Śmieci na wagę złota
Kiedy wyrzucamy do kontenera torbę śmieci, nie zdajemy sobie sprawy, że
przejęcie jej zawartości to dla kogoś złoty interes. Spór, jaki rozgorzał wokół
przekazania gminom gospodarki odpadami komunalnymi, wskazuje, że gra toczy się o
wielkie pieniądze. Prezydent podpisał wczoraj nowelizację ustawy o utrzymaniu
czystości i porządku w gminach. Kto na tym zyska, kto straci?
Ustawa uchwalona na początku lipca ordynuje przejęcie przez gminy obowiązku
zarządzania odpadami komunalnymi i obciążenie mieszkańców quasi-podatkiem na ten
cel, naliczanym od liczby osób w gospodarstwie, przy ewentualnym zastosowaniu
dodatkowych kryteriów. Na gminy został nałożony obowiązek dokonania wyboru (w
drodze przetargu) firm odbierających odpady komunalne z danego terenu albo je
odbierających i zajmujących się ich przetwarzaniem. Jeśli przetarg nie zostanie
rozstrzygnięty, gminy będą mogły prowadzić gospodarkę odpadami poprzez własne
jednostki organizacyjne. Będą wskazywały regionalne miejsca składowania odpadów.
Krótko mówiąc, gminy uwłaszczono "na swoich śmieciach".
Jest o co się bić. Rynek odpadów wyceniany jest na blisko 5 mld zł z perspektywą
podwojenia tej kwoty w przyszłości.
– Ta nowela to renacjonalizacja prywatnego rynku – twierdzi wiceprezydent
Pracodawców RP Ada Kostrz-Kostecka. Tak fundamentalnych zmian nie wolno, jej
zdaniem, wprowadzać przez nowelizację. Potrzebna jest nowa ustawa. Eksperci
organizacji wskazują, że szereg przyjętych rozwiązań narusza Konstytucję. –
Biznes zaangażowany w przedsięwzięcia związane z gospodarką odpadami obawia się,
że ustawa narazi go na utratę pieniędzy zainwestowanych w maszyny i ludzi –
wyjaśnia prof. Marek Chmaj.
– Ustawa wprowadza monopol gmin na odbiór odpadów i ich zagospodarowanie. A
przecież nikt nie kazał im prywatyzować firm śmieciowych. Przecież
przedsiębiorcy kupowali je nie dla starych STAR-ów, tylko po to, by zyskać
udział w rynku – wyjaśnia ekspert Pracodawców RP Marian Mazurek. – Ta ustawa
dzieli przedsiębiorców na tych, którzy dostaną umowę z gminą i mogą jakoś
funkcjonować, oraz pozostałych, którzy upadną. Wprawdzie nie wprowadzono
prawnego zakazu odbioru odpadów przez prywatne podmioty czy też przekazywania
odpadów gminie, ale dotychczasowe umowy zapewne zostaną wypowiedziane, bo
przecież nikt nie będzie chciał płacić dwa razy – gminie i prywatnej firmie –
tłumaczy.
Gminy, jak twierdzi Mazurek, nie tylko uzyskają monopol na odbiór odpadów
komunalnych oraz regionalne instalacje ich zagospodarowania, ale będą też mogły
na podstawie zwykłej uchwały przejmować odpady ze sfery gospodarczej, np. z
biurowców czy restauracji. Furtka jest gotowa, trzeba ją tylko otworzyć.
Przedsiębiorcy zainwestowali już setki milionów w sprzęt samochodowy, maszyny,
nieruchomości, specjalistyczne instalacje. Gdy gmina przejmie śmieci – planowane
na wiele lat inwestycje staną się nieopłacalne. Dlatego przedsiębiorcy żądają
ochrony poczynionych inwestycji. Niektóre z nich są nowatorskie, np. powstało w
kraju kilkanaście instalacji do produkcji paliw alternatywnych z odpadów, w tym
dwie w stolicy: pod Hutą Warszawa i na Siekierkach. Koszt tego rodzaju
inwestycji sięga 50 mln zł, a żeby się zwrócił, firma musi mieć gwarancje, że do
instalacji trafią odpady. W świetle uchwalonej nowelizacji niemożliwe jest,
zdaniem przedsiębiorców, nawet konkurowanie o te odpady z podmiotem publicznym,
jakim jest gmina, bo ta uzyskuje monopol na przetwarzanie.
Po pierwsze – środowisko
Przyczyny oporu przedsiębiorców inaczej tłumaczy resort środowiska.
– Nowelizacja ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach wymusza na
przedsiębiorcach odbierających odpady komunalne od właścicieli nieruchomości
zmiany w sposobie funkcjonowania. Nie będą mogli pozbywać się zebranych odpadów
jedynie poprzez oddawanie ich na składowisko, co jest najprostszym i najtańszym
sposobem ich eliminacji, ale będą musieli zapewnić ich odpowiednie
zagospodarowanie – wyjaśnia biuro prasowe resortu.
