Sikorski w konflikcie z Lizboną

Paradoksalnie to Radosław Sikorski powinien zabiegać o to, aby traktat z Lizbony nigdy nie wszedł w życie.

W przeciwnym razie Partnerstwo Wschodnie, któremu patronuje, przejdzie do historii jako martwa inicjatywa

Układ sił w Parlamencie Europejskim po czerwcowych wyborach oraz ewentualna ratyfikacja traktatu lizbońskiego to czynniki, które zadecydują o przyszłości Partnerstwa Wschodniego. Jeżeli zostaną wprowadzone zapisy z Lizbony, inicjatywa Partnerstwa Wschodniego – sztandarowy projekt ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego – może stać się kolejnym martwym porozumieniem i powodem do kuluarowych dowcipów.

Przeciwko zbliżeniu między krajami Europy Środkowej i Wschodniej nadal będzie wymierzony lobbing prorosyjski. Tymczasem nie są prowadzone żadne badania dla określenia jego siły ani wypracowania metod przeciwdziałania. A znani obrońcy interesów Kremla aktywnie uczestniczą w przedwyborczej kampanii. Warunkiem sukcesu Partnerstwa Wschodniego jest wypracowanie wspólnej polityki wschodniej Unii Europejskiej jako całości, co w obecnej sytuacji i przy obecnym układzie sił jest niemożliwe ze względu na dominację prorosyjskich: Niemiec, Francji i Włoch. – Jeżeli Niemcy będą prowadziły dialog z Rosją ponad głowami państw Europy Środkowej i Wschodniej, to Rosja będzie rozgrywać wewnątrz Unii swoją politykę, co sprawi, że Unia będzie bezradna – ocenia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Jan Piekło, dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej. Otwarta pozostaje przy tym kwestia ewentualnego zaakceptowania przez Parlament Europejski dodatkowych funduszy na funkcjonowanie Partnerstwa Wschodniego, gdyż obecny budżet wystarczy jedynie na zorganizowanie struktury całego przedsięwzięcia. Paradoksalnie, mimo tak dużego zagrożenia ze strony rosyjskich grup interesów ani Polska, ani żaden z innych zaangażowanych w Partnerstwie Wschodnim krajów nie prowadzi badań dotyczących skuteczności rosyjskiego lobbingu i sposobów jego neutralizowania. – Przywódcy niektórych krajów unijnych lobbują za rosyjskim interesem, więc nie trzeba tam zatrudniać ogromnej ilości agentów Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) czy lobbystów rosyjskich – zauważa Piekło. – Robi to dość skutecznie premier Włoch Silvio Berlusconi [notabene uczestniczący, obok Angeli Merkel, w kongresie Europejskiej Partii Ludowej w Warszawie – przyp. red.], czasami zaś Berlin – dodaje. I podkreśla, że Partnerstwo Wschodnie ma szansę na skuteczność jedynie wtedy, kiedy Unia Europejska oraz kraje zainteresowane potraktują je jako poważną inicjatywę. – A Rosja traktuje ją jako wrogą. Wysiłki podjęte w celu doprowadzenia do jej realizacji mogą zatem zostać skazane na niepowodzenie – stwierdza szef Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej.

Pośrednie, choć bardzo poważne, zagrożenie dla Partnerstwa Wschodniego stanowi ewentualna ratyfikacja zapisów traktatu reformującego Unię Europejską, który zapewniłby Niemcom i Francuzom o wiele większą siłę głosu niż ta, którą obecnie dysponują. Implementacja zapisów z Lizbony do prawa państw członkowskich przy ewentualnej przewadze liczebnej prorosyjskich deputowanych w Parlamencie Europejskim siłą rzeczy doprowadzi do upadku raczkującej jeszcze polskiej inicjatywy. – W całej Europie mamy trend narodowościowy – uspokaja Andrzej Maciejewski, ekspert w dziedzinie polityki z Instytutu Sobieskiego. Dodaje, że wynik czerwcowego głosowania będzie stanowił także pewien wyznacznik oczekiwań Europejczyków. Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy wąska grupa zwolenników przekazania niemal całości władzy do Brukseli uszanuje wolę obywateli europejskiej wspólnoty.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych idzie w zaparte. – Nie mieliśmy żadnych sygnałów, aby istniała jakakolwiek poważna intencja, która by zagrażała realizacji Partnerstwa Wschodniego. Mamy poczucie wsparcia ze strony wszystkich udziałowców tego przedsięwzięcia, które spotkało się z poparciem wszystkich krajów, które zostało oficjalnie zaakceptowane i w tej chwili znajduje się na etapie realizacji. Teraz PW trzeba będzie „przekuć” na konkretne programy, które otrzymają akceptację i finansowanie. Nie napotykamy jednak na żadne próby sabotowania tego projektu. Nie mamy takiego uczucia, aby przyjęcie traktatu lizbońskiego mogło stać się zagrożeniem dla akurat tego projektu. To jest zbyt daleko idąca konstatacja – powiedział nam Piotr Paszkowski, rzecznik prasowy MSZ.

Jawnym obrońcą rosyjskich interesów w Unii Europejskiej jest chociażby były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, który podczas kończącej się kampanii przed czerwcowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego aktywnie wspierał czeskich socjaldemokratów z CSSD. – Rosyjskie lobby PR-owskie istniało, istnieje i będzie istnieć na terenie Unii Europejskiej. Sama Bruksela to jedno wielkie siedlisko „lobbystów z różnych branż” – uważa Andrzej Maciejewski. Zwraca przy tym uwagę, że stanowią oni pewien procent kandydatów do Parlamentu Europejskiego. – Taka kampania kosztuje i jest ogromnym finansowym wyzwaniem dla każdego kandydata. Pieniądze na kampanię pochodzą z różnych źródeł i gdyby dokładnie przestudiować, skąd kandydaci mają na nią fundusze, to moglibyśmy dojść do różnych, bardzo ciekawych wniosków i spostrzeżeń – skonstatował.

Zdaniem niektórych ekspertów, miernikiem przyszłego powodzenia polskiej inicjatywy Partnerstwa Wschodniego będą właśnie wyniki czerwcowych eurowyborów, a także, nie mniej ważnych, odbywających się równolegle wyborów lokalnych. – W Belgii czy Niemczech takie lokalne wybory mają znaczące przełożenie na lokalne rządy, a one naprawdę mogą bardzo dużo – przypomina Andrzej Maciejewski. W jego opinii, sytuacja na arenie politycznej jest jednak zbyt dynamiczna, aby określić, jak będzie wyglądał powyborczy układ. – Pamiętajmy o tym, że pojawiła się nowa siła w Europie: konserwatyści brytyjscy, partia czeska oraz PiS, które tworzą taką nową jakość – stwierdza Andrzej Maciejewski.

Anna Wiejak

drukuj