Strój szkolny na cenzurowanym

Z Grażyną Wasilewską, dyplomowanym nauczycielem historii w Zespole Szkół Licealnych i Ekonomicznych nr 1 w Warszawie, rozmawia Agata Gardas

Pani minister Hall definitywnie zrezygnowała z wymogu noszenia szkolnych mundurków?

– Jednym z najważniejszych postulatów wyborczych obecnej ekipy rządzącej było „uproszczenie prawa oświatowego w celu unowocześnienia polskiej szkoły i jej otwarcia na świat”. Nowe władze MEN, by wyjść „naprzeciw potrzebom społeczności szkolnej”, rozpoczęły zatem korektę prawa oświatowego od zablokowania reform poprzedniej ekipy (odium do rewolucji giertychowskiej). Lista tych zmian nie pozostawia złudzeń – zmiana sposobu wyboru podręczników, korekta lektur oraz oczywiście złagodzenie przepisów dotyczących mundurków szkolnych. Wróciliśmy więc do stanu sprzed rządów min. Romana Giertycha. O sposobie ubioru ucznia w szkole decydują: dyrektor szkoły, rada rodziców, samorząd szkolny.


Na ile udało się zrealizować obowiązek noszenia mundurków w ubiegłym roku szkolnym?


– Otóż nawet szkoły zobligowane prawnie do ujednolicenia ubioru szkolnego (podstawowe i gimnazja) zrobiły to tylko częściowo. W Warszawie 1/3 szkół nie zdążyła (rzekome problemy z dostawą, wzornictwem, przetargi itp.). Te, które je wprowadziły, zrobiły to dość niechętnie i z oporem, decydując się na zgrzebne kamizelki czy koszulki polo z naszywkami szkoły. Lepiej poszło małym szkołom na Mazowszu, gdzie mundurki z prawdziwego zdarzenia mają szansę zakorzenić się w świadomości i obyczaju szkolnej młodzieży, budować tradycję i tożsamość szkoły.


Skąd tyle oporów we wprowadzaniu tego wymogu?


– Niechętne poprzedniemu ministrowi oświaty media przedstawiały tę sprawę w niekorzystnym świetle. Natomiast środowisku oświatowemu znany był fakt, że sondaże pokazywały, iż znaczna część rodziców i młodzieży popierała tę ideę. Niestety, obecnie część wychowywanej bezstresowo młodzieży, korzystając ze wsparcia rynku mody, liberalnej prasy i mediów, bardzo niechętnie podporządkowuje się jakimkolwiek nakazom. Modne wręcz staje się bojkotowanie rozporządzeń i regulaminów szkolnych.


Czy były jakieś pozytywne skutki tej ustawy?


– Owszem, cieszy fakt, że znaczna część szkół ponadgimnazjalnych (w Warszawie 95), nie mając obowiązku wprowadzenia mundurków, zrobiła to. Pozostałe szkoły wpisały sobie do statutu informacje o ubiorze szkolnym. Niektóre zaproponowały różnego rodzaju emblematy, znaczki, tarcze, krawaty, czapki, chustki itp. W mojej szkole wprowadzono obowiązek noszenia logo szkoły wraz z identyfikatorem. To już w jakiejś mierze porządkuje kwestię wyglądu i identyfikacji ucznia. Trzeba to kontynuować…


Jak Pani zdaniem (jako wieloletniej nauczycielki) powinna ubierać się młodzież szkolna?


– Jeśli już nie w mundurek, to przynajmniej adekwatnie do miejsca i sytuacji. Szkoła jest szczególnym miejscem pracy nauczycieli i młodzieży, dorosłych i dzieci, a to czyni je wyjątkowym. Szkoła ma w zakresie swoich obowiązków edukacyjnych i wychowawczych także estetykę wyglądu człowieka. Tego oczekuje od niej rynek pracy, rodzina, tradycja szkoły, prawo. Strój ucznia musi być dostosowany do reguł życia społeczności szkolnej, a więc nie plażowy, dyskotekowy, karnawałowy czy wieczorowy. Żadne gołe brzuchy, dekolty, minispódniczki, szpilki czy pełny makijaż. Ubiór szkolny powinien być schludny, stonowany i wygodny.

Jestem tradycjonalistką w oświacie. Uważam więc, że to, co dobre w oświacie, już było. Najlepsze na świecie są szkoły prywatne, a w nich kompletne umundurowanie młodzieży, zgodne z tradycją szkoły sięgającą często kilkuset lat. Wiele szkół katolickich i prywatnych w Polsce dopracowało się bardzo twarzowych mundurków. Młodzież tam uczęszczająca chętnie je nosi i wręcz się tym chlubi. Warto więc tę dobrą tradycję zainicjować w szkołach, które nie posiadają w tej materii żadnych rozwiązań. Uczyni ona dla tożsamości młodzieży i szkoły więcej niż niejeden projekt promocji placówki, przyczyni się do zmiany wizerunku i wytworzy silną więź międzypokoleniową wychowanków. Wszak ciągle aktualną jest maksyma: „Jak cię widzą, tak cię piszą”.


Dziękuję za rozmowę.

drukuj