Tajemnica absencji żony Obamy
Z dr. Januszem Siborą, badaczem dziejów dyplomacji, znawcą protokołu
dyplomatycznego i ceremoniału państwowego, wykładowcą na Wydziale Filozofii,
Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego, rozmawia Marta Ziarnik
Jak to jest, z dyplomatycznego punktu widzenia, z nieobecnością amerykańskiej
pierwszej damy podczas wizyty jej męża w Polsce? Niektórzy twierdzą, że mamy tu
do czynienia z pewnym faux pas…
– Jako faux pas bym tego nie określił. Wydaje się, że z protokolarnego punktu
widzenia nie było to zaskoczeniem. Protokoły dyplomatyczne obu państw wcześniej
ustalają precyzyjnie wszystkie punkty wizyty. Tego typu kwestie muszą być przed
każdą wizytą starannie przygotowane, chociażby po to, żeby doprecyzować program
powitania czy też przygotować osobny program dla małżonek. Natomiast druga
sprawa jest taka, że wizyta prezydenta USA w Polsce miała dość skomplikowaną
formułę, bo pierwszego dnia mieliśmy do czynienia z wizytą roboczą, podczas gdy
drugiego dnia podkreślano roboczy charakter rozmów politycznych i zaplanowanych
spotkań, nadając im jednak bardziej uroczystą oprawę. Proszę zwrócić uwagę, że
ceremonia powitania przed Pałacem Prezydenckim miała miejsce na początku
drugiego dnia wizyty, a złożenie wieńca na Grobie Nieznanego Żołnierza
rozpoczynało pobyt prezydenta w Polsce. Ale i tak tę wizytę – stosując
podręcznikowe kryteria hierarchii wizyt – należałoby zakwalifikować niżej
aniżeli trzydniową państwową wizytę Baracka Obamy w Wielkiej Brytanii.
Czym dokładnie różnią się te dwie formuły wizyt?
– Wizyta państwowa jest w dyplomacji wizytą najwyższego szczebla. Ma ona miejsce
bardzo rzadko. Na przykład ostatnia wizyta amerykańskiego prezydenta na Wyspach
Brytyjskich była dopiero drugą wizytą państwową w historii stosunków
brytyjsko-amerykańskich. Wizycie takiej przypisany jest szczególnie rozbudowany
ceremoniał. W czasie oficjalnego powitania oddany zostaje honorowy salut
armatni. Punktem kulminacyjnym takiej wizyty jest oczywiście oficjalny obiad, w
czasie którego wygłaszane są przemówienia i wznoszone toasty. O bardzo dobrym
stanie wzajemnych stosunków świadczą też ordery, które zostają wręczone przed
uroczystym przyjęciem, tak aby udekorowana głowa państwa mogła w nich wystąpić
właśnie w czasie uroczystego przyjęcia. 7 czerwca kanclerz Niemiec Angela Merkel
rozpoczęła państwową wizytę w USA i została udekorowana przyznanym jej w 2010
roku Medalem Wolności (Presidential Medal of Freedom). Ostatnią wizytę rangi
państwowej złożył w USA prezydent Weizsäcker w 1992 roku. Proszę zwrócić uwagę,
że upłynęły od tego czasu blisko dwie dekady. Wizyty oficjalne w dyplomacji
odbywają się częściej, a robocze najczęściej. Z całą pewnością szefowa
amerykańskiego protokołu Capricia Marshall zadba o perfekcyjne przygotowanie
spotkania. Dobrze się stanie, gdy za kilka dni ocenimy i porównamy obie wizyty.
Dostrzegł Pan jeszcze inne problemy o charakterze protokolarnym podczas
spotkania z Obamą i samego szczytu, który odbywał się w Warszawie?
– Takich problemów było więcej. W czasie gdy komentowałem przebieg wizyty w
mediach, kierowano do mnie, tak na antenie, jak i poza nią, wiele pytań.
Dotyczyło to przyjętej formuły powitania, zarówno prezydenta Baracka Obamy, jak
i uczestników XVII Spotkania Prezydentów Państw Europy Środkowej. Wspomnę
chociażby o tym, że podczas gdy prezydent RP i prezydent amerykański witali
uczestników szczytu na tzw. working dinner, wówczas obaj występowali w roli
współgospodarzy. W oficjalnym programie wizyty Biały Dom tak właśnie określił to
spotkanie. Strona polska nieco inaczej je sklasyfikowała, przyjmując formułę, iż
Barack Obama był gościem honorowym. I tu jest pewna różnica. W przypadku formuły
powitalnej, gdzie jest zaproszony gość honorowy, gospodarz wita wszystkich
gości, a w szczególności wita właśnie tego jednego gościa honorowego. Protokół
dyplomatyczny w tego typu sytuacjach jest elastyczny i temu właśnie służy, by
każdą osobistość potraktować z należnym jej szacunkiem, i tak się właśnie stało
w tym przypadku. Rozmowy ułatwiał także kształt stołu wybrany na tę okazję.
Wszyscy zasiedli przy okrągłym stole.
Z czego wynikały te rozbieżności w postrzeganiu przyjętej formuły?
– Tłumaczyłbym to względami technicznymi, które należy również uwzględniać.
