Skarb cenniejszy niż złoto

Odmieniłeś moje życie

Przeżyłem już wiele lat, być może więcej niż mi się należało. Chwilami myślę, że zawdzięczam to cudownym interwencjom Matki Bożej, a także sługi Bożego Matta Tablota, bardzo mocno też wpłynął na koleje mojego losu Karol Wojtyła – Jan Paweł II.
Wiarę wyniosłem z domu, domu ziemiańsko-inteligenckiego i kresowego. Miałem szczęście spotkać w swym życiu wspaniałych kapłanów, jak mój wujek ks. Kazimierz Prawdzic Thullie, który mnie chrzcił, uczył przez kilka lat religii w liceum i dawał nam, to znaczy mnie i Marii, ślub. Przedtem jeszcze sakramentu bierzmowania udzielił nam Prymas Stefan Wyszyński. Było to tego samego dnia w gdańskim kościele, ale wtedy się jeszcze z Marysią nie znaliśmy.
Kilka lat później, latem roku 1956, jeszcze jako studenci, pobraliśmy się i wyjechaliśmy w podróż poślubną w Tatry. Nie pamiętam już, jaką drogą dotarliśmy wieczorem do schroniska w dolinie Pięciu Stawów Polskich. Miejsc noclegowych już nie było, zanosiło się na spanie na ławach w jadalni, ale najpierw dostaliśmy do termosu wrzątek i wyciągnąwszy skromne zapasy z plecaka, zabraliśmy się do turystycznej uczty. Przy tym samym stole siedzieli inni studenci – z Krakowa. Nietrudno było domyślić się, że byliśmy bardzo młodym małżeństwem. Nawiązała się przyjazna rozmowa i w pewnym momencie jeden z turystów, przystojny młodzieniec w okularach, może nieco starszy od pozostałych, zaproponował, że odstąpi swoje łóżko zdrożonym nowożeńcom. Przyjęliśmy tę propozycję z entuzjazmem i wdzięcznością. Następnego ranka jeden z krakowskich studentów zapytał nas, czy chcielibyśmy uczestniczyć w plenerowej Mszy Świętej odprawianej wśród skał nad jeziorami. Przyjęliśmy zaproszenie i wtedy okazało się, że nasz dobroczynny turysta w okularach to ksiądz odprawiający poranną Mszę św. Ale w tych czasach przed „Październikiem” nie pytaliśmy o nazwiska.
Gdy jesienią roku 1957 urodziła się nam córeczka, żona zrezygnowała ze studiów medycznych i przeniosła się na Katolicki Uniwersytet Lubelski; była wtedy słuchaczką i stypendystką młodego biskupa i profesora KUL Karola Wojtyły. Ja miałem zaszczyt poznać księdza biskupa Karola Wojtyłę, gdy prowadził rekolekcje w łódzkim duszpasterstwie akademickim.
Po ukończeniu łódzkiej „filmówki” i kilkuletniej pracy na Wybrzeżu pod koniec roku 1968 zaangażowano mnie w krakowskim ośrodku TV. W tym czasie ks. kard. Karol Wojtyła był metropolitą krakowskim. Kilkakrotnie montowałem filmy z udziałem księdza kardynała. Najważniejszy z nich to „Pogrzeb Króla” z cyklu „Misteria” w reżyserii Zbigniewa Świecha i Adama Bujaka. Ale te filmy nie znajdowały aprobaty ówczesnych władz. Jeden za drugim szły na półki zamiast na antenę, a radość, jaką okazałem po wyborze naszego księdza kardynała na Stolicę Piotrową, jeszcze pogorszyła sprawę. Szefowie szukali sposobności, by się mnie pozbyć. W czasie pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego do Polski mój „wojujący klerykalizm” ujawnił się w całej pełni, gdy ośmieliłem się spędzić dni wolne od pracy, obijając dywanem ogromną powierzchnię podestu ołtarza papieskiego na krakowskich Błoniach.
Następnego roku dostałem zaproszenie, by spędzić wakacje u ciotki żony w Oksfordzie. Nie miałem wielkich nadziei na uzyskanie paszportu, ale – o dziwo – dostałem go bez problemu. Jednocześnie termin mego zagranicznego urlopu zbiegł się z wizytą Jana Pawła II w Irlandii. Ponieważ w tym czasie współpracowałem przy realizacji filmów z ks. Wojciechem Stokłosą, ten ostatni zaproponował mi, bym nakręcił reportaż z pobytu Ojca Świętego na Zielonej Wyspie.
Wizyta była wspaniałym przeżyciem i dla Ojca Świętego, i dla Irlandczyków. Mnie też się „udało”. Swą obecnością sprawiłem mu radość tak na lotnisku, jak i na konferencji prasowej. Zmontowany z moich materiałów film był później wyświetlany z powodzeniem w wielu kościołach w Polsce, choć ja w miejsce bezpłatnego urlopu, o który ośmieliłem się poprosić, dostałem wymówienie. Mówiąc wprost, zostałem dyscyplinarnie wyrzucony z pracy i nie miałem po co wracać.
Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. To już prawie 26 lat, odkąd zamieszkałem w Irlandii i znalazłem tu drugą ojczyznę. Było mi dane spotkać Papieża w Polsce w Sopocie i Toruniu. Czytałem Jego książki i dokumenty. Zarówno papieskie, jak i wcześniejsze: „Miłość i odpowiedzialność”, „Osoba i czyn” czy „Znak, któremu sprzeciwiać się będą”. Ten największy z Polaków pozostawił nam skarb cenniejszy niż złoto, skarb swej myśli, a naszym obowiązkiem jest poznawać tę naukę i głosić ją na dachach. Tak jak czyni to Radio Maryja!

Krzysztof z Irlandii


Świadectwa pochodzą z książki „Odmieniłeś moje życie”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Sióstr Loretanek, i zostały nadesłane przez słuchaczy Radia Maryja na apel Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka. Książka dostępna jest w księgarniach „Naszego Dziennika” oraz w Fundacji „Nasza Przyszłość” (tel. 094 373 11 60, 61, 62; faks 094 374 25 14).

drukuj