Serbowie sobie nie ufają

Z Janem Musiem, ekspertem ds. Bałkanów z Katolickiego Uniwersytetu
Lubelskiego i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, rozmawia Łukasz Sianożęcki

W północnej części Kosowa, gdzie większość stanowią Serbowie, odbywa
się referendum wsprawie uznawania kosowskich instytucji państwowych na tym
terytorium. Dlaczego wywołuje ono tyle emocji?

– Forma i wyniki rozmów prowadzonych pomiędzy władzami serbskimi i kosowskimi
co do statusu Kosowa rzutują bezpośrednio na ich stosunki z Unią Europejską,
głównym sponsorem przemian gospodarczych, społecznych i politycznych w tym
regionie. Referendum wywołuje tyle kontrowersji, ponieważ zostało zorganizowane
przez kosowskich Serbów zarówno wbrew stanowisku władz w Belgradzie, jak i w
Prisztinie. Cztery gminy, w których przeprowadzono głosowanie, graniczą
bezpośrednio z Serbią i dlatego mają realną perspektywę powrotu do macierzy.
Przeprowadzeni e referendum nie oznacza oczywiście automatycznie secesji
północnego Kosowa, ale komplikuje pozycję Belgradu w sporze z Prisztiną,
szczególnie że usztywnia Serbów i znacząco utrudnia wypracowanie kompromisu.
Można ponadto oczekiwać, że nacjonalistycznie nastawiona część kosowskich
Albańczyków będzie chciała dać wyraz swemu niezadowoleniu wobec "nielojalnych"
Serbów czy to w formie politycznej, czy – czego najbardziej obawiają się
kosowscy Serbowie – w formie zamieszek. Referendum stanowi cios dla rządu
serbskiego także z innego powodu. Otóż oczywisty staje się fakt braku
politycznej kontroli Belgradu nad kosowskimi Serbami. Pojawia się tutaj cała
masa pytań: kogo reprezentuje rząd w Belgradzie w sporze z Prisztiną? Jeśli nie
kosowskich Serbów, to czy argument o serbskości Kosowa dalej może być
wykorzystywany przez Belgrad? Z kim w takim razie Prisztina ma prowadzić
rozmowy?

Jak Pan zauważył, żadna ze stron nie zamierza uznać tego referendum
za ważne. Co się stanie, jeśli Serbowie z północy uznają, że nie chcą, aby na
ich terytorium znajdowały się kosowskie instytucje państwowe?

– Nic się nie stanie. Kosowskie instytucje państwowe nie istnieją na północy.
Kosowscy Serbowie w referendum tak naprawdę wyrażają brak zaufania do polityków
serbskich w Belgradzie. Rozczarowanie spowodowane jest przede wszystkim
instrumentalnym traktowaniem rodaków w Kosowie oraz przedłużającym się stanem
zawieszenia w pewnego rodzaju "napięciu etnopolitycznym". Takiej presji
psychicznej i fizycznej nie można bowiem utrzymywać w nieskończoność, a w
Kosowie trwa ona, z drobnymi przerwami, od 1997 roku.

Czy jest jakieś wyjście z tej patowej sytuacji, jaka istnieje na
linii Kosowo – Serbia? Prezydent Serbii Boris Tadić stwierdził, że takie
referenda tylko i wyłącznie pogłębiają kryzys…

– Prezydent Tadić twierdzi tak, ponieważ kosowscy Serbowie rzeczywiście
"wyłamali się" z grupy "jedności narodowej". Być może rozwiązaniem byłoby
dopuszczenie do stołu negocjacyjnego jako trzeciej strony także kosowskich
Serbów. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że władze w Belgradzie po raz kolejny
wykorzystują Serbów zamieszkujących poza granicami Serbii właściwej do swoich
interesów.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj