Świadectwo niezłomności

Aula wrocławskiego Papieskiego Wydziału Teologicznego była już miejscem wielu podniosłych uroczystości kościelnych, naukowych, kulturalnych. Tutaj np. godność doktora honoris causa odbierali m.in. ks. kard. Joseph Ratzinger, obecny Papież Benedykt XVI, i metropolita wrocławski ks. kard. Henryk Gulbinowicz.

Właśnie ksiądz kardynał był – jak go nazwano – bohaterem zorganizowanej także w tej auli 6 lutego br. ceremonii przekazania dokumentu nadającego mu statusu pokrzywdzonego przez komunistyczne służby bezpieczeństwa. Aktowi temu towarzyszyło niezwykłe wręcz zainteresowanie przedstawicieli prasy, radia i telewizji. I to nie tylko ze względu na cel i charakter tego spotkania, ale także, a może nawet przede wszystkim z uwagi na wielką sympatię, życzliwość i otwarcie, którymi to cechami ksiądz kardynał obdarzał i cały czas to czyni środowisko dziennikarskie. Zresztą z wzajemnością.

Ksiądz kardynał Henryk Gulbinowicz był celem bardzo intensywnych działań inwigilacyjnych ze strony komunistycznych służb bezpieczeństwa (o czym szeroko mówił w wywiadzie opublikowanym na łamach „Naszego Dziennika” 1 lutego br.). – Donosiły na niego setki osób, co znajduje potwierdzenie w kilkuset teczkach zawierających materiały dotyczące prób zmuszenia go do współpracy z UB i SB – powiedział „Naszemu Dziennikowi” dyrektor wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej Włodzimierz Suleja. – Postawę eminencji trzeba określić jako niezłomną w tamtych trudnych czasach – dodał prezes IPN Janusz Kurtyka, wręczając księdzu kardynałowi dokument potwierdzający nadanie statusu pokrzywdzonego.

Uczestniczący w spotkaniu prezydent Wrocławia, wspominając swoje kontakty z ks. kard. Henrykiem Gulbinowiczem w czasie stanu wojennego, przypomniał fakt zdeponowania przez księdza kardynała 80 mln zł, o co prosili go ówcześni działacze „Solidarności”. – Pewnego razu złożyliśmy księdzu kardynałowi wizytę, w czasie której chcieliśmy pobrać część tej kwoty. Eminencja chciał mieć świadka przy przekazywaniu pieniędzy. Poprosił więc do pokoju ówczesnego wrocławskiego biskupa pomocniczego, obecnego ordynariusza zielonogórsko-gorzowskiego ks. bp. Adama Dyczkowskiego. Kiedy ksiądz biskup wszedł do pomieszczenia, ksiądz kardynał – podejrzewając podsłuch – teatralnym głosem powiedział: „Księże Biskupie, tutaj właśnie siostry [ze specjalnym akcentem na to słowo] przyszły po pieniądze na tę ochronkę [uwypuklając także i ten wyraz]”. Biskup Dyczkowski nie zorientował się, o co chodzi, rozłożył ramiona i ruszył w moim kierunku, mówiąc: „Witam, drogi Rafale”. Ksiądz kardynał zdenerwował się i stwierdził: „Siostry, mówię!”. I już do końca tego spotkania byliśmy siostrami – wspominał Rafał Dutkiewicz.

Zapytany przez jedną z dziennikarek po otrzymaniu zaświadczenia o nadaniu statusu pokrzywdzonego, dlaczego prosił o ten dokument, ks. kard. Gulbinowicz z właściwym tylko jemu humorem odpowiedział: – Wystąpiłem o to, ponieważ za trzy dni mogę umrzeć. Ja mam 84 lata, a pani 18, to pani może czekać, a ja nie. – A jak się ksiądz kardynał czuje w związku z tym, co się dzisiaj wydarzyło? – spytała dziennikarka. – Czuję się „jak śliwka w kompocie” – odpowiedział z uśmiechem na twarzy ks. kard. Henryk Gulbinowicz.

Historyk z wrocławskiego IPN dr Tomasz Balbus poinformował w czasie spotkania, że jeszcze w tym roku ukażą się dwie książki o księdzu kardynale. Pierwsza ma opowiadać o metodach rozpracowywania eminencji przez UB i SB od lat 60. do 80., a druga zaprezentuje obraz Kościoła dolnośląskiego w stanie wojennym.

Zabierając głos na zakończenie uroczystości, następca ks. kard. Henryka Gulbinowicza, obecny metropolita wrocławski ks. abp Marian Gołębiewski, życzył księdzu kardynałowi, „żeby broń Boże nie czuł się przez nikogo pokrzywdzony, tylko czuł się wśród nas jak najlepiej!”. A do tych życzeń dołącza się również redakcja „Naszego Dziennika”.

Marek Zygmunt
drukuj