Formułę taką spotykamy często na europejskich i światowych szczytach. Należy też
uwzględniać rolę mediów i czynniki wizerunkowe. Ważne, by każdy z uczestników
spotkania mógł powrócić do domu z pamiątkowym zdjęciem. Proszę też zwrócić
uwagę, że na słynnej prezydenckiej limuzynie w Londynie i Dublinie umieszczona
była flaga państwa goszczącego amerykańskiego prezydenta. Określa to protokół
flagowy każdego z państw. Dokument taki zawiera nawet szczegółowe rysunki
ukazujące sposób umieszczenia flag na samochodzie. W Warszawie spotkaliśmy się z
inną sytuacją. Proszę zwrócić uwagę, że również w czasie wizyty prezydenta
Miedwiediewa na jego limuzynie nie było proporczyka z polskimi barwami
narodowymi. Tak również było w przypadku wizyty prezydentów Ukrainy i Węgier czy
szwedzkiej pary królewskiej. Każde z państw stosuje własne przepisy
protokolarne. Pozostańmy na stwierdzeniu tych obserwacji. Być może jest to wyraz
szczególnej kurtuazji strony polskiej w stosunku do gościa.
Wracając jeszcze do nieobecności Michelle Obamy, to poza względami
protokolarnymi można na tę sprawę spojrzeć z jeszcze innej strony, bardziej
emocjonalnej.
– Zgadzam się z panią. Bo choć – jak już mówiłem – protokolarnie można jej
nieobecność formalnie wytłumaczyć, to jednak patrząc z innej strony, należy
wspomnieć, że na wizyty robocze prezydenci mogą zabierać swoje żony, co też
często czynią. I sama Michelle Obama, z tego, co pamiętam, towarzyszyła mężowi w
co najmniej kilku wizytach roboczych, m.in. w Rosji i Francji. Do Rosji Obama
zabrał przecież nawet dwie swoje córki. Także na powyższym przykładzie widzimy,
że fakt, iż wizyta prezydenta jest wizytą roboczą, wcale nie przeszkadza w tym,
aby brała w niej udział także pierwsza dama. Nie mogę też pominąć faktu, że my,
Polacy, jesteśmy znani z gościnności i chętnie gościlibyśmy w naszym kraju także
amerykańską pierwszą damę. Z całą pewnością goszczenie Michelle Obamy byłoby dla
nas zaszczytem i sprawiłoby nam wiele radości. Znając zamiłowanie pierwszej damy
do ekologii i przyrody, moglibyśmy jej pokazać urokliwe mazowieckie krajobrazy i
kwitnące właśnie sady, które w maju przystrojone są świeżą zielenią. Co naprawdę
było powodem nieobecności pierwszej damy, tego się nie dowiemy.
Czy mogły na tę decyzję wpłynąć np. kwestie emocjonalne?
– Nie chciałbym wchodzić w tego typu dywagacje, gdyż tego nie wiem. Wiem jednak,
że gdyby Barack Obama jechał od razu z Ameryki do Polski bez małżonki, to pewnie
nie byłoby problemu. Ale że prezydent odbywał tzw. europejski trip i w pierwszej
połowie, czyli podczas wizyty w Wielkiej Brytanii i Irlandii, Michelle Obama
brała udział, a w drugiej jej części, która uwzględniała wizytę w Polsce – już
nie, to wizerunkowo wypadło nie najlepiej. Podczas całej wizyty prezydent starał
się jak najbardziej ocieplić swój wizerunek. W kilka godzin po rozpoczęciu
wizyty złożył deklarację, że zawita do Polski z córkami w 2013 roku. Następnego
dnia zrelacjonował swoją rozmowę telefoniczną z żoną, mówiąc, jak pięknym i
gościnnym krajem jest Polska. Wówczas ponownie padły słowa o przyjeździe do nas
z rodziną. Gdy z ust amerykańskiego prezydenta wypowiadane są tego typu
sformułowania, po części są one wyrazem jego osobistych uczuć, ale nie można też
wykluczyć wpływu prezydenckiego otoczenia.
W pewnym sensie brak amerykańskiej pierwszej damy mógł wpłynąć na obniżenie
rangi omawianej wizyty, a poza tym w pamięci mamy też absencję Baracka Obamy
podczas ubiegłorocznego pogrzebu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki
Marii.
– W pytaniu porusza pani redaktor dwie kwestie. Obie są natury bardzo
delikatnej. Sprawa pierwsza, dotycząca rangi wizyty. Z całą pewnością brak
pierwszej damy u boku męża nie miał wpływu na merytoryczny kształt spotkań i
rozmów. Niewątpliwie jednak obecność pierwszej damy ociepla znacznie klimat
rozmów. Raz jeszcze pragnę podkreślić, iż z punktu widzenia protokołu wszystko
odbyło się w jak najlepszym porządku. Zupełnie inna kwestia to sprawa wizerunku.
Podróż amerykańskiego prezydenta po Europie trwała kilka dni. Pewien dysonans
wywołał fakt, iż w czasie pierwszej części podróży Obamy po Europie towarzyszyła
mu małżonka. Dzielnie zresztą wspierała go w czasie żywiołowego spotkania z
mieszkańcami Dublina. Na tym właśnie tle brak pierwszej damy był szczególnie
mocno zauważalny w Warszawie.
Z jeszcze większą delikatnością i ostrożnością w formułowaniu opinii należy
wypowiadać się, gdy poruszamy kwestię tragedii, która tak mocno nas dotknęła.
Spotkanie prezydenta USA w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie z
rodzinami osób, które zginęły w katastrofie smoleńskiej, było wyrazem hołdu
złożonego ofiarom katastrofy. Należy ten gest odczytać jako wyraz współczucia
wyrażonego Narodowi Polskiemu. Dotykamy tu materii tak delikatnej, iż ta
zapalona symbolicznie świeca najlepiej oddaje osobiste uczucia prezydenta i
narodu amerykańskiego. Pamiętajmy, że światło zapalonej świecy, która jest
symbolem nadziei i wiary, niesie głębsze przesłanie.
Dziękuję za rozmowę.
