Sowiecka „gwardia” ma się dobrze

Wielu mieszkańców Koszalina irytowała od dawna ulica Gwardii Ludowej w mieście. O tym, że ta nazwa powinna być przeniesiona do komunistycznego lamusa, wiedzieli choćby dzięki akcji oczyszczania przestrzeni publicznej, prowadzonej od dłuższego czasu przez Instytut Pamięci Narodowej.

Na stronach internetowych IPN można przeczytać następujące uwagi na temat Gwardii Ludowej i Armii Ludowej: „Gwardia Ludowa PPR została utworzona w 1942 r. jako zbrojne ramię komunistycznej konspiracji PPR, ściśle podporządkowanej ośrodkom dowódczym w ZSRS. W 1944 r. GL faktycznie została przemianowana na Armię Ludową, była jej trzonem i podstawową częścią składową. Mimo propagandowych haseł, ukierunkowanych na wykreowanie AL jako siły zbrojnej polskiego podziemia, do końca pozostała formacją realizującą priorytety sowieckiej racji stanu i narzędziem polityki Stalina wobec Polski. Ani GL, ani AL nigdy nie były częścią sił zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego (…). Ze względu na pełne podporządkowanie GL-AL władzom sowieckim, były one faktycznie częścią sił zbrojnych ZSRS, działających na zapleczu frontu niemieckiego, podobnie jak inne sowieckie grupy dywersyjne. Przez cały okres istnienia były narzędziem rozpracowania wywiadowczego, a z czasem politycznego i militarnego zwalczania dążeń do odbudowy niepodległego państwa polskiego (…). Większość członków GL-AL po wojnie włączyła się w budowę struktur systemu stalinowskiego w Polsce – partii, urzędów bezpieczeństwa i MO. Wielu z nich w nowej roli stało się bezpośrednimi sprawcami zbrodni i represji wymierzonych w społeczeństwo oraz organizacje niepodległościowe”.


„Gwardziści” 2008…


Niby wszystko oczywiste, ale nie w Koszalinie, gdzie środowisko postkomunistyczne jest bardzo aktywne i aroganckie, a niejaki Lech Fabiańczyk, były oficer wojska „ludowego”, uznał za swą „misję” uprawianie propagandy komunistycznej z pomocą miasta (jest pracownikiem miejskiej instytucji), m.in. poprzez znieważanie żołnierzy mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Bez konsekwencji, jak zresztą w całej Polsce. Kiedy jakiś głupiec w pijanym widzie podniesie rękę w pozdrowieniu przypominającym hitlerowskie „heil”, trafia na pierwsze strony gazet jako przykład „odradzania się w Polsce faszyzmu i antysemityzmu”, po czym przesłuchiwany jest przez prokuratorów. Pogrobowcy komunizmu, choć również działają niezgodnie z Konstytucją RP, są całkowicie bezkarni. Podobno ukazują historię „w całej jej złożoności”.

