Spec od reformatorskich wrażeń

Marek Belka zapytany w niedawnym wywiadzie, czego oczekuje od premiera,
odparł, "że zaskoczy pozytywnie i zapowie reformy, nawet jeśli część z nich na
razie nie będzie miała znaczenia budżetowego. Trzeba je zapowiedzieć, by
poprawić atmosferę wokół kraju". No i wydaje się, że Donald Tusk wyszedł
naprzeciw tym oczekiwaniom. Zapowiedział reformy, które poprawią atmosferę wokół
kraju. Zresztą w poprawianiu atmosfery trudno znaleźć lepszego specjalistę w
Europie.

Co dokładnie zapowiedział premier? Że deficyt sektora finansów publicznych
wyniesie w 2012 r. około 3 proc. PKB, a dług publiczny spadnie do 52 proc. PKB.
Do 2015 r. deficyt ma zostać zredukowany do 1 procenta. Ta konsolidacja zostanie
osiągnięta następującymi środkami. Zostanie wprowadzony podatek od kopalin – w
tym miedzi, srebra i gazu łupkowego. Możliwości omijania płacenia podatków, np.
podatku Belki, będą eliminowane. Ograniczone lub zlikwidowane zostaną ulgi – na
internet oraz 50 proc. kosztów uzyskania przychodu na umowach o dzieło przy
dochodach powyżej 85 tys. zł rocznie. Również ulga na dzieci będzie uzależniona
od tego progu dochodowego, ale w przypadku większej liczby dzieci niż dwoje
wzrośnie o 50 procent. Premier zapowiedział dalsze używanie instrumentów
finansowych w polityce prorodzinnej z utrzymaniem zasady neutralności
dochodowej.
Tusk, powołując się na ogólnoeuropejską sytuację kryzysową, zapowiedział
znaczące reformy w systemie zabezpieczenia społecznego: ponowne podwyższenie
składki rentowej o 2 punkty procentowe, zamianę automatycznej waloryzacji
emerytur i rent na dyskrecjonalną coroczną i kwotową, nałożenie na rolników
posiadających więcej niż 15 ha wymogu opłacania składki zdrowotnej, wprowadzenie
rachunkowości w gospodarowaniu rolnym, powolne odchodzenie od KRUS i
wprowadzanie rolników do systemu powszechnego, a także stopniowe zrównywanie
wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn i podwyższanie go do 67 lat (co 4 miesiące
o miesiąc). Nastąpić ma także przegląd uprawnień emerytalnych grup
uprzywilejowanych – emerytury górnicze mają przysługiwać tylko górnikom dołowym,
nowo zatrudniani pracownicy służb mundurowych mają zostać objęci powszechnym
systemem emerytalnym, minimalna długość służby ma wynosić 25 lat, a wiek
emerytalny 55 lat. Do powszechnego systemu emerytalnego przejść mają też księża.
Donald Tusk zapowiedział również regularnie raportowaną deregulację, lepszy
system stanowienia prawa, który ma ustanawiając nowe przepisy, likwidować stare,
oraz obcięcie o połowę liczby zawodów regulowanych. Administracja – kierowana
przez nowe, samodzielne ministerstwo – ma stosować nowoczesne techniki
informatyczne, które w urzędach i sądach mają skrócić czas rozpatrywania spraw o
1/3.
Premier wygłosił cały passus o roli siły w UE i zapowiedział utrzymanie wydatków
na armię "na poziomie natowskim" oraz podwyżki o 300 zł dla policjantów i
żołnierzy. Donald Tusk sformułował również pewien rodzaj doktryny obecności
Polski w Europie – dziś mamy unikalną okazję gonić (ale czy również dogonić?)
kraje Zachodu, ale musimy dbać o to, by być w silnym rdzeniu Unii. Innymi słowy,
mamy siedzieć przy stole, a nie być w karcie dań. Odnośnie do polityki krajowej
premier zdefiniował rolę koalicji PO – PSL jako wielkiego centrum, które chroni
Polaków przed ekstremistami z lewa i prawa i które, nie zamykając oczu na zmiany
obyczajowe – szczególnie równouprawnienie płci – zajmuje się bezpieczeństwem i
dobrobytem obywateli, a nie wojowaniem z krzyżem.

