Testament Płażyńskiego
Moralnym obowiązkiem państwa polskiego jest, by Polacy zesłani na Wschód
przez Związek Sowiecki mogli powrócić do Ojczyzny – wskazują posłowie wszystkich
ugrupowań parlamentarnych. Ta pocieszająca opinia dla wszystkich, którym drogi
jest los naszych rodaków pozostających na obczyźnie, nie zmienia jednak
wstydliwych faktów z przeszłości, iż kolejne rozwiązania prawne, mające
umożliwić przyjazd do kraju zesłańcom, nie spełniły oczekiwań. Wczoraj w Sejmie
odbyło się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy, która ostatecznie
ma zamknąć ten problem.
Obywatelski projekt ustawy o powrocie do Rzeczypospolitej Polskiej osób
pochodzenia polskiego deportowanych i zesłanych przez władzę Związku
Socjalistycznych Republik Sowieckich, którego powstanie zainicjował jeszcze
Maciej Płażyński, prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", cieszy się ogólnym
poparciem klubów parlamentarnych. – Po pierwsze, uważamy, że jest to ważna i
cenna inicjatywa, a zarazem doskonała okazja do przyjrzenia się dotychczasowym
rozwiązaniom w zakresie repatriacji naszych rodaków ze Wschodu i ich oceny. Po
drugie, jesteśmy za skierowaniem projektu tej ustawy do dwóch komisji:
Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Łączności z Polakami za Granicą. Takie,
najprościej mówiąc, jest nasze stanowisko – twierdzi poseł Robert Tyszkiewicz
(PO). Dodaje, że trzeba rozpatrzyć zaproponowane w projekcie rozwiązania m.in.
pod względem skutków budżetowych. – Ponieważ przenosi ona ciężar repatriacji na
budżet państwa – wskazuje Tyszkiewicz.
Również klub PSL popiera projekt. – Sytuacja zesłanych Polaków sama przemawia za
koniecznością uchwalenia tej ustawy. Jest to – można tak powiedzieć – jakiś akt
sprawiedliwości dziejowej. Choć tak późno, ale trzeba wykonać w pewnym sensie
taki gest – uważa poseł Franciszek Jerzy Stefaniuk (PSL). Zaznacza, że zapisy
projektu nie budzą wprawdzie wątpliwości posłów PSL, "ale pozostaje kwestia
przygotowania – powiedzmy infrastruktury – na przyjęcie naszych rodaków".
Poseł Adam Lipiński (PiS) zapewnia, że jego klub popiera projekt ustawy. –
Wskazujemy jednocześnie, że rozwiązania w niej zawarte powinny być jeszcze
bardziej dogodne dla umożliwienia powrotu deportowanych – zaznacza. Jego klubowy
kolega – poseł Jan Dziedziczak (PiS) – podkreśla, że "sprawa powrotu Polaków do
macierzy jest naszym molarnym obowiązkiem". – Źle świadczy o ostatnich
dwudziestu latach, że jako jeden z nielicznych krajów nie rozwiązaliśmy tego
problemu. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby naszym rodakom udzielić
możliwości powrotu do Polski. Polacy są jednym z nielicznych narodów, który miał
szanse całkowitego powrotu np. z Kazachstanu – zauważa Dziedziczak. Według
niego, ważną rzeczą jest również, "żeby w tej trudnej sytuacji demograficznej, w
jakiej znajdzie się przez jakiś czas Polska, zasilić nasz kraj rodakami, którzy
utożsamiają się z państwem polskim i są członkami naszej wspólnoty". Poseł,
odnosząc się do prób podważania możliwości realizacji ustawy ze względów
budżetowych, zaznacza, że istotne jest w niej, aby to władze centralne zajęły
się przeprowadzeniem operacji powrotu, ponieważ dotychczasowe rozwiązania
obarczające samorządy sprowadzaniem Polaków zupełnie się nie sprawdziły. – Dla
budżetu państwa nie jest to duży wydatek i trzeba tę sprawę raz na zawsze
rozwiązać – konkluduje Dziedziczak.
Znawcy problemu repatriacji żywią nadzieję, że rozwiązania prawne zawarte w tym
dokumencie wejdą w życie. – Chce się wierzyć, że serce i serdeczność większości
Polaków nie dopuszczą do tego, żeby tę sprawę zaniechano. A co będzie –
zobaczymy – mówi Franciszek Bogusławski, założyciel i pierwszy prezes Związku
Polaków w Kazachstanie. Przypomina, że kolejne zabiegi ustawodawcze, by uporać
się z problemem powrotu zesłańców, m.in. ustawa repatriacyjna z 2000 r.,
zakończyły się fiaskiem. – Każda ustawa mogłaby odnieść sukces, jeśli byłaby
wola polityczna na jej realizację. Ten obecny projekt – choć nie wierzę w to do
końca – może być nawet przyjęty przez Sejm. Natomiast jeśli nie podejmie się w
związku z tym dalszych kroków, to też będzie to tylko zwyczajny papier, czyli –
jak to się mówi w Polsce – świstek – podsumowuje Bogusławski.
Robert Wyszyński ze Związku Repatriantów Rzeczypospolitej ma nadzieję, że obecny
projekt zostanie jednak uchwalony. Jego zdaniem, absurdalne były dotychczasowe
rozwiązania prawne, które obarczały kosztami repatriacji samorządy. – Ponad dwa
tysiące ludzi czeka w kolejce na powrót do Polski od około 5 lat. Dzieje się
tak, pomimo że spełnili już wymagane formalności. Czekają na zaproszenia od
samorządów, a takich w ogóle nie ma. Samorządy są na to zbyt biedne – ocenia
skutki realizacji ustawy z 2000 r. Wyszyński.
Jacek Dytkowski
