Szewska pasja Lecha Wałęsy

Z reżyserem Grzegorzem Braunem,
autorem reportażu "Plusy dodatnie – plusy
ujemne", rozmawia Roman Motoła

Niedawno nakręcił Pan reportaż dotyczący tajnego współpracownika
(TW) Służby Bezpieczeństwa "Bolka". Zostały w nim zestawione dokumenty
dotyczące tego agenta z materiałami odnoszącymi się do byłego prezydenta
Lecha Wałęsy,
któremu niektórzy byli opozycjoniści zarzucają agenturalną przeszłość. Jak
wypada to porównanie?
– Trzeba powiedzieć, że to są te same dokumenty. Część z nich wymienia oba
te imiona równocześnie.

W pewnym momencie rozmowy, którą przeprowadził Pan na użytek reportażu z byłym
prezydentem, Lech Wałęsa bardzo się zirytował. Co wywołało taką reakcję?
– Na rozmowę umawiałem się znacznie wcześniej, wysłałem list do biura Lecha
Wałęsy. W tym liście informowałem o temacie, podałem tytuł mojej pracy. Było
więc jasne, czego będą dotyczyły pytania. Co więcej, dostałem potwierdzenie
zaproszenia na tę rozmowę z biura prezydenta w Gdańsku, w którym pan prezydent
przez swoich pracowników wyraził satysfakcję, że sprawa byłego tajnego współpracownika
może być wyjaśniona. Odpowiadając na pytanie, muszę powiedzieć, że nie do końca
rozumiem tę sytuację. Nie wiem, dlaczego pan prezydent doprowadził się do szewskiej
pasji, będąc świadomy, w jakiej sprawie do niego przybywam i jakie sprawy mnie
zajmują.

Pan pokazywał mu kopie dokumentów z IPN, które Lech Wałęsa podarł. Jakie to
były materiały, czego dotyczyły?

– To dokumenty, które cytuję w moim reportażu.

Reportaż nie został dobrze oceniony przez telewizyjną komisję kolaudacyjną.
Czego dotyczyły zarzuty?

– Pracę nad tematem rozpocząłem już przed blisko rokiem. Gotowa rzecz została
przedstawiona telewizji jeszcze przed końcem lutego 2006 r. W połowie marca
odbyła się kolaudacja w dosyć szerokim składzie, jak na skromny reportaż, bo
redakcja TVP3 zaprosiła razem około dziesięciu osób. Kolaudacja trwała dość
długo, około dwóch godzin. Wszyscy mieli coś nieprzyjemnego do powiedzenia,
ale były też pozytywne uwagi na temat reportażu. Po miesiącu dostałem protokół
z kolaudacji, w którym znalazły się już tylko nieprzyjemne rzeczy. Pojawiły
się głównie dwa hasła: "Brak symetrii" i "Czy nie wcześnie na
taki film?". Telewizja ma swoje sposoby na "przywracanie symetrii" wszystkiemu,
co emituje. Może przecież zaprosić na antenę odpowiednie osoby po to, żeby
mój reportaż skomentowały, wręcz "zniszczyły". Ja wolałbym poddać
go ocenie widowni, a tymczasem czekam na wyraźne ustosunkowanie się telewizji
do tej sprawy. Protokołu, jaki otrzymaliśmy, ja i producent reportażu Piotr
Szyma, dzięki któremu ta realizacja w ogóle doszła do skutku, nie zdecydowaliśmy
się podpisać. Nie uważamy, żeby on w prawdziwy sposób oddawał przebieg kolaudacji,
czekamy, jakie wnioski wyciągnie telewizja.

Zarzucano Panu, przecież nie początkującemu reżyserowi, m.in. błędy warsztatowe.
Jak Pan odnosi się do tych zarzutów?

– Przede wszystkim chciałbym, żeby moją pracę mogli ocenić widzowie. Zwróciliśmy
się do głównego zainteresowanego, do Lecha Wałęsy, z prośbą o skomentowanie
dokumentów cytowanych w reportażu. Ich znaczenie jest interpretowane w reportażu
także przez innych świadków historii. Otóż Lech Wałęsa z tej możliwości nie
skorzystał. Zdecydował się te dokumenty podrzeć. Sądzę, że jest to zbyt ważna
rzecz w życiu kraju i w moim życiu osobiście, żebym – skoro już zapoznałem
się z tymi dokumentami – wiedzę tę zostawił dla siebie. Myślę, że to jest sprawa
aktualna, ważna, bynajmniej nie tylko historyczna. W tej sprawie chodzi z jednej
strony o smutne fakty sprzed lat trzydziestu, trzydziestu kilku, ale także
o to, co z tymi smutnymi faktami pan prezydent Lech Wałęsa zechciał uczynić
już w wolnej Polsce.

