Sprawdzają „Wyborczą”
Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła śledztwo w sprawie
rozpowszechniania bez zezwolenia w mediach informacji z postępowania dotyczącego
prokuratora Marka Pasionka – poinformowała Renata Mazur, rzecznik prasowy tej
prokuratury. Chodzi o publikację w "Gazecie Wyborczej" pt. "Café pod agentem".
– Na razie jest to postępowanie w sprawie – zaznacza Mazur. Dodaje, że
przestępstwo rozpowszechniania informacji ze śledztwa bez zezwolenia
prokuratorskiego jest zagrożone karą do dwóch lat więzienia.
Chodzi o artykuł zamieszczony w "Gazecie Wyborczej", w którym napisała ona o
rzekomym przekazywaniu informacji ze śledztwa smoleńskiego przez zaangażowanego
w to postępowanie prokuratora Marka Pasionka pracownikom CIA i FBI. Dziennik
powoływał się przy tym na zeznania złożone przez rezydentów tych służb.
Naczelny prokurator wojskowy Zbigniew Parulski zawiesił Pasionka w czerwcu w
czynnościach, a na polecenie szefa Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie
płk. Ireneusza Szeląga w połowie czerwca akta sprawy Pasionka trafiły do
prokuratury cywilnej. Śledztwo dotyczy "ujawnienia osobie nieuprawnionej
informacji stanowiącej tajemnicę służbową" oraz "rozpowszechniania publicznego
wiadomości pochodzących z postępowania przygotowawczego".
Autor artykułu w "GW" powoływał się na zeznania agentów CIA oraz billingi
rozmów. Z tych ostatnich ma wynikać, że Pasionek udzielał informacji ze śledztwa
dziennikarzom "Naszego Dziennika" i "Rzeczpospolitej" oraz posłom PiS. Jednak
doniesienia te nie są wiarygodne, ponieważ prokurator Pasionek do czasu
odsunięcia go od śledztwa nigdy nie rozmawiał z żadnym dziennikarzem "Naszego
Dziennika", podobnie jak z posłanką Beatą Kempą (PiS), której według "GW" miał
też przekazywać informacje.
Ponadto, jak wynika z relacji uczestnika spotkania Bogdana Święczkowskiego z
Amerykanami, miało ono charakter towarzyski, a prokurator nie przekazywał
podczas niego żadnych informacji ze śledztwa.
ZB