Sprawa sowieckiej formacji GL-AL okazała się w Koszalinie również „niezwykle złożona”. Projekt zmiany nazwy ulicy pojawił się w październiku 2007 r., zgłosił go prezydent miasta Mirosław Mikietyński, po zaopiniowaniu go przez komisję do spraw nazewnictwa ulic. Projekt uchwały stanął na sesji rady miasta w grudniu zeszłego roku. Rozgorzała dyskusja godna konferencji sprawozdawczej miejskiej organizacji PZPR, a nie Rady Miasta Koszalina, 17 lat po pierwszych wolnych wyborach do samorządu terytorialnego! Miłośnicy postkomunistycznej „gwardii” wynajdowali najdziksze powody, dla których koszalińskie dzieci w dalszym ciągu miałyby się uczyć historii na przykładzie bohaterskich sowieckich partyzantów, walczących z „bandytami” z AK… Radni SLD tradycyjnie podnosili „duże koszta dla mieszkańców i problemy związane z wymianą dokumentów” (ach, ta postsowiecka „wrażliwość społeczna”!). Radny SLD Henryk Sobolewski, prezydent miasta w stanie wojennym, grzmiał, że „jemu i ludziom to wisi” (jakie „głębokie” zrozumienie zadań zapisanych w ustawie o samorządzie!), a „w nazwie Gwardia Ludowa nie ma nic złego”. Po co komu w Polsce IPN, skoro o wszystko można zapytać Sobolewskiego? Wszystkich przebił jednak radny Władysław Grzesik z klubu radnych Nasz Prezydent. Oświadczył, że gdy idzie ulicą Gwardii Ludowej, czuje się jak gwardzista (!) i dlatego jest przeciwko zmianie nazwy na „jakiegoś Pileckiego” (!). W imieniu PO stanowisko przedstawił radny Bogdan Krawczyk, „prawicowy” prezydent Koszalina po 1990 r., który w latach 90. (trzeba to przyznać) przeprowadził wiele zmian sowieckich nazw ulic, m.in. Armii Czerwonej, Wasilewskiej czy Kniewskiego. Chyba już sam o tym zapomniał. Teraz oświadczył bowiem, że nie wie, kto to był Pilecki (!) i bezpieczniej jest głosować przeciw, żeby nie „generować kosztów” i „zadrażnień społecznych”! Subtelnością, delikatnością i wrażliwością na społeczeństwo pan Krawczyk przebił nawet radnych z SLD. Chyba nie wie, jakie jest oficjalne stanowisko PO w kwestii dekomunizacji i historii najnowszej! A może to stanowisko jest tylko grą pozorów, skoro „w terenie” panowie Krawczykowie urządzają takie sowieckie fikołki? Radny z PO powinien uzgadniać swą prywatną „politykę historyczną” z szefami swojej partii! W przeciwieństwie do Krawczyka wiedzą oni, kto to był Pilecki, skoro marszałek Senatu Bogdan Borusewicz (z PO) podpisał się pod specjalną uchwałą Senatu dla uczczenia pamięci bohatera z Auschwitz.


Honor Rady


Honor Rady ratował przewodniczący klubu PiS Tadeusz Kochaniewicz, apelując do radnych o poparcie projektu i dokończenie procesu „dekomunizacji ulic” miasta Koszalina.

Propagandysta Fabiańczyk, jako „przedstawiciel społeczności”, skorzystał z okazji, by wygłosić płomienną pochwałę Gwardii Ludowej w dziele „wyzwolenia kraju” (!). Nie omieszkał też przypomnieć, jakie krzywdy spotkały ją ze strony AK. Nad salą obrad Rady Miasta Koszalina zasnuła się przez chwilę stalinowska noc. Sowiecka formacja dywersyjna stanęła w oczach Fabiańczyka i jego „społeczności” ponad wojskiem Podziemnego Państwa Polskiego! Żaden faszysta nie mógłby sobie wymarzyć bardziej luksusowych warunków uprawiania propagandy niż komunista Fabiańczyk (tak się jawnie prezentuje w lokalnej gazecie „Miasto”!). A przecież obydwa złowrogie systemy są w naszej Konstytucji zrównane jako jednakowo zbrodnicze! Fabiańczyk deklamował o „zbrodniach AK” (!), co, jego zdaniem, kompromituje też rotmistrza Pileckiego, bo należał do tej samej organizacji i po wojnie „walczył z legalną władzą”! Po takich słowach nie może być wątpliwości, co Fabiańczyk i jego kumple z Koszalina zrobiliby dziś z rotmistrzem Pileckim czy z generałem „Nilem”, majora „Łupaszki” nawet nie wspominając. A są to „edukatorzy” mieszkańców Koszalina, korzystający z pomocy miasta i miejscowych mediów do uprawiania nienawistnej, antypolskiej, postsowieckiej propagandy. Gdzie jest Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego?!


Upokorzenie


Część radnych PiS nie wytrzymała nerwowo i wyszła z sali. Szkoda, w takich sytuacjach potrzebna jest inna reakcja. Nie można pozwolić w roku 2008 na publiczne znieważanie Polskiego Państwa Podziemnego, z wykorzystaniem klasycznych argumentów propagandy sowieckiej. Każdy, kto słucha takich wywodów dłużej niż 30 sekund bez stanowczej reakcji, bierze za to współodpowiedzialność.

Po tym skandalicznym wystąpieniu odbyło się głosowanie projektu uchwały. Za zmianą nazwy głosowało 7 radnych (3 z PiS, 2 z PO, 1 z klubu Nasz Prezydent i 1 niezależny), 11 radnych było przeciw (6 z SLD, 5 z PO!), 7 wstrzymało się od głosu (1 z PiS!, 3 z PO!, 3 z klubu Nasz Prezydent). Rotmistrz Witold Pilecki – bohater antyniemieckiego ruchu oporu w Europie, bohater książki prof. Michaela Foota „Sześć twarzy odwagi” („Six faces of courage”) – został w Koszalinie upokorzony.