Urzędnicy zapewniają, że wprowadzany tą ustawą nowy system gospodarowania
odpadami umożliwi powstanie nowoczesnych instalacji do zagospodarowywania
odpadów.
Widmo korupcji
– Styk biurokracji samorządowej z prywatnym biznesem i przetargi publiczne
organizowane przez samorząd – to na całym świecie siedlisko korupcji, a korupcja
to koniec wolnej konkurencji. Kontrakt dostaje ten, kto płaci urzędnikom. To
rozwiązanie będzie generowało mafijne układy w gminach i wzrost cen za wywóz
odpadów – ostrzega Jerzy Bielewicz, szef Stowarzyszenia "Przejrzysty rynek".
Nie brak jednak głosów, że biznes śmieciowy już obecnie funkcjonuje na
niejasnych zasadach. – Kierunek zmian w tej ustawie wydaje się słuszny, ale
powinny za tym pójść rozwiązania finansowe, aby ten "śmieciowy interes" był
opłacalny dla gmin – uważa prof. Jan Szyszko, były minister środowiska. – Słynny
burmistrz Rudolph Giuliani wykończył mafię w Nowym Jorku wtedy, gdy odebrał jej
śmieci – dodaje. Wczoraj prezydent podpisał ustawę. Co to oznacza? Nowe przepisy
zmienią rynek gospodarki odpadami komunalnymi, który od ponad 20 lat był domeną
firm prywatnych. Dotychczas właściciele posesji oraz spółdzielnie i zarządcy
wspólnot mieszkaniowych sami zawierali umowy na odbiór śmieci z dowolnie wybraną
firmą prywatną. Opłaty za wywóz uzależnione były od ilości zapełnionych
pojemników, przy czym w spółdzielniach i wspólnotach uśrednione należności
płacone były w ramach czynszu. Firmy wywożące odpady mogły przekazywać je do
wszystkich miejsc odzysku i utylizacji, wymienionych w miejscowym planie
gospodarki odpadami, przy zachowaniu kryteriów bliskiego położenia i stosowania
najlepszych dostępnych technik.
Ten system miał szereg mankamentów. Przede wszystkim obowiązek zawarcia umowy na
wywóz śmieci z firmą prywatną nie zawsze był przez gminy egzekwowany, choć
samorządy otrzymały uprawnienia kontrolne. Z kolei naliczanie opłat
proporcjonalnie do ilości odpadów zachęcało właścicieli posesji do palenia
śmieci w piecach, wywózki na nielegalne wysypiska czy też wyrzucania ich przy
drogach lub do lasu. Problem dzikich śmieciowisk nasilił się zwłaszcza po
zamknięciu w ostatnich latach małych wysypisk gminnych nieodpowiadających
standardom unijnym i przeniesieniu składowania na poziom regionu.
Nowe regulacje są autorskim pomysłem ministra środowiska Andrzeja Kraszewskiego.
Zaraz po objęciu stanowiska w lutym 2010 r. przedstawił w Sejmie tę właśnie
koncepcję, a w kolejnych miesiącach uzyskał dla niej poparcie rządu. Rząd
wykonał w tej sprawie woltę. Jeszcze w 2008 r. krytycznie oceniał poselskie
pomysły przekazania gminom gospodarki odpadami. – Rząd nie akceptuje regulacji,
które dają gminie monopol do decydowania o przejęciu odbioru odpadów komunalnych
lub powierzania tej działalności przedsiębiorcom w przetargu publicznym –
brzmiało ówczesne stanowisko rządu.
Dlaczego wysuwane wówczas argumenty stały się nagle nieaktualne? Nie wiadomo.
Będzie więcej śmieci?
Czy będzie sprawiedliwiej? Większość klientów badanych przez TNS Pentor jest
przeciwna uśrednionym opłatom za osobę w gospodarstwie domowym i jest zdania, że
więcej powinien płacić ten, kto produkuje więcej śmieci. – Celem wprowadzenia
opłaty zależnej od liczby mieszkańców jest sprawienie, aby wszystkich odpadów
komunalnych powstających w gospodarstwie domowym właściciel nieruchomości
pozbywał się zgodnie z obowiązującym prawem – odpowiada Ministerstwo Środowiska.
– Ilość produkowanych odpadów jest zależna od poziomu konsumpcji i zamożności, a
nie od sposobu naliczania opłaty za odbiór – twierdzi ministerstwo. Ilość
odpadów trafiających do systemu gospodarki odpadami komunalnymi może – zdaniem
ministerialnych urzędników – wzrosnąć, ponieważ trafią tam odpady, których
obecnie niektórzy właściciele nieruchomości pozbywają się w sposób niezgodny z
prawem.
Małgorzata Goss
