Seremet nie powiedział nic nowego

W ciągu dwóch tygodni do Polski ma trafić z Rosji analiza zapisów
czarnych skrzynek z prezydenckiego samolotu, który 10 kwietnia rozbił się pod
Katyniem – zapowiedział wczoraj prokurator generalny Andrzej Seremet. – Dopóki
nie otrzymamy dowodów, o które strona polska zwracała się do rosyjskiej,
prokuratorzy nie mogą podjąć decyzji o ujawnieniu ich treści –
mówił.

Jak poinformował naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski, już
kilka partii osobistych rzeczy ofiar przesłano do Polski. Pułkownik Zbigniew
Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej, powiedział, że czarne
skrzynki zostały znalezione w sobotę, 10 kwietnia, zabezpieczone w specjalnych
pojemnikach i wysłane do Moskwy, gdzie poddano je analizie, w czym brali udział
także Polacy. – Trwa synchronizacja nagranych rozmów pilotów z parametrami lotu
– mówił płk Rzepa. Według prokuratora Seremeta, zapisy te mają nadejść do Polski
w ciągu dwóch tygodni i u nas zostaną poddane badaniu fonoskopijnemu.
Przedstawiciele prokuratury podkreślają, że przed ujawnieniem treści zapisu
czarnych skrzynek tupolewa muszą się zapoznać z pozostałymi dowodami, o których
przekazanie zwrócono się już do Rosji. – Dopóki nie otrzymamy reszty dowodów, o
które strona polska zwracała się do strony rosyjskiej, polscy prokuratorzy nie
mogą podjąć decyzji o ujawnieniu ich treści – dodał Andrzej Seremet. Według
prokuratury, nie ma jeszcze opinii o filmie internetowym, na którym słychać
prawdopodobnie strzały, jednak wkrótce ma ona wpłynąć do prokuratury. Jest to
także przedmiotem badań Rosjan.
Jak informował Rzepa, o okolicznościach
tragedii prokuratorzy nie mogą mówić, ponieważ najpierw dowody muszą znaleźć się
w Polsce. – Optujemy za tym, żeby wszelkie materiały tego postępowania zostały
ujawnione i upublicznione. Optymalnym terminem byłby dla mnie moment po
zakończeniu śledztwa – powiedział płk Parulski.
Wczoraj w radiu RMF FM płk
Tomasz Pietrzak, były dowódca 36. Pułku Lotnictwa Transportowego i wieloletni
pilot rządowych samolotów, mówił, że „zamontowany w prezydenckim samolocie
system ostrzegawczy TAWS był prawdopodobnie zablokowany, bo procedury zakazują
jego używania na lotnisku w Smoleńsku”. Według Pietrzaka, TAWS, który z
wyprzedzeniem ostrzega pilotów przed np. wzgórzami lub masztami z antenami,
które mogą napotkać, podchodząc do lądowania, poprawnie działa tylko wtedy, gdy
ciśnienie atmosferyczne podawane jest w odniesieniu do poziomu morza (QNH), a
nie do terenu (QFE). Jednak na wielu lotniskach świata (szczególnie lokalnych, a
do takich należy pas w Smoleńsku) często podawane są wartości QFE, które z
punktu widzenia TAWS są nieprawdziwe. – Jeśli na tym lotnisku, podawano
ciśnienie względne QFE, czyli od wysokości płyty lotniska, to prawdopodobnie
TAWS był zblokowany – mówił Pietrzak dla RMF FM.

Paweł Tunia

drukuj