Młodzież ratuje sytuację


Kilka dni po tym haniebnym głosowaniu Forum Młodych PiS wystosowało list otwarty do radnych PO i klubu Nasz Prezydent z wyrazami oburzenia i żalu. List opublikowano, poparły go organizacje kombatanckie i niepodległościowe. Z Rady Miasta padły natomiast słowa „oburzenia”, że młodzież ośmiela się krytykować decyzje radnych.

Prezydent Mikietyński ponowił w czerwcu wniosek o zmianę sowieckiej nazwy ulicy na ulicę Witolda Pileckiego. Sprawa stanęła na sesji 26 czerwca. Radny PiS Łukasz Sendlewski wystosował list do środowisk kombatanckich, w którym prosił o obecność na sesji i wsparcie projektu uchwały. Po raz kolejny wybuchła „dyskusja”. Radny PO Piotr Macioszek nakazał radnemu Łukaszowi Sendlewskiemu publiczne przeproszenie za to, że w swoim liście do kombatantów nazwał GL organizacją przestępczą i agenturalną, „co wielu uraziło” (!). Na zaproszenie radnego PiS Sendlewskiego poza kombatantami przybyli pracownicy naukowi Wydziału Komunikacji Społecznej Politechniki Koszalińskiej. Co bardziej świadomi mieszkańcy Koszalina zrozumieli, że miastu grozi ogólnopolska kompromitacja i miano sowieckiego zaścianka. Presja okazała się skuteczna: 14 radnych poparło zmianę nazwy, 7 było przeciw, 4 wstrzymało się od głosu. Pozostał jednak żal i smutek. Nie tak powinno się to odbyć!


„Organa” nieistniejącej władzy?


Koszaliński brukowiec „Miasto” (trybuna Fabiańczyka i miejscowych postkomunistów) skrytykował „niszczenie nazwy, w której przecież nie ma nic złego”. Wyjątkowo podle do projektu zmiany nazwy odniósł się ośrodek telewizji publicznej (!) ze Szczecina i jego redaktor, niejaki Pankowski. Byłoby dobrze, gdyby wszystkie osoby podpisujące się pod listami o zachowanie telewizyjnego abonamentu (nie wątpię, że czynią to ze szlachetnych pobudek) poczuły się również odpowiedzialne za to, czym abonamentowa telewizja nas karmi. Koszalińska kablówka puszczała propagandowe, antyakowskie filmy Fabiańczyka, brylowała w niej Anna Błądek, córka oficera SB. Obie stacje starały się wyśmiać projekt zmiany i upokorzyć jego autorów, akcentując „astronomiczne” koszta zmiany nazwy (5 tys. zł…).

Nie ma w Polsce bata na jawną propagandę postsowiecką! Żaden prokurator nie przesłuchał koszalińskich i szczecińskich „specjalistów” od sowieckiej „złożoności” polskiej historii. Dlatego, mimo pomyślnego przegłosowania projektu, sytuacja w Koszalinie budzi głęboki żal. Okazuje się, że sowiecka wersja historii Polski nie tylko tryumfuje, ale pozostaje bezkarna, mimo jednoznacznych konstytucyjnych zapisów.

Trudno zrozumieć, dlaczego tylko 6 radnych z PO poparło tak oczywistą zmianę. Przecież to partia rządząca, po której należy oczekiwać (wymagać!) jednoznacznego stosunku do komunistycznego „dziedzictwa”, które przytłacza ciągle nasz kraj. To kwestia naszego bezpieczeństwa i tożsamości! Czy będą partyjne konsekwencje wobec kilku radnych z PO, miłośników sowieckiej, „ludowej” gwardii Stalina?

Panie rotmistrzu Pilecki, przepraszamy za Koszalin. Przepraszamy twoje żyjące dzieci za to dodatkowe, późne upokorzenie. Mimo wszystko przyjmij ten hołd z nadzieją, że i z Koszalina Sowieci się kiedyś wreszcie wyprowadzą.


Piotr Szubarczyk
drukuj