organizacji i środowisk społecznych. Interesującym komentarzem byłoby pokazanie pełnego obrazu sprawy prof. Antoniego Jarosza. Warto bliżej zainteresować się obecnym skostnieniem aparatu rządowego i instytucji publicznych, tworzącym sprzyjający klimat i wsparcie dla totalitarnych skłonności.


Amoralna otwartość


Ciągłość represji, o której wyżej wspominałem, różni się jednak zasadniczo od represji zespołu płk. Lesiaka czy innych zakamuflowanych metod prześladowania lub nękania oponentów i potencjalnych przeciwników. Różnica polega na tym, że mniej więcej od ćwierćwiecza, mając w pamięci olbrzymie spustoszenia duchowe, ludzkie i materialne, jakie spadły na nas wraz z totalitaryzmem komunistycznym, stosowanie represji politycznych było traktowane jak wstydliwa choroba. I oto pod koniec 2007 roku dochodzi do zadziwiającej (wręcz absurdalnej z politycznego punktu widzenia) aberracji. Rząd premiera Tuska przestaje ukrywać złe intencje i zamysły. Stosuje represje polityczne w sposób jawny i wprowadzany bez ogródek, poczytując to sobie za zasługi. Dokładna analiza działań rządu wskazuje jednoznacznie, że nie ma mowy o jakichś lokalnych akcjach, o nieudolności nowych ministrów, o osobistych urazach czy o innych znanych usprawiedliwieniach przypadkowo ujawnianych represjach. Nie ma mowy o przekroczeniu uprawnień czy błędnej interpretacji zamiarów administracji rządowej. Jest mobilizacja do walki z Radiem Maryja. Jest koordynacja i rozpisanie ról. Są wytoczone działa i są generałowie.

Z drugiej strony, z tak wyjątkową aktywnością w niszczeniu dorobku duchowego i materialnego Radia Maryja idzie w parze całkowita bierność (granicząca z nieudolnością) w zachowaniu stabilności oraz bezpieczeństwa społeczno-gospodarczego kraju.

W jawności przypominającej marksistowską „walkę klas”, w amoralnym chełpieniu się prześladowaniami swych wydumanych wrogów, łatwo dostrzec kontinuum praktyki rządów totalitarnych.

Stosowane przez obecny rząd metody walki politycznej nie dają się pogodzić z „liberalnym wyznaniem wiary” przywództwa Platformy Obywatelskiej czy z „przywiązaniem do tradycji” Polskiego Stronnictwa Ludowego. Owo „wyznanie wiary” oraz „przywiązanie do tradycji” nie brzmią wiarygodnie.

Ani idee liberalizmu, ani motywacje ateistyczne, ani nawet chorobliwe ambicje nie uzasadniają takiej amoralnej otwartości w praktykowaniu prześladowań. Może je tłumaczyć tylko barbarzyństwo lub agresywne zamiary zewnętrzne, globalistyczne.


Globalistyczne motywacje


Coraz więcej osób przyznaje, że system rządów w Polsce jest emanacją nie tyle interesu narodowego, ile raczej interesów zewnętrznych. Sprawa wydaje się bezdyskusyjna, ponieważ odwoływanie się do interesu narodowego było długo i energicznie tępione, zaś choćby najszkodliwsze tendencje antynarodowe – tolerowane i usprawiedliwiane. Ponadto kolejne rządy demonstrowały bezwstydny serwilizm wobec niektórych (nie zawsze tych samych) krajów oraz instytucji międzynarodowych. Część ostrych konfliktów politycznych w Polsce wynikała wprost z konfliktów interesów innych krajów o podział sfer wpływów.

W tej sytuacji trudno byłoby oczekiwać, że rządy zaprezentują klarowne i dalekowzroczne koncepcje rozwoju społecznego i gospodarczego albo chociaż jakąkolwiek (ale autentyczną) ideologię czy postawę polityczną. Taka próżnia ideowa i polityczna musi wielu obserwatorów poczynań władz wprowadzać w błąd. Nie mogą one być rzeczywiście liberalne, ale także nie mogą być przywiązane do demokratycznego systemu rządów albo „demokratycznego państwa prawnego”. Dyspozycyjność opiera się na skuteczności. A to oznacza, że w poszukiwaniu potrzebnej skuteczności wcześniej czy później pojawi się perspektywa sięgnięcia po środki represyjne.

Z zewnątrz nie można długo rządzić inaczej aniżeli metodami totalitarnymi. Apetyty rosną, ogłupianie mniej skutkuje.

Starzy myśliciele liberalni zwykli tłumaczyć, że źródłem totalitaryzmu były ruchy socjalistyczne (Friedrich August von Hayek). Obecnie wytłumaczenie to wydaje się mało przydatne, bo dzisiaj mamy syntezę koncepcji oraz sojusz ruchów socjalistycznych i liberalnych. Wielu nastawionych konserwatywnie myślicieli twierdzi inaczej: totalitaryzm (zarówno w Rosji sowieckiej, jak i w Niemczech hitlerowskich) był następstwem wywołanego przez ruchy liberalne rozkładu społecznego. Totalitaryzm, który puka do naszych drzwi, jest chyba jakimś rezonansem totalitaryzmu sowieckiego, a zarazem uwieńczeniem krótkotrwałego, lecz szybko rozkładającego tkankę społeczną, „polskiego” liberalizmu.


Prof. Artur Śliwiński
drukuj