Steinbach wini polskich nacjonalistów

Największe niemieckie gazety i agencje informacyjne szeroko komentują
wizytę szefowej Związku Wypędzonych (BdV) w Polsce. "Die Welt" umieścił we
wczorajszym wydaniu obszerny wywiad z Eriką Steinbach. Niemieckojęzyczny portal
www.polen.pl posunął się nawet do porównania jej przyjazdu do Polski z majową
wizytą w Warszawie prezydenta USA. Autor artykułu stwierdza, że obydwie wizyty
wywołują dużo kontrowersji i dyskusji.

Dla niemieckich mediów nie ma wątpliwości, że wizyta Steinbach w Polsce jest
wyjazdem służbowym w ramach pełnienia przez nią funkcji rzecznika frakcji
chadeckiej ds. praw człowieka i pomocy humanitarnej w Bundestagu. Niemieckie "Die
Welt" cytuje wypowiedź burmistrz Rumi Elżbiety Rogali-Kończak, która
przypomniała, że "rodzina Steinbach nie miała w Rumi żadnego majątku i nie
została wypędzona". Na temat możliwości spotkania z szefową BdV pani burmistrz
miała odpowiedzieć, że "spotkanie takie powinno się rozpocząć na miejscowym
cmentarzu, gdzie pogrzebanych jest ok. dwóch tysięcy polskich żołnierzy
poległych wskutek niemieckiej napaści w 1939 roku – ale Steinbach odmówiła
spotkania na cmentarzu".
Przewodnicząca BdV planowała złożenie kwiatów pod tablicą upamiętniającą
niemieckie ofiary zatopienia w 1945 roku statków "Wilhelm Gustloff", "Steuben" i
"Goya". Redemptoryści, którzy są gospodarzami kościoła Ludzi Morza, nie zgodzili
się na tę wizytę. Ale "Deutsche Welle" na swoich stronach internetowych
informuje, że "proboszcz Marek Mirus powiedział, że kościół nie może być
zamknięty dla człowieka, który ma potrzebę modlitwy za zmarłych, ale zaraz
dodał, iż dotyczy to wizyt prywatnych, a nie politycznych".
W wywiadzie dla "Welt am Sonntag" Steinbach stwierdziła, że wie, iż jest
nielubiana w Polsce, ale nie przez wszystkich, lecz tylko przez polskich
nacjonalistów z polskiej prawicy. Natomiast liberalny rząd Donalda Tuska
zdecydowanie osłabił takie ostre tony. Jej zdaniem, pokolenie młodych Polaków
nie ma problemów z odbiorem jej osoby. Według Steinbach, żądania, aby polska
mniejszość w RFN miała prawa adekwatne do przywilejów Niemców mieszkających w
Polsce, są nierealne i wysuwane wyłącznie przez obóz nacjonalistyczny. Szefowa
wypędzonych twierdzi, że za Odrą nie ma w ogóle polskiej mniejszości.
– Moim zdaniem, wizyta Eriki Steinbach w Polsce jest z jej strony prowokacją, a
ona sama powinna być w Rumi uznana za persona non grata – mówi senator Dorota
Arciszewska-Mielewczyk. – Jeżeli polski rząd nie reaguje i daje przyzwolenie na
pewne zachowania Steinbach, to takie są tego skutki – dodaje.
 

Waldemar Maszewski, Hamburg

drukuj