Tam powstały Śluby Jasnogórskie
Z siostrą Ewą Adamczuk, nazaretanką pracującą w Komańczy, rozmawia Małgorzata Pabis
Pół wieku temu z Komańczy został uwolniony Prymas Tysiąclecia ks. kard. Stefan Wyszyński. Jednak przez ten cały czas do tego miejsca, ukrytego na pograniczu Bieszczad i Beskidu Niskiego, przybywają ludzie z różnych stron Polski. Dlaczego tak się dzieje?
– To jest dowód na to, że święci żyją pośród nas, pozostawiają swoje ślady, swoją historię, którą nie sposób zmienić. W naszej Ojczyźnie także są takie miejsca, takie zakątki, domy, sanktuaria, do których się powraca. Pytanie: dlaczego przybywa tu tak wielu ludzi, stawiam sobie sama na co dzień, jak to się dzieje, jak długo będą tu przybywać? Często, kiedy oprowadzam grupy, pytam, skąd są, dlaczego tu przyjechali. Wtedy dowiaduję się, że są tacy, którzy przybywają tu po raz kolejny, ale naprawdę wielu ludzi przyjeżdża do nas do Komańczy po raz pierwszy. To nas bardzo cieszy, że wciąż nowi ludzie poznają to miejsce i dowiadują się o tym, co przeżywał tu Prymas Tysiąclecia.
Przebywając u Sióstr, nie sposób nie zauważyć, że duży procent odwiedzających Komańczę stanowią ludzie młodzi…
– To jest bardzo budujące. Zawsze na początku próbuję przybliżyć młodym postać księdza Prymasa, wiem bowiem, że oni nie pamiętają tamtych czasów. Często jednak widzę, że oni są bardzo zafascynowani historią Polski, zdają sobie sprawę z tego, że Kościół w naszej Ojczyźnie przeżył wielkie trudności. W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć sługi Bożego Ojca Świętego Jana Pawła II, który często powtarzał, a młodzież to zapamiętała, że nie byłoby Papieża Polaka na Stolicy Piotrowej, gdyby nie Prymas Tysiąclecia. Już przez te słowa ks. kard. Wyszyński staje się im bliższy.
Chcę powiedzieć, że młodzież jest cudowna. Kiedy się z nią spotykam, kiedy widzę, że przyjeżdżając do Komańczy, szukają tu odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia, z którym spotykają się w życiu, patrząc na księdza Prymasa, na jego cierpienie, pytają, dlaczego warto wierzyć, co daje wiara. W zetknięciu ze wzorem księdza Prymasa widzą, że wiara rodzi się w cierpieniu. Często tu odpowiadają sobie, że bez wiary nie da się dobrze żyć. Doświadczają tu mocy ducha ks. kard. Wyszyńskiego. Dziś młodzi mają w sobie wiele lęków. Tu widzą, że ksiądz Prymas się nie lękał, więc staje się dla nich jasne, że tylko wiara uzdrawia lęki, których dziś nie brakuje.
Do Komańczy przybywa także wiele rodzin…
– Rodziny przybywają tu chętnie, z różnych powodów. Wielu Polaków postrzega księdza Prymasa jako ojca, któremu oddaje swoje problemy, troski, zmartwienia, a on otacza ich swoją opieką. Ludzie zdają sobie sprawę z tego, że Prymas Tysiąclecia więziony był nie tylko w swojej sprawie, ale przede wszystkim w sprawie Kościoła, w sprawie naszej Ojczyzny. Widzą jego ojcowskie serce. Często podkreślam w rozmowie z ludźmi, że ks. kard. Wyszyński zawierzył Matce Bożej nie tylko siebie, ale cały Naród.
W tym roku szczególnie widzę, że ludzie potrzebują tekstów Ślubów Jasnogórskich, o których im mówimy. Wspólnie zastanawiamy się, co z tych ślubów zachował nasz Naród – czy w sprawie nierozerwalności małżeństwa, czy w sprawie zabijania poczętych dzieci.
Tutaj widzimy, że całe rodziny znajdują wyciszenie, miejsce, w którym mogą pozostawić troski. Tu mogą zastanowić się, dokąd zmierzają. Tu niejako czas się zatrzymuje, a po takim wyciszeniu inaczej wraca się do codzienności.
Jest jeszcze jedna rzecz, która przyciąga rodziny do Komańczy. Myślę, że jest nią nasze nazaretańskie zgromadzenie, które swoją uwagę kieruje właśnie na rodziny.
Siostro, czas upływa, a paradoksalnie wydaje się, że śladów księdza Prymasa Wyszyńskiego w Komańczy przybywa…
– Tak jak przybywa ludzi odwiedzających Komańczę… Widząc pielgrzymów, chcemy stworzyć tu miejsce, które pomoże im jak najpełniej spotkać się z osobą księdza Prymasa. W ostatnim czasie od wiaduktu do naszego domu zbudowałyśmy Dróżki Prymasa, na których zostały umieszczone fragmenty Ślubów Jasnogórskich. Pielgrzym, zdążając do nas na górę, już w drodze poznaje myśli naszego ojca. To budzi ogromne zainteresowanie. Być może już niedługo uda się nam zakończyć budowę sali, w której wyświetlać będziemy dla pielgrzymów filmy o księdzu Prymasie.
Jeśli ludzkie serca będą życzliwe, to chciałybyśmy tu jeszcze dużo zrobić, aby pomóc ludziom jak najlepiej przeżyć spotkanie z ks. kard. Wyszyńskim.
Jak Siostra myśli, co Prymas Tysiąclecia może dać współczesnemu człowiekowi?
– Jestem przekonana, że czas Prymasa Tysiąclecia nie minął i nie minie. On będzie wciąż trwał, wciąż wydawał owoce coraz bardziej obfite, i to bez względu na to, jakie czasy nastaną dla Kościoła. Musimy pamiętać, że 50 lat temu to właśnie cierpienie księdza Prymasa dało wielkie owoce. Dziś także przeżywamy trudne czasy, więc potrzebujemy przewodników, mocarzy, którzy nas poprowadzą. Przykład ks. kard. Wyszyńskiego na dzisiejsze czasy jest jak najbardziej odpowiedni.
W ubiegłym roku w Komańczy odbyły się duże uroczystości z okazji otwarcia Roku Prymasowskiego. Czy już dziś możemy powiedzieć, jak będą wyglądać w tym roku?
– Zapowiadają się bardzo uroc zyste obchody związane z 50. rocznicą uwolnienia księdza Prymasa z Komańczy. Tu chcę przypomnieć, że to właśnie w Komańczy, w naszym domu, przed kapliczką Matki Bożej Leśnej ksiądz Prymas Wyszyński napisał tekst Wielkiej Nowenny oraz Ślubów Jasnogórskich. Z tej okazji w sobotę, 28 października, zapraszamy wszystkich, którym bliska jest osoba ks. kard. Wyszyńskiego. O godz. 10.00 rozpocznie się program artystyczny, a po nim, o godz. 11.00 zostanie odprawiona uroczysta Msza Święta, której będzie przewodniczył Prymas Polski ks. kard. Józef Glemp. Mamy nadzieję, że nasze zaproszenie przyjmie także ks. abp Józef Michalik. Po Eucharystii, jeśli zdążymy z pracami, nastąpi poświęcenie ostatniej Dróżki, na której umieszczony zostanie tekst aktu zawierzenia ks. Prymasa Wyszyńskiego. Już dziś na te uroczystości zapraszamy wszystkich Czytelników „Naszego Dziennika”.
Dziękuję za rozmowę.
