Syndrom Nangar Khel

Z gen. Waldemarem Skrzypczakiem, byłym dowódcą Wojsk Lądowych, rozmawia
Maciej Walaszczyk

Dlaczego Pan przyszedł wczoraj do sądu na ogłoszenie wyroku w sprawie
żołnierzy oskarżonych o zbrodnię wojenną na cywilach. To jakaś forma wsparcia?

– Tę sprawę obserwowałem od początku, byłem pierwszym, który stanął publicznie w
obronie żołnierzy. Odrzuciłem strach i obawy na bok, broniłem ich także tuż po
ich aresztowaniu.

Dlaczego?
– Czułem się w obowiązku ich bronić, bo byłem ich dowódcą. Dlatego interesowałem
się tym, dlaczego zostali zatrzymani i oskarżeni.

Pan wierzy w ich niewinność?
– Tak, od początku wierzyłem w ich niewinność i ten wyrok tego w niczym nie
zmienia. Od początku podkreślałem, że są niewinni.

Sąd uniewinnił ich, bo nie było wystarczających dowodów, które trudno było
zdobyć i je weryfikować. Przyznał jednak, że były powody, dla których
prokuratura zajęła się tą sprawą, jak też powody, dla których zastosowano środek
zapobiegawczy w postaci aresztu.

– Nie sądzę, by sposób aresztowania świadczył o rzekomo dokonanym przestępstwie.
Zupełnie nie zgadzam się z formą tego zatrzymania. Żołnierz jest osobą, która
podlega rozkazom, i nie było konieczne aresztowanie przy pomocy Żandarmerii
Wojskowej w ich domach na oczach rodzin.

Jakim piętnem ta sprawa odcisnęła się na wojsku? Sędzia przyznał, że była to
sprawa bez precedensu.

– Proszę wierzyć, że żołnierze obserwowali to, co działo się w sądzie. I jeszcze
długo syndrom Nangar Khel będzie w wojsku pokutował, dopóki będzie żyła pamięć o
tej sprawiedliwości. Wojsko obserwowało tę sprawę z dużą uwagą.

Ale na czym ten syndrom ma polegać?
– To obawa przed użyciem broni, obawa decyzyjna w warunkach działań bojowych.
Odbija się to na postawie żołnierzy, którzy są na misjach, i przede wszystkim na
ich bezpieczeństwie.

Obrońcy żołnierzy argumentowali, że jedną z przyczyn tragedii miało być
rozwiązanie WSI oraz brak należytego rozpoznania na obszarze działań wojska w
Afganistanie przez nowe służby wojskowe. Dziś Pan ten zarzut również
podtrzymuje?

– Od początku mówiłem otwarcie, kto wywołał całe zamieszanie i pisał jego
scenariusz – to polskie służby. To SKW przez dwa miesiące budowała scenariusz
dla tego zdarzenia i prokuratura taki gotowy scenariusz dostała, zbudowany na
podstawie podsłuchów, nasłuchów i – jak to się mówi – "podsłuchów toaletowych".
Nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.

Ale jaki miały mieć w tym cel?
– Niech pan zapyta tych polityków, którzy ten scenariusz zaakceptowali.
Niektórzy z nich już nie żyją.

Ma Pan na myśli ministra Aleksandra Szczygłę?
– On dostał w kopercie gotowca do ręki na moich oczach i śp. gen. Bronisława
Kwiatkowskiego.

Jak zareagował?
– Chyba z milczącym oburzeniem.

Dziękuję za rozmowę.

 

*******************************

 

Oskarżenia pod adresem SKW to polityczna kreacja

 

Z Antonim Macierewiczem, byłym likwidatorem WSI i twórcą Służby
Kontrwywiadu Wojskowego, rozmawia Maciej Walaszczyk

Żołnierze oskarżeni o zbrodnię wojenną, której mieli się dopuścić,
ostrzeliwując wioskę Nangar Khel w Afganistanie, zostali uniewinnieni. Sąd
uznał, że niedające się usunąć wątpliwości należało rozstrzygnąć na korzyść
żołnierzy. Jak Pan jako były szef SKW, która wykryła sprawę, komentuje ten
wyrok?

– Pierwszy raz słyszę, by SKW wykryła tę historię. Z moich informacji wynika, że
zajmowała się nią Żandarmeria Wojskowa. Z tego, co wiem, SKW w całym toku
postępowania nie była przywoływana, a w każdym razie do mnie taka informacja nie
dotarła. Nie byłem też na tę okoliczność nigdy przesłuchiwany ani chyba nikt ze
Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Proszę o to pytać Żandarmerię i prokuraturę
wojskową, bo to one zajmowały się tą sprawą. To kreacja polityczna, która nie ma
nic wspólnego z rzeczywistością.

A jak ocenia Pan wyrok?
– To, co jest dobre dla armii, służy także Polsce. Zapoznam się z wyrokiem i
będę mógł się do tego odnieść. Jeśli sąd nie znalazł dowodów, to w sposób
oczywisty musiał uniewinnić – tak być powinno.

Generał Waldemar Skrzypczak uważa, że to SKW "napisała scenariusz" dla tej
sprawy.

– Jeśli ma takie informacje, to powinien to zgłosić do sądu lub prokuratury.
Rozumiem, że pan generał nie kryje swojego zdania w tej sprawie, ale jakoś nie
znalazło ono w procesie swojego odniesienia. Myślę, że przez pana generała,
któremu życzę jak najlepiej, przemawia rozgoryczenie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj