Stał na straży godności człowieka
Z Januszem Kotańskim, kierownikiem Działu Badawczego Muzeum Jana Pawła II
i Prymasa Wyszyńskiego, rozmawia Maria Popielewicz
Jakie były wskazania ks. kard. Stefana Wyszyńskiego w kwestii
zaangażowania świeckich w sprawy społeczne?
– Sprawa zaangażowania świeckich w życie społeczne Ojczyzny była oczywista
dla księdza Prymasa Wyszyńskiego. Po jego wyjazdach do Holandii, Belgii i
Niemiec, które odbył po uzyskaniu doktoratu, ksiądz Prymas zdał sobie sprawę, że
działalność społeczna nie może być najważniejszym wyzwaniem księży – zadaniem
duszpasterzy jest kształtowanie duszy człowieka i prowadzenie go do Boga.
Jednocześnie w obliczu dwojakiego zagrożenia – totalitarnego komunizmu i
pokrewnego mu narodowego socjalizmu, dwóch lewackich utopii oraz drapieżnego
kapitalizmu, który nie liczył się w dużej mierze z tym, czego pragnęli rolnicy i
robotnicy – Kościół musiał zaangażować wiernych świeckich do pracy
ukierunkowanej ku dobru Narodu i jednostek. Przecież wszystkie utopie w
ostatecznym rozrachunku prowadzą do zniewolenia człowieka. Gdy oprzemy
jakąkolwiek budowę na nienawiści, to ona prędzej czy później musi się skończyć
katastrofą.
Prymas Tysiąclecia organizował ludzi…
– Ksiądz kard. Wyszyński podejmował nieustanne próby konsolidacji różnych
warstw społeczeństwa, zaangażował się w Sodalicję Mariańską, w katolickie
uniwersytety ludowe itd. On zdawał sobie sprawę z tego, co się dzieje i że
komunizm to trudny czas dla Europy i dla Polski. Wiedział, że Ojczyzna może się
temu oprzeć, o ile ludzie zdadzą sobie sprawę z podstawowych zagrożeń. Komunizm
przecież w rzeczywistości nie stawiał na pierwszym planie człowieka, jak głosił,
ale masy, nie jednostkę, ale tych, którzy tymi jednostkami chcą rządzić. To był
totalitarny system, nie tylko ateistyczny, ale i wrogi człowiekowi.
Ksiądz kardynał był bardzo wrażliwy na biedę rolników…
– Ksiądz Prymas Wyszyński już w 1944 r. widział, że założenia nowego sytemu
nie przyniosą niczego dobrego, że kolektywizacja jest zaprzeczeniem tego
wszystkiego, do czego dążył ruch ludowy, do czego dążono przed wojną. Wiedział,
że jest to katastrofa – gospodarcza, moralna, która doprowadzi do tego, że wieś
nie będzie tym, czym była dla Kościoła. Aby temu przeciwdziałać, podkreślał na
każdym kroku, że podstawą pracy rolnika musi być własność indywidualna, ziemia
musi do niego należeć. Stawiał na gospodarstwa rodzinne. Podkreślał, że wszelka
spółdzielczość musi być wprowadzana w sposób dobrowolny. Bolały go wszelkie
przejawy demoralizacji rolników, dlatego robił wszystko, by ratować godność
człowieka. To jest słowo-klucz określające posługę Prymasa. On w każdym widział
obraz Boga. Podkreślał, że każdy musi pamiętać o swojej niezbywalnej godności,
stąd też głosił, że każdy musi wymagać od siebie, nawet gdyby inni od niego nie
wymagali. To są słowa Jana Pawła II, ale ksiądz Prymas tego samego nauczał.
Dziękuję za rozmowę.
