Targowica

Za nieco ponad dwa miesiące, dokładnie 27 kwietnia, przypada 220. rocznica
najbardziej haniebnej zdrady w całej historii Polski, której politycznie
nikczemne tradycje istnieją po dziś dzień. Przypominam o tej "złej" rocznicy już
dzisiaj, aby o niej nie zapomniano, bo to ważna data w naszych dziejach.
Istnieje w języku polskim idiom, słowo nieprzetłumaczalne i niepowtarzalne w
żadnym innym języku na świecie. Tym wyjątkowym słowem jest określenie TARGOWICA.
Oznacza ono zdradę narodową, zdradę państwa, ale w sposób szczególny Targowica
jest to zdrada Polski na rzecz Rosji, w imię imperialnych interesów rosyjskich,
pod pretekstem rzekomej polskiej racji stanu. "Targowica" od 220 lat stanowi
pewien skrót myślowy, symbol rzekomo niepodległej Polski, w rzeczywistości
pozbawionej suwerenności i rządzonej przez wysługujących się Rosji Polaków
zdrajców.

W pałacu ambasady przy Miodowej, zdobytym 18 kwietnia 1794 r. przez
powstańców Jana Kilińskiego, znaleziono kompromitujące dowody w postaci
dokumentów potwierdzających jedynie oczywistą w sensie politycznej działalności
współpracę z zaborcą Polski. Takie same dowody winy w postaci dokumentu
potwierdzającego pobieranie rosyjskich rubli dotyczyły kilkuset (!)
najważniejszych polityków XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej. Był wśród nich
również sam Stanisław August Poniatowski "wybrany" na króla w wolnej elekcji, a
w rzeczywistości na rozkaz jego protektorki carycy Katarzyny, przy udziale
jednostek armii rosyjskiej. Przystąpienie króla do Targowicy w 1792 r. stanowiło
tylko konsekwencję jego permanentnego staczania się od 1764 roku. Pisał o tym
Paweł Jasienica: "Stanisław August sam siebie poddał działaniu piekielnego prawa
równi pochyłej. Kto raz na nią wstąpi, co głos ogółu zwie zazwyczaj "załamaniem
się", ten już później sunie w dół ruchem jednostajnie przyspieszonym. Psychiczna
samoobrona nakaże mu rychło ciągnąć za sobą innych, ułatwiać podłości, w głębi
serca pragnąć powszechnego spodlenia". Stanisław August uchodził za reformatora
państwa, szczególnie kultury i oświaty. Były to jedynie pozory reform, na jakie
zezwalała mu Rosja. W rzeczywistości było tak, jak zwięźle sprecyzował to
znakomity amerykański historyk Robert Lord: "Pierwszy rozbiór Polski stanowił
zapowiedź ostatecznej katastrofy, lecz nie czynił jej jeszcze nieuniknioną.
Żadne reformy nie były możliwe naprawdę, dopóki Rosja sprawowała pełną kontrolę
nad Polską. Twierdzenie, że Rzeczpospolita, podporządkowując się biernie
dominacji rosyjskiej, zachowałaby integralność terytorialną, jest mało
prawdopodobne, a ponadto całkowicie niemożliwe do udowodnienia".

Pod fałszywie pojmowanymi politycznymi hasłami dobrych stosunków, współpracy
oraz pojednania z Rosją w ciągu ostatnich 220 lat mieliśmy realnie do czynienia
z kolejnymi aktami zdrady Polski dokonywanymi w imię imperialnych celów Rosji
carskiej, potem sowieckiej, a obecnie Rosji Putina. Dobre stosunki i współpraca
z sąsiadami powinny być celem polityki zagranicznej każdego państwa. Także
pojednanie jest rzeczą szlachetną i potrzebną. Ale to nie może być ulica
jednokierunkowa. To nie może być tak, że z Rosją mamy ciągle nierozliczone
rachunki krzywd. Po 10 kwietnia 2010 r. dochodzą nowe, Moskwa domaga się od
Polaków dobrej woli, a sama nie tylko nie wykazuje dobrej woli, ale wolę
najgorszą! Współczesnych targowiczan zdefiniował generał Witalij Pawłow, przez
kilkanaście lat szef rezydentury KGB w Warszawie, a następnie rektor akademii
KGB w Moskwie: "KGB nie miało w Polsce agentów, a jedynie zaufanych ludzi wśród
przyjaciół". Inaczej mówiąc, w polskich elitach władzy Rosjanie mieli krąg
przyjaciół, a wewnątrz nich krąg przyjaciół najwyższego zaufania. Agentów
Rosjanie mieli w Anglii, Ameryce, RFN i innych krajach. W Polsce mieli
targowiczan – zdrajców Polski!

Józef Szaniawski

drukuj