Reportaż nie jest na razie znany szerzej. Czy mógłby Pan go przybliżyć naszym
Czytelnikom? Skąd wzięła się inspiracja, jak ten materiał powstawał, z czego
się składa, wypowiedzi jakich osób i jakie dokumenty się w nim znalazły?

– Między innymi udzielili mi wypowiedzi dawni koledzy Lecha Wałęsy z pracy.
Ale to jest ciągle temat, o którym nie wszyscy świadkowie historii chcą opowiadać
i o którym nie wszyscy historycy chcą mówić. A jak to się stało, że zrobiłem
taki reportaż? Można by zacząć od czasów bardzo odległych. Mija już 25 lat,
jak we Wrocławiu przy ul. Mazowieckiej, przed ówczesną siedzibą zarządu regionu "Solidarności" stałem
w tłumie wrocławian, Dolnoślązaków i oklaskiwałem Lecha Wałęsę – przewodniczącego
związku, który wtedy, wiosną 1981 r., bodaj po raz pierwszy przyjechał do Wrocławia.
Mnie, wówczas nastoletniego chłopca, na to spotkanie zabrała mama. Patrzyłem
z daleka na już wówczas legendę "Solidarności", stałem i klaskałem.
Po latach zacząłem się zastanawiać, komu klaskałem.

Czy to możliwość dostępu do dokumentów z Instytutu
Pamięci Narodowej wzbudziła w Panu chęć zajęcia się tym tematem? Nie tak
dawno historyk Sławomir Cenckiewicz
przygotowywał publikację na temat agenta "Bolka" dla czasopisma "Arcana" i
ten materiał został wstrzymany, nie ukazał się.

– To zdarzenie ożywiło we mnie zainteresowanie sprawą i spowodowało, że zaproponowałem
Telewizji Polskiej S.A. w ramach cyklu reportaży pod roboczym tytułem "Z
archiwum IPN" realizację materiału na ten temat. Żadnego innego tematu
nie udało mi się na razie zrealizować, co było związane z trudnościami, jakie
pojawiły się w dostępie do akt IPN latem ubiegłego roku za sprawą wówczas pełniącego
obowiązki prezesa tej instytucji Leona Kieresa. Jego rozporządzenie de facto
zamknęło dostęp do akt.

Jakie zatem będą dalsze losy reportażu "Plusy dodatnie – plusy ujemne"?
Był on już prezentowany publicznie we Wrocławiu…

– To nie był pokaz publiczny. To były konsultacje z publicznością przed premierą.
Jestem ciekaw opinii, tak jak wyrazili swoje zdanie uczestnicy kolaudacji w
telewizji. Ciekaw jestem, czy wszyscy, tak jak redaktorzy i prawnicy w TVP,
uważają, że to jest materiał tak problematyczny. Poprosiliśmy ośrodek telewizji
we Wrocławiu, na zlecenie którego działaliśmy (on z kolei na polecenie Programu
3 TVP), o wyraźne zadeklarowanie intencji wobec nas i wobec naszego utworu.
Oczekujemy. Czas mija, nasz materiał dotyczy ważnych spraw, myślę, że interesujących.
Bardzo chciałbym, żeby moment, w którym reportaż zostanie poddany szerszej
ocenie widowni, się nie odwlekał.

Czy szansa na to jest wyłącznie na antenie telewizji publicznej, czy ona jest
właścicielem tego materiału?

– Telewizja Polska nie jest jego właścicielem, ponieważ nie nabyła go od mojego
producenta-zleceniobiorcy. Mój producent nie otrzymał na tę produkcję od telewizji
żadnych funduszy. Liczymy, że telewizja wywiąże się z zobowiązania. Nie chcielibyśmy,
żeby odłożyła to na półkę. Warto, żeby Polacy zobaczyli swojego prezydenta,
kiedy po raz kolejny unika odpowiedzi na zasadnicze pytania.

Dziękuję za rozmowę.

"Plusy dodatnie – plusy ujemne". 48 min. Reż. Grzegorz Braun, Reportaż
powstawał w latach 2005-2006. Występują: Krzysztof Wyszkowski, Henryk Lenarciak,
Henryk Jagielski, Joanna Duda-Gwiazda, Andrzej Gwiazda, prezydent Lech Wałęsa
oraz różne osoby publiczne w materiałach archiwalnych, m.in. z 1992 r.

drukuj