Co należy myśleć o tym exposé?
Po pierwsze, że jak na czteroletni program jest to bardzo skromny plan. Premier
zastrzegł, że nie zapomina o swoim poprzednim exposé, ale złożył w nim ponad 190
obietnic, z których wielu dziś nie jest w stanie zrealizować. Nie wiadomo zatem,
które z nich wciąż uważa za ważne. Co więcej, również wówczas zapowiedział
składanie regularnych raportów deregulacyjnych przed Sejmem, a jak się
skończyło, wszyscy wiemy. Przez cztery lata zamiast raportów deregulacyjnych
rząd przysyłał do Sejmu setki ustaw, a Polska systematycznie obniżała się w
rankingach swobody gospodarczej, lądując gdzieś w połowie drugiej setki państw.
Tusk idzie po linii najmniejszego oporu, co znamy z krajów zachodnich. Kłopot w
tym, że my do tego klubu wciąż jeszcze aspirujemy, a na horyzoncie rysują się
dużo poważniejsze kłopoty niż tylko przejściowy kryzys gospodarczy.

Pod kątem ratingu
Wydaje się, że to exposé skierowane było bardziej do rynków światowych, agencji
ratingowych i Komisji Europejskiej niż samych Polaków. W ostatnich dniach złoty
osłabiał się w związku z niepokojem o stan gospodarki Węgier, agencje ratingowe
obniżyły perspektywy polskiego sektora bankowego, a obniżenie perspektyw państwa
zapowiedziały już w czasie wakacji, wreszcie komisarz do spraw finansowych Oli
Rhen umieścił Polskę na krótkiej liście państw zmierzających do kryzysu finansów
publicznych, obok Belgii czy Cypru. Premier dobrze wie, że Polacy nie są tak
lękliwi, jak niektóre społeczeństwa zachodnie i tak dalece stopniowane zmiany –
co w sumie było dotąd rzadkością w Polsce – nie powinny zrobić na nich większego
(negatywnego) wrażenia. Po chwili niepokoju prawdopodobnie wrócą do pracy i
konsumpcji. I o to w sumie i premierowi, i Polakom chodzi.

Zręczne wbijanie klina
Wreszcie, exposé Donalda Tuska było interesujące od strony politycznej. Premier
wbił wielki klin w środek sceny politycznej, spychając PiS i Ruch Palikota w
kierunku ekstremów. Z jednej strony premier w dużej mierze umiejętnie zabrał
Palikotowi kilka istotnych postulatów antyklerykalnych – przede wszystkim
likwidację funduszu kościelnego i przeniesienie księży do powszechnego systemu
emerytalnego. Z drugiej jednak strony nie pozwolił Prawu i Sprawiedliwości na
wejście w rolę obrońców krzyża, prezentując się jako ostoja umiaru i zdrowego
rozsądku. Premier również cały czas podkreślał, że to ciężka praca, odwaga,
cierpliwość i determinacja Polaków są fundamentem relatywnie dobrej kondycji
kraju, w niedopowiedzeniu pozostawiając swój – niezbyt aktywny – wkład w tę
sytuację.
Tusk bardzo umiejętnie posłużył się retoryką bliską Jarosławowi Kaczyńskiemu w
dwóch dziedzinach. Z jednej strony podkreślał wagę i rolę wspólnoty narodowej w
kryzysie, z drugiej zaś potrzebę docenienia walorów miękkiej i twardej formy
siły, czyli dobrego wizerunku oraz siły zbrojnej Polski. Co to wszystko ma
wspólnego z realiami – widzieliśmy co najmniej od katastrofy smoleńskiej po
Marsz Niepodległości, ale retorycznie jest to znakomita zagrywka. Również stan
polskiej armii, wołający o pomstę do nieba, bynajmniej nie koresponduje z
optymistyczną wiarą premiera w jej siłę. Niemniej jednak Jarosławowi
Kaczyńskiemu premier nie ułatwił zadania.

 

Jan Filip Staniłko ekspert w dziedzinie ekonomii
politycznej
 


Autor jest członkiem zarządu Instytutu Sobieskiego i redaktorem
dwumiesięcznika "Arcana".

drukuj