Stany na wieży
Kierownik lotów na Siewiernym nie jest w stanie trafnie ocenić sytuacji na
lotnisku, działa pod presją czasu i pogarszających się warunków atmosferycznych,
nie potrafi podjąć ważnych decyzji mających bezpośrednie znaczenie dla
bezpieczeństwa obsługiwanych samolotów. Na wieży miejsce zdecydowanych działań
zajmują chaos i przerażenie związane z powietrznymi "wyczynami" pilotów Iła-76.
Kontrolerzy czekają tylko na to, by ktoś "wyżej" w końcu przerwał ten koszmar,
zamiast samodzielnie zamknąć lotnisko. Tak wyglądała praca grupy kontroli lotów
10 kwietnia 2010 r., kiedy do Smoleńska zbliżała się polska maszyna z
prezydentem na pokładzie.
Sama lektura rozmów, jakie 10 kwietnia 2010 roku prowadzone były na wieży
Siewiernego, wskazuje zarówno na bałagan i nerwowość działań kontrolerów, jak i
na brak należytego przygotowania lotniska do przyjęcia samolotów w trudnych
warunkach atmosferycznych. Jak zauważyła Komisja Badania Wypadków Lotniczych
Lotnictwa Państwowego w swoim raporcie, w dniu katastrofy samolotu Tu-154M na
bliższym stanowisku kierowania lotami (BSKL) "panowała atmosfera dużego napięcia
emocjonalnego, a jej kulminacja następowała w czasie podejść do lądowania
kolejnych samolotów".
Z prowadzonych rozmów widać, że pracownicy na BSKL nie potrafili ze sobą
współpracować, ich działaniom towarzyszyły silne negatywne emocje, z których
"przebija brak zaufania osób funkcyjnych do wiarygodności informacji
przekazywanych z CO" (Centrum Operacyjne w Moskwie kryptonim "Logika").
Jak zauważyła komisja, taka sytuacja w połączeniu z brakiem decyzji wyższych
przełożonych co do skierowania samolotu Tu-154M na lotnisko zapasowe
"wprowadzała rozproszenie uwagi GKL [Grupy Kierowania Lotami – red.], brak
pełnej kontroli nad przebiegiem sytuacji i widoczny niepokój".
Analizując postawę Pawła Plusnina, kierownika lotów (KL) – osoby mającej
kierować pracą służb lotniska i decydować o jego ewentualnym zamknięciu –
komisja uznała, że 10 kwietnia 2010 roku nie był on w stanie "kompleksowo,
krytycznie i decyzyjnie ocenić sytuacji". Nie bez znaczenia dla zachowania
kierownika lotów była obecność na wieży zastępcy dowódcy bazy lotniczej płk.
Nikołaja Krasnokutskiego, który nie tylko ingerował w zakres jego obowiązków,
ale i stopniowo je przejmował, aż po ingerencję w proces kierowania lotami. Taka
sytuacja najwyraźniej przerastała Plusnina, który całkowicie stracił zdolność do
podejmowania decyzji. Jak zauważyła komisja, "narastająca atmosfera wysokiego
napięcia emocjonalnego oraz niski poziom asertywności wobec przełożonych nie
pozwoliły KL na niezależne podejmowanie decyzji".
Nieasertywny, o słabej osobowości
Wedle ocen komisji, kierownik lotów w dniu katastrofy całkowicie stracił
zdolności kierownicze. Jak można wnioskować, był to efekt jego słabej osobowości
cechującej się niskim poziomem asertywności. Plusnin najwyraźniej obawiał się
też pogorszenia warunków atmosferycznych, a działając pod presją rangi lotu,
oczekiwał, że decyzje o losach samolotu podejmie ktoś inny. Liczył na to, że w
jego obowiązkach zastąpią go przełożeni, do czego jednak nie mieli prawa.
Całości dopełniała słaba praca służb meteorologicznych lotniska oraz
nieporadność podległych służb, które a to nie radziły sobie z poprawnym
ustawieniem świateł APM-ów, to znów "plątały się" w okolicach pasa startowego
lotniska Siewiernyj, które już oczekiwało na przylot pierwszego polskiego
samolotu. Kierownik lotów nie potrafił ogarnąć całej sytuacji i zamiast
koncentrować się na swoich głównych zadaniach, zajmował się sprawami pobocznymi,
które rozpraszały jego uwagę. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w sposobie
sprowadzenia samolotu Jak-40, podczas którego wieża dopiero w ostatniej chwili
dostrzegła nadlatujący samolot i wydała spóźnione polecenie odejścia na drugi
krąg.
To nieporadność i uległość spowodowały, że kierownik lotów nie potrafił
wypełniać swoich obowiązków i nie wystąpił z inicjatywą zamknięcia lotniska.
Mógł to uczynić, gdy warunki atmosferyczne spadły grupo poniżej minimum
lotniska, a bezwzględnie powinien, gdy nieomal nie doszło do katastrofy samolotu
Ił-76. Rozmowy na wieży po pierwszym podejściu do lądowania tego samolotu
sugerowały, że Plusnin prawdopodobnie chciał przerwać dalszą pracę na bliższym
stanowisku kierowania lotami, nie widząc możliwości bezpiecznego wykonania
lądowania w takich warunkach, na co zdecydowanie zareagował Krasnokutski.
Kierownik lotów nie tylko nie zaprotestował, ale nawet nie próbował podjąć
polemiki.
Zmienne warunki, stały plan
Dokonując analizy zachowań personelu BSKL, komisja uznała, że "prawdopodobnie
istotną motywacją wszystkich osób zaangażowanych w proces decyzyjny było
uniknięcie odpowiedzialności za zmianę pierwotnie opracowanego planu". W ocenie
polskich ekspertów, ta obawa doprowadziła "nie tylko do braku decyzji o
zamknięciu lotniska", ale również miała "bezpośredni wpływ na proces kierowania
lotami". Zdaniem komisji, "prawidłowa procedura zakłada dużą dyrektywność ze
strony personelu GKL – w kategoriach psychologicznych oznaczała
współodpowiedzialność za bieg wydarzeń". Tyle że na wieży nikt nie chciał
przejąć tej odpowiedzialności.
Według komisji, brak samodzielności w działaniu personelu Grupy Kierowania
Lotami, unikanie odpowiedzialności, brak jednoznacznych decyzji o konieczności
zamknięcia lotniska w związku z utrzymującymi się warunkami atmosferycznymi
poniżej minimum lotniska i błędy w precyzyjnym naprowadzaniu samolotu wynikały z
utraty świadomości sytuacyjnej obejmującej rozumienie i przewidywanie sytuacji
pilotażowej, orientację co do położenia statku powietrznego i wiedzę na temat
możliwych sposobów rozwiązania pojawiających się trudności.
Marcin Austyn
